Dom to nie tylko wspomnienia
Kiedy mówi się o Świętej Rodzinie jako wzorze rodziny
chrześcijańskiej, w umysłach wielu z nas budzi się opór i niedowierzanie. Jak to
– w XXI wieku? Nie za wysoko została postawiona poprzeczka? Betlejemski żłóbek,
ikonografia, emocje towarzyszące historii zbawienia, w które została wpleciona –
owszem. Ale żeby od razu naśladować? Boimy się ograniczeń, ascezy, która
(rzekomo) może uszczknąć nieco radości życia, a tak naprawdę jest to ucieczka od
marzeń o świętości.
To jest chyba pierwszy i największy problem chrześcijan: przestaliśmy wierzyć,
że dom rodzinny może być przestrzenią, w której dokonuje się nasze zbawienie,
gdzie realizowane jest życiowe powołanie, które poprzez delikatną troskę o Boże
błogosławieństwo i łaskę może stać się świątynią Ducha Świętego. Daliśmy sobie
wmówić, że małżeństwo to jedynie efekt społecznej konwencji i tak naprawdę nie
jest ważne, czy jest ono scementowane więzami sakramentu, czy to jedynie umowa
cywilnoprawna, która może być w każdej chwili rozwiązana. Że nie jest istotne,
czy stanowi ono związek nastawiony na życie, czy alians dwóch osób (dowolnej
płci), które postanowiły udawać rodzinę. Niedawno opublikowane dane na temat
postaw Polaków w tej kwestii dają do myślenia. Okazuje się bowiem, że 20,6 proc.
dzieci w naszym kraju rodzi się w związkach pozamałżeńskich, że ideałem wielu
młodych ludzi jest tzw. wolna miłość ("bo my się tak bardzo kochamy i
niepotrzebne nam są żadne prawne gwarancje miłości"), wykluczająca nawet cywilne
zobowiązania. Dla wielu, jak sami mówią, ślub kościelny to "obciach". Agresywna
propaganda "normalności" w wykonaniu środowisk homoseksualistów też robi swoje.
Wszystko razem ukazuje, jak bardzo dziś rodzina jest zagrożona i jak ważna jest
troska o to, aby zachować jej prawdziwy, niezmanipulowany, nieskażony egoizmem
kształt.
Dziś, w oktawie Bożego Narodzenia Kościół wspomina Świętą Rodzinę. Jest to
okazja – jak piszą księża biskupi w materiałach przeznaczonych do wykorzystania
duszpasterskiego tego dnia – do przypomnienia sobie roli domu rodzinnego w
wychowaniu i formowaniu człowieka, także przybliżenia prawdy o Kościele, którego
rodzina jest podstawową jednostką. Wracają do podstawowych prawd: "Dom to nie
tylko wspomnienia, ale więzy krwi, poczucie przynależności, wzajemna
odpowiedzialność. To wspólny stół, rozmowa i modlitwa. Dom daje schronienie i
poczucie bezpieczeństwa (…). W nim kształtuje się świadomość własnych korzeni
i poczucie własnej tożsamości". Absolutnie pierwszymi, którzy uczą wartości, są
rodzice. Aby tak się stało, najpierw muszą sami stać się świadkami wiary,
wzorami uczciwości, pracowitości. W domu dziecko przeżywa pierwsze doświadczenie
Boga i Kościoła, dlatego tak ważne jest, aby nie był to obraz spłycony czy
wypaczony.
Teoretycznie to wszystko, o czym piszę, nie jest żadną nowością. Problem polega
na tym, że coraz mniej w nas wiary, że tak rzeczywiście może być. Święta Rodzina
przypomina, że jest to możliwe. Niewiele znamy faktów z życia Maryi, jeszcze
mniej wiemy o św. Józefie. Pewne jest, iż Ich dom był zwyczajny, naznaczony
ubóstwem, ale przede wszystkim było w nim pełne poddanie się Bożemu prowadzeniu,
posłuszeństwo Jego woli – nawet wtedy, gdy była ona trudna do przyjęcia. I to
jest może jedna z najważniejszych rzeczy, których możemy się dziś uczyć od
Świętej Rodziny. W sytuacji, gdy ludzie uzurpują sobie prawo do manipulowania
definicją małżeństwa, tłumacząc to prawem do szczęścia i wolnością, a przez to
narażając na ruinę całą strukturę społeczną, potrzebne jest zaufanie Stwórcy.
Konieczne są działania zmierzające do umocnienia takiego modelu rodziny, który
będzie gwarancją trwałości, zapewni ciągłość życia, prawidłowy rozwój i
bezpieczeństwo. My jako chrześcijanie jesteśmy pierwszymi, którzy są wezwani do
dbania o piękno i nieskażony blask rodziny. I nie wolno nam nigdy o tym
zapominać.
ks. Paweł Siedlanowski
