Dlaczego trzeba pójść na wybory?

Najczęściej słyszymy, że wybory to "święto demokracji", a udział w nich to
"obowiązek obywatelski". Żadna to jednak poważna zachęta do wybrania się do
lokali wyborczych. Przecież demokracja nie potrzebuje święta. To nie bożek, choć
wielu tak ją traktuje, a wyłącznie zwyczajny sposób sprawowania władzy
zwierzchniej przez suwerena – Naród, przyznajmy, w sposób dość ułomny, jeśli
wokół roi się od ideologicznych przekazów medialnych zatruwających umysły
zapatrzonych w telewizję obywateli. Wreszcie udział w wyborach nie jest też
żadnym "obywatelskim obowiązkiem" – pośród obowiązków obywatela wyliczonych w
Konstytucji RP udziału w wyborach próżno szukać. Z czego zatem wynika imperatyw
uczestnictwa w głosowaniu? Z faktu, że jesteśmy wolni. A wolność to znaczy
również odpowiedzialność. Tyle że tego argumentu zatopieni w ideologii
liberalnej "dziennikarze" wielu "postępowych" stacji telewizyjnych i radiowych
oraz wspierani przez nich politycy już nie używają.

Wolność, czyli odpowiedzialność
Być wolnym człowiekiem, to znaczy być również odpowiedzialnym za siebie i
innych. Być wolnym człowiekiem, czyli również odpowiedzialnym, to znaczy
podejmować decyzje, i to takie, które będą dawały pozytywne owoce dla nas samych
i wszystkich, pośród których żyjemy. Być wolnym i odpowiedzialnym, to znaczy
zatem na pewno nie stronić od podejmowania decyzji, nie chować głowy w piasek.
Dla osoby prawdziwie wolnej brak decyzji to też decyzja, tylko że najgorsza z
możliwych.
W tym kontekście udział w wyborach parlamentarnych jest obowiązkiem każdego
wolnego, odpowiedzialnego człowieka. Wszak w niedzielę będziemy podejmowali
decyzję o kierunku polskiej polityki, o kierunku polskiego prawodawstwa w
najbliższych latach. Oczywiście treść tego prawa, które politycy ustanowią do
2015 r., będzie można zmienić, jeśli wybierze się inną większość za cztery lata.
Tyle że skutków obowiązywania tego prawa w zdecydowanej większości przypadków
już nie będzie można wyeliminować. Przykłady? Wyobraźmy sobie, że
liberalno-lewacka koalicja, która uformowałaby się już w końcu tego miesiąca,
zmieni ustawę antyaborcyjną i ją "zeuropeizuje", pozwalając na zabicie dziecka
poczętego także z tzw. względów społecznych. Czy ktoś z nas tu, na ziemi,
wskrzesi za cztery czy pięć lat "legalnie" zamordowane dzieci? Wyobraźmy sobie,
że ta sama koalicja wprowadzi prawo eutanazyjne. Czy ktoś z nas tu, na ziemi,
wskrzesi za cztery czy pięć lat staruszków, którzy zostaną przez ten czas
uśmierceni? Wyobraźmy sobie, że ta sama koalicja na dokładkę legalizuje
posiadanie narkotyków i handel nimi. Czy ktoś z nas jest w stanie zwrócić pełnię
zdrowia uzależnionym nastolatkom i najpiękniejsze lata ich życia? Nie. Tych
skutków obowiązywania niegodziwego prawa wyeliminować się już nie da, nawet
gdyby udało się uchylić to prawo po wyborach w 2015 roku. Nie da się również
zmazać naszej moralnej odpowiedzialności za przyzwolenie na wybór takiej
koalicji, która tego typu niegodziwe przepisy by ustanowiła, odpowiedzialności w
gruncie rzeczy za śmierć tysięcy nienarodzonych dzieci, uśmierconych staruszków
i uzależnionych od narkotyków młodych ludzi. Odpowiedzialności, którą będziemy
ponosić także wówczas, gdy zostaniemy w domu i nie pójdziemy na wybory.

Chrześcijanin głosuje za życiem
Odpowiedzialności za państwo nie zdejmiemy z siebie, jeżeli nie będziemy
uczestniczyć w wyborach parlamentarnych. Ugrupowań i kandydatów jest do wyboru,
do koloru. Warto sprawdzić, jak głosowali posłowie poszczególnych ugrupowań w
sprawach dla człowieka najważniejszych – w kwestii obrony życia, w tym
zapłodnienia in vitro, związków homoseksualnych i w końcu prawa rodziców do
wychowania dzieci (słynna ustawa "antyklapsowa" i umożliwienie urzędnikom
odbierania dzieci rodzicom). Naturalnie ważne pozostają także kwestie
gospodarcze, fiskalne, społeczne. Ważne, ale naprawdę dużo mniej ważne od spraw
fundamentalnych, jakimi są życie człowieka i życie rodziny. Spraw, na których
osadza się nasza chrześcijańska cywilizacja. Naprawdę nie jest trudno zauważyć,
że w większości mamy jednak do czynienia z posłami, którzy głosowali w tych
kwestiach w sposób sprzeczny z wartościami, na których opiera się cywilizacja
łacińska.
Trzeba tylko trochę wysiłku, żeby to dostrzec i sprawdzić, czy kandydat, na
którego chcemy głosować, sprzyja ugrupowaniu, które jest za życiem i rodziną,
czy też jest przeciw niemu. Bez tego wysiłku narażamy się na poważną
odpowiedzialność moralną za decyzje, poprzez które dopuścimy do patologii i
nieszczęść wielu ludzi. Chrześcijanin musi mieć świadomość, że również z tych
decyzji będzie kiedyś rozliczony na Sądzie Ostatecznym.
Raz jeszcze powtórzmy. Decyzją, za którą poniesiemy odpowiedzialność moralną,
będzie również brak decyzji, czyli nieuczestniczenie w niedzielnych wyborach.
Zostając w domu, przynajmniej po części będziemy odpowiedzialni za wynik
ugrupowań politycznych, które jawnie sprzeciwiają się nauczaniu Kościoła, jawnie
kpią z wartości i cywilizacji chrześcijańskiej, cywilizacji życia. Jeśli takie
ugrupowania zdobędą przykładowo 15 proc. poparcia, to w 15 proc. właśnie będzie
to również nasza "zasługa"… Jeżeli pozostaniemy w domu, oznacza to, że zdajemy
się na decyzje wyborcze podejmowane przez innych, w takich proporcjach, jakie są
konsekwencją wyniku wyborczego. To prosta logika i matematyka.

Każdy człowiek jest politykiem
Wszyscy jesteśmy politykami, jeżeli politykę rozumiemy tak jak klasycy
filozofii, czyli jako roztropne działanie na rzecz dobra wspólnego. Polityka tym
właśnie jest, nie zaś wyłącznie brudną grą opartą na manipulacji – do takiego
rozumienia sprowadzono niestety politykę w naszej nowożytnej erze. Wszyscy zatem
mamy obowiązek podejmowania decyzji, i to decyzji właściwych. Spójrzmy na
nauczanie mistrza filozofii naszych czasów ojca Mieczysława Alberta Krąpca:
"Jeśli zatem działanie polityczne jest dobieraniem właściwych (realnych i
realnie możliwych) środków do celu, jakim jest dobro wspólne społeczności, a
dobrem tym jest wewnętrzny osobowy rozwój człowieka – to każdy z nas z
konieczności uprawia politykę, bo każdy z nas nieustannie dobiera środki do
właściwego celu. Możemy uprawiać politykę dobrze lub źle, ale nie możemy
zaprzestać uprawiania polityki. (…) Bo działać po ludzku – to już znaczy
uprawiać politykę, przynajmniej politykę indywidualną" – pisze o. Krąpiec w
dziele "Suwerenność – czyja?". I dalej dookreśla: "Jeśli Ewangelia jest
uszlachetnieniem życia ludzkiego (…), daje przykłady dobrego życia, to
chrześcijaństwo jest tylko uszlachetnieniem życia ludzkiego. I nic, co jest
ludzkie, nie może być nie-chrześcijańskie. Zatem chrześcijaństwo nie zwalnia nas
z obowiązku bycia człowiekiem pełniej, lepiej. I dlatego nie można być
chrześcijaninem, nie będąc w jakimś sensie politykiem" – uczy mistrz. Być
chrześcijaninem, to znaczy być człowiekiem wolnym, a to zaś oznacza
odpowiedzialnym. To znaczy ciągle podejmować dobre decyzje na rzecz dobra
wspólnego, w tym mojego i wszystkich, pośród których żyję.
 


Dr Przemysław Czarnek konstytucjonalista, KUL


Autor jest konstytucjonalistą, pracownikiem Katolickiego Uniwersytetu
Lubelskiego Jana Pawła II.

drukuj