Dał heroiczne świadectwo miłości

Z ks. dr. Tomaszem Kaczmarkiem, postulatorem przy Kongregacji Spraw
Kanonizacyjnych w procesie beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym Sługi Bożego ks.
Jerzego Popiełuszki, rozmawia Małgorzata Bochenek

6 czerwca 2010 r. będzie dniem beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki.
Szczególne znaczenie ma chyba fakt, że będzie to tuż przed 19 czerwca, czyli
jeszcze przed zakończeniem Roku Kapłańskiego?
– Gdy znany jest już
dzień beatyfikacji, pozostaje nam z radością przyjąć fakt, że Pan Bóg chciał
pokazać heroiczne świadectwo miłości tego kapłana męczennika jako zwieńczenie
Roku Kapłańskiego. Przez to jego przesłanie nabiera jeszcze głębszego wymiaru.
Jawi się nam jako osobowy wzór dla kapłanów oraz przypomnienie, że najbardziej
owocna droga posługi kapłańskiej dla budowania Królestwa Bożego prowadzi przez
wielką miłość Boga, Kościoła i człowieka aż po gotowość oddania życia.

Będzie to też III Dzień Dziękczynienia w Polsce…

Trudno nie podzielać przekonania o słuszności tej daty. Dzieło ks. Jerzego jest
przecież niczym innym, jak wielkim darem Bożej Opatrzności dla Kościoła w Polsce
i nie tylko. Czy może być właściwsza odpowiedź na Boże dary, jak głębokie
dziękczynienie?

Dzień Dziękczynienia został ustanowiony jako wyraz wdzięczności dla Ojca
Świętego Jana Pawła II, który zazwyczaj rozpoczynał swoje pielgrzymowanie po
Ojczyźnie z początkiem czerwca. Co łączy te dwie wielkie postaci Kościoła – ks.
Jerzego i Jana Pawła II?
– Jeżeli powiem, że bardzo dużo, to nie będzie w tym
przesady, mimo że nie spotkali się ze sobą ani razu. Byli zjednoczeni wielką
miłością Bożej sprawy. Dość powiedzieć, że homilie głoszone w czasie Mszy św. za
Ojczyznę były oparte przede wszystkim na nauczaniu Jana Pawła II. Znacząca jest
zwłaszcza jedna spośród nich, z 30 października 1983 r., wypowiedziana – jak
mówił ks. Popiełuszko – jako list do Papieża „pisany serdecznym atramentem, w
który chce wpleść podziękę za dobroć, mądrość, wiarę, nadzieję i bezgraniczną
miłość”.
Poza tym Jan Paweł II od stycznia 1984 r. miał w ręku wszystkie jego
homilie. Umacniał go na duchu, podzielał jego nauczanie i dzieło, o czym go
zresztą wielokrotnie przy różnych okazjach zapewniał w kierowanych do niego
imiennie słowach. Przecież to o czymś świadczy, że jako Biskup Rzymu aż
dwudziestokrotnie zabierał publicznie głos na temat ks. Jerzego, a kilkakrotnie
włączał jego wypowiedzi do swoich homilii. Mamy tu bardzo szczególny przypadek
wielkiej duchowej bliskości dwóch bardzo ważnych postaci dla Kościoła, które na
ziemi nie zdążyły się spotkać. Ale po śmierci jest inaczej.

Beatyfikacja ks. Jerzego odbędzie się na placu Piłsudskiego w
Warszawie. Dlaczego taki wybór?

– Trudno znaleźć w Warszawie
korzystniejsze miejsce na beatyfikację, tym bardziej że jest ono naznaczone
bardzo doniosłymi wydarzeniami dla Polski. Wystarczy choćby wspomnieć Jana Pawła
II, który tu, w imieniu swojego Narodu, zanosił do Boga wielkie wołanie o
„zstąpienie Ducha, aby odnowił oblicze tej ziemi”.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko oddał życie za wiarę. Czy Ksiądz Profesor
mógłby podzielić się osobistą refleksją, czym dla Postulatora było spotkanie z
tym heroicznym kapłanem?

– Moje spotkanie z nim zaczęło się w
trakcie prac procesowych. Gdy przed oczami stopniowo rysowało mi się jego życie
i świadectwo miłości, coraz bardziej ogarniał mnie szacunek i podziw, co później
zaczęło się przekładać na coraz głębsze odczytywanie jego posługi kapłańskiej i
doświadczanie jego bliskości. Ale to już są zbyt osobiste sprawy, żeby je
odsłaniać.

Bóg zapłać za rozmowę.

———————————————-

Zawsze bronił Boga





Ks. prałat Edward Żmijewski, proboszcz parafii Matki Bożej Zwycięskiej w Warszawie Rembertowie


– Z ks. Jerzym Popiełuszką pracowałem po sąsiedzku. Na tydzień przed śmiercią był u mnie na imieninach. Wtedy przedstawiłem go pewnemu starszemu księdzu prałatowi, który przepowiedział wtedy: „Bolszewiki go zniszczą”, a chwilę potem powiedział jeszcze raz: „Oni go zabiją… idę się modlić, by mógł jak najdłużej jeszcze pracować”. Kiedy ks. Jerzy żył, byliśmy blisko siebie. Tak jest także teraz. Cieszę się, że kapłani będą mieli w nim swojego orędownika w Niebie. Dla mnie to wielka radość, że w czerwcu zostanie włączony w poczet błogosławionych. Zasłużył na to swoim szlachetnym życiem i męczeńską śmiercią. Zawsze bronił Boga i pracował dla ludzi. Wiedział, że jego postawa nie podoba się władzom i sam mówił: „Oni mnie chyba zamordują”. Jednak się nie ugiął. A Kościół zauważył tę jego wielkość, i wynosi go do chwały ołtarzy.

not. MP



Ludzie szli za nim


Senator Piotr Andrzejewski, obrońca w licznych procesach politycznych działaczy NSZZ „Solidarność”:


Ksiądz Jerzy Popiełuszko był bardzo ważny dla ludzi „Solidarności”, bo reprezentował wszystko, co stanowi jej fundament. On zawsze przyjmował postawę wynikającą z chrześcijaństwa. Był niezłomny w służeniu prawdzie, sprawiedliwości i pokoju.

To bardzo istotne, że sprawy, o których mówił, zawsze odnosił do zdania św. Pawła, aby zło dobrem zwyciężać. Jednocześnie wzywał do nieugiętości w zakresie postaw, które muszą być jednoznaczne. I tam, gdzie jest zło, trzeba je nazywać po imieniu i dawać temu wyraz swoim życiem.

Ksiądz Jerzy był człowiekiem prostym w sposobie bycia, ale ta jego prostota nosiła znamię wielkości. Taka postawa opierała się każdemu knowaniu. Tak jak i dziś, tak też i w poprzednich pokoleniach byli ludzie, którzy co innego mówili, co innego myśleli, a co innego robili. W czasach, kiedy żył ks. Jerzy, Polska była krajem zniewolonym. Większość Polaków odczuwała to zniewolenie jako niemożliwe do przezwyciężenia. A ks. Jerzy mawiał – to pamiętam z kontaktów bezpośrednich – że dla pokazania pewnych postaw nie potrzeba wielu. Ale jeśli ktoś taką postawę reprezentuje, żyje nią, to przyjdzie taki moment, w którym inni za nim pójdą. I wydaje mi się, że postawa ks. Jerzego, heroiczne praktykowanie chrześcijańskich zasad trafiły na podatny grunt, będąc odpowiedzią na takie właśnie zapotrzebowanie w Polsce. Inni więc szli za nim. Z tego powodu był bardzo „niebezpieczny” dla władz.

not. MP

drukuj