Czy poseł Czykwin to TW „Izydor”
Pozbawienia funkcji publicznych oraz zakazu kandydowania w wyborach do
władz samorządowych i państwowych na osiem lat zażądał dla Eugeniusza Czykwina
prokurator Instytutu Pamięci Narodowej. Na pośle Sojuszu Lewicy Demokratycznej
ciąży zarzut kłamstwa lustracyjnego. Wyrok zapadnie w środę. Czykwin miał
współpracować z owianym złą sławą Departamentem IV MSW odpowiedzialnym za walkę
z Kościołem.
Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku zakończył się wczoraj proces lustracyjny
posła SLD Eugeniusza Czykwina. – W tym przypadku nie ma mowy o mistyfikacji –
mówiła w sądzie prokurator pionu lustracyjnego IPN Białystok Agnieszka
Rusiłowicz. – Dokumentacja wskazuje nam, że od strony formalnej miała miejsce
rejestracja Eugeniusza Czykwina w charakterze tajnego współpracownika SB –
powiedziała prok. Rusiłowicz. – Są dokumenty ewidencyjne, zachowało się kilka
dokumentów z teczki personalnej tajnego współpracownika, są dowody ze źródeł
osobowych. To daje nam obraz współpracy z SB – zauważyła w rozmowie z "Naszym
Dziennikiem" prokurator Rusiłowicz. Stwierdziła, że w procesach dotyczących
współpracy z SB, tak jak w tym przypadku, obrona często przyjmuje linię, iż SB
rejestrowała tylko, aby poprawić statystyki. – Jeżeli rzeczywiście by tak było,
ta służba nie trzymałaby naszego kraju w ryzach minionego systemu przez
kilkadziesiąt lat – mówiła prokurator. Sam Czykwin odżegnywał się od współpracy
z bezpieką. – Nie byłem żadnym współpracownikiem tajnym, jawnym, żadnym –
stwierdził podczas mowy końcowej. Na poparcie tych słów podał, że już pięć razy
składał oświadczenia lustracyjne, które wcześniej nie były kwestionowane.
Przypomniał, że w latach 90. wygrał już jeden proces, gdy jego nazwisko znalazło
się na tzw. liście Antoniego Macierewicza, na której miały być dane agentów
służb specjalnych z okresu PRL. Obecny proces nazwał wczoraj atakiem
politycznym. – Tworzenie insynuacji niepopartych wiarygodnymi dowodami skłania
mnie do twierdzenia, że mamy do czynienia z procesem politycznym – mówił. Na
poprzednim posiedzeniu sąd przesłuchał dwóch świadków, m.in. byłą pracownicę
białostockiego oddziału IPN, która w 2008 r. przeprowadzała kwerendę i zbierała
materiały archiwalne do sprawy lustracyjnej posła Czykwina. Mówiła m.in., że
według zasad archiwizacji prowadzonej przez SB powinny być dwie teczki tajnego
współpracownika – teczka personalna i pracy, w przypadku Eugeniusza Czykwina
został tylko "zbiór wszystkich dokumentów". Stwierdziła jednak przed sądem, że z
zapisów ewidencyjnych wynika, iż istniały teczka personalna i teczka pracy. Sąd
przesłuchał wówczas również kierownika referatu ewidencji IPN w Białymstoku. Ten
w fachowej ocenie dokumentów SB dotyczących Eugeniusza Czykwina, które
przetrwały do dziś, stwierdził, iż nie jest to oryginalna teczka. Proces
lustracyjny Eugeniusza Czykwina ruszył jesienią 2009 roku. Instytut Pamięci
Narodowej zarzuca mu kłamstwo lustracyjne. Jak wynika z posiadanych i
opublikowanych (katalogi współpracowników SB) przez IPN dokumentów, Departament
IV MSW (do walki z Kościołami) zainteresował się Czykwinem już w roku 1977. Do
końca lat 80. miał on być TW o pseudonimie "Izydor", a potem "Wilhelm".
Eugeniusz Czykwin już wtedy był aktywnym działaczem społecznych stowarzyszeń
prawosławnych. Nazwisko posła znalazło się w 1992 r. na tzw. liście
Macierewicza, która prezentowała zasoby archiwalne po służbach specjalnych PRL.
Napisano tam, że Czykwin był tajnym współpracownikiem SB oraz że figuruje w
kartotece ogólnoinformacyjnej UOP.
Sam poseł od lat zaprzecza współpracy. Przyznaje jednak, że z racji ówczesnej
działalności zawodowej i społecznej miał kontakty z funkcjonariuszami SB. W
latach 80. był członkiem: rady krajowej PRON, prezydium rady wojewódzkiej PRON w
Białymstoku oraz wojewódzkiego zarządu Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej
w Białymstoku. Eugeniusz Czykwin jest jednym z niewielu posłów (reprezentuje
mniejszość prawosławną i białoruską), którzy zasiadają w parlamentarnej ławie od
dziesięcioleci – najpierw w latach 1985-1993, a po przerwie spędzonej we
władzach samorządowych, od 2001 r. do dziś jako poseł SLD.
Prowadzący sprawę Sąd Okręgowy w Białymstoku w marcu skierował wniosek do
Instytutu Pamięci Narodowej, aby w trwającym procesie lustracyjnym poseł
wystąpił do Sejmu o uchylenie mu immunitetu poselskiego. W ocenie sądu, taka
potrzeba wynikała ze zmiany sytuacji prawnej po uchwale Zgromadzenia Ogólnego
Sędziów Trybunału Konstytucyjnego z lipca 2010 roku. W dokumencie tym sędziowie
TK ocenili bowiem, że w świetle orzecznictwa zarówno Trybunału, jak i
Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu odpowiedzialność za złożenie
niezgodnego z prawdą oświadczenia lustracyjnego jest odpowiedzialnością karną w
rozumieniu art. 42 Konstytucji RP. Oznacza to, że pociągnięcie do
odpowiedzialności karnej osób chronionych immunitetem (w tym posłów) wymaga
uchylenia tego immunitetu. Instytut Pamięci Narodowej postanowił jednak nie
występować z takim wnioskiem i taką odpowiedź dał sądowi. – W swoim piśmie
wnioskujemy o kontynuowanie postępowania w sprawie Eugeniusza Czykwina. Naszym
zdaniem, w procesach lustracyjnych immunitet poselski nie obowiązuje – mówił
prokurator Andrzej Ostapa, p.o. naczelnik biura lustracyjnego w białostockim
oddziale IPN. Zwrócił ponadto uwagę, że jeżeli sprawa jest już przed sądem, to
IPN nie ma narzędzi, by występować o uchylenie immunitetu. Sąd w marcu br.
rozpatrzył ten wniosek pozytywnie i zgodził się kontynuować proces bez
konieczności uchylania posłowi immunitetu. Wyrok postanowił wydać 13 lipca.
Adam Białous
