Długa kolejka do akt

Z Andrzejem Melakiem, bratem prezesa Komitetu Katyńskiego Stefana Melaka,
który zginął w katastrofie w Lesie Katyńskim, rozmawia Marcin Austyn

Ma Pan trudności w dostępie do akt śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej?
– Niestety tak, i to z kilku powodów. Czytamy te akta wśród pracowników, którzy
wykonują swoje codzienne prace. Gra radio, przychodzą interesanci i inne osoby,
nie ma spokoju. Tak nie powinno być. Przeglądając akta, zauważyłem, że wiele
rzeczy jest utajnionych. Są tylko winietki, że tam były dokumenty, ale są one
niedostępne dla rodzin. Ponadto nie możemy kopiować udostępnionych nam
dokumentów ani robić zdjęć. Trudno to nazwać inaczej jak szykanowaniem.

Mogą Państwo sporządzać notatki?
– Tak, można je sporządzać, ale czym one są? Kserokopia z potwierdzeniem
zgodności jest jakimś dokumentem. Odręczne notatki, często fragmentaryczne,
wyrwane z kontekstu, nie są materiałami, którymi można się posługiwać i z nimi
pracować.

Wnioskowali Państwo o wgląd w tajne akta?
– Pełnomocnik pisał w tej sprawie do prokuratury i do tej pory nie otrzymał
odpowiedzi.

To, co zostało udostępnione, przynosi jakieś odpowiedzi na temat przyczyn
katastrofy?

– Trudno powiedzieć, bo nie zdołałem przeczytać całości dokumentów. Miałem do
nich dostęp w dwóch czy trzech terminach, a teraz utworzyła się kolejka.

Jak długo trzeba czekać na swoją kolej?
– Różnie to bywa. Są tacy, którzy czekają nawet miesiąc, niektórzy do tej pory
czytali akta tylko raz. Prokuratura wyznacza i uzgadnia terminy.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj