Długi cień Rosji

Z dr. Dawidem Kolbaią, Gruzinem mieszkającym w Polsce, pracownikiem
naukowym Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, rozmawia Mariusz
Bober

Gruzińska telewizja nadała niedawno film poświęcony katastrofie smoleńskiej i
braciom Kaczyńskim. Jak w Gruzji jest odbierana ta tragedia?

– Katastrofa smoleńska wywołała od razu spore poruszenie w Gruzji. Kraj pogrążył
się w głębokiej żałobie. Wielu moich rodaków przesyłało do Studium Europy
Wschodniej UW, także na moje ręce, słowa żalu i pocieszenia. Uważali, i nadal
uważają, że wraz ze śmiercią prezydenta Lecha Kaczyńskiego Gruzja straciła
najlepszego przyjaciela. Przez całą dekadę lat 90. Gruzja była tym państwem na
południowym Kaukazie, które najbardziej konsekwentnie dążyło do emancypacji spod
rosyjskich wpływów, chcąc w swojej polityce zagranicznej zorientować się na
Zachód. W tych dążeniach można Gruzję porównywać do krajów bałtyckich. Jednak
droga Tbilisi po odzyskaniu niepodległości była zgoła odmienna niż droga Litwy,
Łotwy i Estonii. Podczas gdy te kraje zostały przyjęte do Unii Europejskiej i
NATO i prowadzą własną, niezależną politykę zagraniczną, to Gruzja pozostała
właściwie sama, w ważnym miejscu o znaczeniu strategicznym. Dlatego prezydent
Lech Kaczyński, który udowodnił, m.in. w sierpniu 2008 r., gdy rosyjskie wojska
stały kilka kilometrów od Tbilisi, że jest przyjacielem Gruzinów, jest
traktowany jak bohater. Stąd też w Tbilisi, Batumi, Gori i innych gruzińskich
miastach przybywa ulic nazywanych imieniem prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Marii
Kaczyńskiej. Od czasów marszałka Józefa Piłsudskiego żaden polski polityk nie
zrobił tyle dla Gruzji. Prezydent Lech Kaczyński nie został jeszcze doceniony,
ale tak często są traktowani ludzie wybitni.

Rok po katastrofie relacje polityczne w naszym regionie w wielu przypadkach
zmieniły się o 180 stopni. Nastawienie Gruzinów do Polski jest nadal tak
pozytywne?

– Moi rodacy uświadomili sobie, że wraz z objęciem urzędu przez nowego
prezydenta Polski Gruzja może stracić ważnego sojusznika. Po objęciu rządów
przez Bronisława Komorowskiego Polska stara się wypracować nową linię
postępowania na arenie międzynarodowej wobec Rosji. Nawet jeśli uznamy, że w
perspektywie czasu możliwa będzie szeroka współpraca i w każdej strategii będzie
stosowany pragmatyzm, to polska polityka wobec Gruzji zasadniczo się nie
zmieniła. Polska popiera euroatlantyckie aspiracje Tbilisi, ale nie przekłada
się to na konkretne działania.

Jakie posunięcia obecnych polskich władz zostały źle odebrane w Gruzji?
– Przede wszystkim słowa prezydenta Bronisława Komorowskiego, że nie pojedzie
"na granicę tylko dlatego, że wymyślił to sobie prezydent Gruzji". W Rosji to
stwierdzenie odnotowano z wyraźnym zadowoleniem, komentując je w prasie, że
"Tbilisi straciło sojusznika". Władze w Moskwie nadal myślą o południowym
Kaukazie jako o swojej domenie, której nie wolno utracić, co z kolei wpływa na
założenia jej polityki.

Zarówno Gruzja, jak i Polska doświadczyły prowokacji i manipulacji ze strony
Moskwy. Gruzja podczas rosyjskiej inwazji w 2008 r., a Polska zwłaszcza po
ujawnieniu raportu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego w sprawie katastrofy
smoleńskiej. Jak ten raport został odebrany w Gruzji?

– Gruzini zastanawiali się, czy Rosja mogła posunąć się tak daleko, by w jakiś
sposób przyczynić się do tej katastrofy. Stawiano sobie też pytania, dlaczego
lotnisko w Smoleńsku nie było zamknięte mimo fatalnych warunków pogodowych,
dlaczego kontrola lotów podawała błędne informacje o ścieżce schodzenia
polskiego samolotu itd. Zastanawiała nas też nienawiść okazywana prezydentowi
Lechowi Kaczyńskiemu, także w Rosji.

Przykład Pana rodzinnego kraju pokazał, że Rosja może posunąć się bardzo
daleko. Jak po ostatniej wojnie wyglądają gruzińskie relacje z Kremlem?

– Polityka prowadzona przez Rosję jest w dużym stopniu przyczyną niestabilności
wewnętrznej Gruzji, nękanej przez konflikty z pragnącymi uniezależnić się
Abchazami i Osetyjczykami. Moskwa chce widzieć Gruzję pod swoim parasolem.
Jednak trzeba stwierdzić z podziwem, że Gruzja nie ulega presji Moskwy, że jest
wierna pragnieniu integracji z Zachodem. Trzeba także dodać, że uregulowanie
konfliktów na południowym Kaukazie, przywrócenie integralności terytorialnej
Gruzji będzie w dużej mierze zależało od podstępowania Rosji oraz Unii
Europejskiej.

To aluzja do sytuacji, że mimo porozumienia pokojowego z 2008 r., na mocy
którego wojska rosyjskie miały wrócić na pozycje sprzed wojny, dziś gwarantują
secesję gruzińskich prowincji?

– Unia Europejska mogłaby domagać się realizacji przez Rosję porozumienia
pokojowego z 2008 r. podpisanego przecież także przez prezydenta Francji
Nicolasa Sarkozy´ego. Również Polska mogłaby pomóc w tej kwestii podczas
zbliżającej się prezydencji w Unii. Dla Gruzji bardzo trudna jest sytuacja, w
której siły rosyjskie wciąż okupują 20 proc. terytorium kraju [wspierane przez
Moskwę władze separatystycznych republik Abchazja i Osetia Południowa podpisały
wieloletnie umowy z Rosją pozwalające jej utrzymywać tam bazy wojskowe – red.].

Po wojnie z Rosją pojawiły się komentarze, że utrudni ona Gruzji wejście do
NATO. Wielu wskazywało, że była to bolesna lekcja dla władz w Tbilisi, która
pokazała, że nie mogą liczyć na wsparcie największego sojusznika – USA.

– Kolejnym aspektem w polityce Moskwy względem Gruzji jest sprzeciw Rosji wobec
rozszerzenia NATO. Eksperci rosyjscy nigdy nie wierzyli w realne zagrożenie
Rosji ze strony Paktu. W 2008 roku Rosja dała do zrozumienia, że nie zgadza się
na wstąpienie do Sojuszu byłych republik sowieckich. Moskwa starała się
zniechęcić te państwa do integracji z NATO poprzez groźby wojny oraz szantażu
gospodarczego. Większość Gruzinów opowiada się za wejściem do Sojuszu i do
struktur europejskich. Żaden rząd w przyszłości nie zrezygnuje z polityki
proamerykańskiej i prozachodniej. Z obecnego punktu widzenia możemy powiedzieć o
prawdopodobnej przewadze sił zewnętrznych (tzw. długi cień Rosji) i dążeń
dezintegracyjnych w Gruzji, co stwarza potencjalnie niebezpieczną sytuację. Jej
rozwiązaniem byłaby, w opinii wielu ekspertów, najszybsza i najpełniejsza
integracja Gruzji z NATO.

Na ile ta sytuacja zmieniła politykę prezydenta Micheila Saakaszwilego,
zwłaszcza po wojnie z Rosją?

– Wyzwolone z sowieckiej hegemonii niepodległe republiki Zakaukazia nie wykazały
na ogół większego entuzjazmu w kierunku integracji (przeszkadzały w tym
agresywny separatyzm i konflikty terytorialne), a nawet nie były zainteresowane
poważniejszym zbliżeniem gospodarczym i politycznym. Idąc w tym kierunku, tylko
Azerbejdżan i Gruzja stworzyły warunki do zawiązania realnej współpracy
zmierzającej ku integracji i pogłębianiu dotychczasowych kontaktów.
Transformacje ekonomiczne i społeczno-kulturowe, które mają przygotować państwo
do integracji regionalnej, są również niejednakowo zaawansowane i wzbudzają
rozmaite reakcje społeczne. Nie brakuje jednak głosów krytycznych wobec reform
motywowanych przez czynniki ekonomiczne. Jedną z najbardziej odczuwalnych zmian
jest walka z korupcją. Po latach starań została ona ograniczona do minimum, ale
walka z nią jest kontynuowana. Od tego czasu m.in. policja zaczęła służyć
mieszkańcom, korzystając z doświadczeń służb krajów zachodnioeuropejskich i
amerykańskich, i w ciągu kilku lat stała się służbą cieszącą się najwyższym
zaufaniem społecznym. Bardzo ważne zmiany zaszły również w obszarze edukacji.
Buduje się wiele nowych szkół. Pojawia się nowoczesna architektura. Do wyborów
prezydenckich w 2013 r. powinny zostać wprowadzone jeszcze reformy systemu
politycznego wzmacniające rolę opozycji. Bardzo ważne dla kraju było też
odbudowanie niemal od podstaw gruzińskiej armii, która dziś uczestniczy także
m.in. w misji NATO w Afganistanie.

Powiedział Pan, że Gruzja czuje się politycznie osamotniona. Nie ma żadnych
alternatyw, by rozwijać niezależne od Rosji struktury współpracy regionalnej?

– Dla Gruzji bardzo ważna byłaby reaktywacja organizacji GUAM, skupiającej
Gruzję, Azerbejdżan, Ukrainę i Mołdowę. Zresztą jest to ważne nie tylko dla tego
kraju, ponieważ bilans dotychczasowej współpracy pokazał, że wszystkie kraje
tego sojuszu miały z niego korzyści. Integracja krajów tego regionu pozwala
także na pogłębienie demokracji. Dzięki tej współpracy zmniejszano np. bariery w
wymianie handlowej i przepływie ludności między Gruzją i Azerbejdżanem, na czym
skorzystały oba kraje. Jednak po śmierci prezydenta Kaczyńskiego i zmianie
władzy na Ukrainie plany współpracy państw GUAM znacznie osłabły. Ale jej
ożywienie jest nadal możliwe.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj