Czy Lew zaryczy?

Lew Rywin, skazany na dwa lata więzienia za pomoc w płatnej protekcji wobec Agory, wyszedł warunkowo na wolność po odbyciu ponad połowy kary. Mimo atrakcyjnej propozycji ze strony Zbigniewa Ziobry ułaskawienia w zamian za ujawnienie mocodawców, Rywin nie skruszał za kratami i nie sypnął „grupy trzymającej władzę” (GTW). Sejm już ponad dwa lata temu przyjął raport w sprawie afery Rywina, a dalej jest tak jak w przypadku innych afer postkomunistów w III RP, że na koźle ofiarnym jako rzekomym głównym i jedynym winowajcy skupia się uwaga opinii publicznej, on też jako jedyny ponosi jakieś konsekwencje i na tym koniec, dalej ręka wymiaru sprawiedliwości nie sięga. Jest więc afera Rywina, a aferzystów nie ma, posłaniec został ukarany i publicznie napiętnowany, a nie ten, kto „wypuścił” Lwa.
„Czuję się jak więzień polityczny – trochę śmiesznie, trochę histerycznie, aczkolwiek bardzo obrzydliwie” – powiedział Rywin po zwolnieniu z więzienia w podwarszawskiej Białołęce. Mówiąc o „więźniu politycznym”, albo ze szczęścia zwyczajnie się zagalopował, albo też – co wydaje się bardziej prawdopodobne – dał do zrozumienia, że jest zakładnikiem „grupy trzymającej władzę”. W przeciwnym razie, dlaczego składając zeznania w grudniu ub.r. przed Prokuraturą Apelacyjną w Białymstoku i mając w perspektywie ułaskawienie, nie puścił pary z ust na temat zleceniodawców? Rywin tymczasem zaprzeczył, by chodził do kogokolwiek z korupcyjną propozycją i zeznał, że nikt go z propozycją wręczenia łapówki do Agory nie wysyłał. Zrobił tym samym konkurencję nawet eseldowskiej posłance Anicie Błochowiak z komisji śledczej, która, owszem, mówiła, że Rywin sam siebie wysłał do Michnika, ale przynajmniej nie zaprzeczała, jakoby w ogóle poszedł z „ofertą”.

Grupa trzymająca Lwa?
„Pan Lew Rywin od początku przejawiał postawę człowieka zdeterminowanego tym, aby nie ujawniać prawdy, aby chronić osoby, które wysłały go z przestępczą propozycją (…) skoro nie wykorzystał pewnych instytucji, które były dostępne w trakcie postępowania, jak świadek koronny” – nie zdziwił się specjalnie minister Ziobro lojalnością Rywina. „Wyrok nie jest zbyt wysoki, natomiast pan Rywin miałby w tej sprawie bardzo dużo, sam wie, ile, do stracenia, gdyby w tej sprawie chciał współpracować z prokuraturą” – ocenił minister sprawiedliwości, co by przemawiało jednak za tym, że Rywin jest zakładnikiem „grupy trzymającej władzę”.
Jak jest do końca, powinno wyjaśnić śledztwo prowadzone przez białostocką prokuraturę w sprawie GTW. O ile bowiem sąd pierwszej instancji skazał Rywina za oszustwo na 2,5 roku więzienia, o tyle już w apelacji zmniejszył karę do 2 lat, zmienił też kwalifikację czynu i przynajmniej uznał, że Rywin nie działał sam, ale reprezentował grupę, która wysłała go do Agory.
Przypomnę, że według przyjętego przez Sejm raportu autorstwa Zbigniewa Ziobry, do „grupy trzymającej władzę” mieli należeć: były premier Leszek Miller, była wiceminister kultury Aleksandra Jakubowska, były szef gabinetu premiera Lech Nikolski, były prezes TVP Robert Kwiatkowski oraz były sekretarz KRRiTV Włodzimierz Czarzasty. Wszyscy wymienieni, jak wnosi raport, powinni ponieść odpowiedzialność przed prokuratorem za wysłanie Rywina z łapówką do Agory. Natomiast były prezydent Aleksander Kwaśniewski, były minister sprawiedliwości Grzegorz Kurczuk i były premier Leszek Miller powinni w myśl raportu odpowiadać przed Trybunałem Stanu za to, że nie poinformowali organów śledczych o aferze.

Agora sypnie groszem dla SLD…
Na razie jednak nikt z wyjątkiem Rywina za nic nie odpowiedział, a afera wyszła na światło dzienne głównie dzięki temu, że SLD strzelił sobie samobója, chcąc zdobyć gotówkę na koncern medialny mający być przeciwwagą dla Agory… od Agory.
O „korupcyjnej propozycji” zrobiło się głośno dopiero pięć miesięcy po wizycie Rywina w „Gazecie Wyborczej” w lipcu 2002 r., gdy „GW” opublikowała w grudniu artykuł Pawła Smoleńskiego „Ustawa za łapówkę, czyli przychodzi Rywin do Michnika”. „Wyborcza” – jak na tak święte oburzenie propozycją łapówki – długo bardzo myślała nad publikacją, zwłaszcza że trzy miesiące wcześniej, we wrześniu 2002 r., o sprawie pisał już tygodnik „Wprost” w satyrycznej rubryce „Z życia koalicji”: „Mamy nieprawdopodobną historię! Jak Państwo wiedzą, rząd wysmażył ustawę, przez którą „Gazeta Wyborcza” nie będzie mogła kupić Polsatu. W tej sprawie do Wandy Rapaczyńskiej, szefowej Agory, przyszedł znany producent filmowy Lew Rywin. Zaproponował jej, że załatwi, iż rząd zmięknie, ale w zamian on ma zostać szefem Polsatu, Agora kupi jego firmę producencką i sypnie groszem dla SLD, a „Wyborcza” nie będzie atakować rządu. Niezłe, nie?”.
Niedługo po ukazaniu się tej „perełki” ówczesny minister sprawiedliwości Grzegorz Kurczuk pytany przez Monikę Olejnik w programie „Kropka nad i” w TVN, czy zajął się doniesieniami prasowymi z „Wprost” na temat korupcyjnych propozycji na styku polityki, biznesu i mediów, obiecał pilne sprawdzenie sprawy, czego – rzecz prosta – nie zrobił, co później wielokrotnie podnosiła parlamentarna opozycja jako dowód matactw ze strony SLD.

Treser Michnik
O ile jeszcze publikacja „Wprost”, choć opisująca krótko i zwięźle, na czym przekręt miał polegać, przeszła prawie bez echa, uderzający w wysokie tony artykuł „Wyborczej” z 27 grudnia 2002 „Ustawa za łapówkę” oraz upublicznienie niepełnego – jak się później okazało – stenogramu z rozmowy między Michnikiem a Rywinem, doprowadziły do powołania już w styczniu 2003 r. sejmowej komisji śledczej do zbadania afery.
Według „Wyborczej”, w lecie 2002 r. Lew Rywin przyszedł do Wandy Rapaczyńskiej, prezes firmy Agora, z propozycją w imieniu bliżej niesprecyzowanej (padło tylko nazwisko Leszka Millera) „grupy trzymającej władzę” wycofania z projektu nowelizacji o radiofonii i telewizji niekorzystnego dla koncernu wydającego „Gazetę Wyborczą” przepisu w zamian za 17,5 mln dolarów. Było to w czasie, gdy rząd Leszka Millera forsował nowelizację ustawy medialnej, której przepisy blokowały plany Agory chcącej kupić Polsat – nowe prawo zabraniało bowiem jednoczesnego posiadania gazety ogólnopolskiej i stacji telewizyjnej.
W „Wyborczej” o nieposzlakowanej opinii – jak wiadomo – święcie się oburzyli propozycją Rywina i w czasie kolejnego spotkania, tym razem z Michnikiem, rozmowa została nagrana. Jak wynika ze stenogramu, Rywin domagał się od Agory 17,5 mln dolarów łapówki za wprowadzenie zmian w ustawie o radiofonii i telewizji umożliwiającej jej kupno stacji telewizyjnej, a podana przez niego suma 17,5 mln dolarów miała stanowić 5 proc. wartości Polsatu. Pieniądze miały zostać przelane na konto firmy Rywina, a następnie miały być przekazane SLD. Lew Rywin, składając propozycję przedstawicielom Agory, powoływał się na swoje kontakty z premierem Millerem – miał z nim spotkać się na rybach i przedstawić „warunki brzegowe” podane przez Agorę, tzn. czego spółka wydająca „Wyborczą” oczekuje po nowelizacji ustawy medialnej.

„Pacjent zakładu psychiatrycznego”
Michnik, który nagrał rozmowę z Rywinem, poinformował o sprawie Leszka Millera, ten zaś stanowczo zaprzeczył, że wysyłał emisariusza do Agory, powiedział, że nigdy nie jeździł z Rywinem na ryby. Podczas spotkania u Millera, na które Michnik przyszedł z nagraniem i stenogramem rozmowy z Rywinem, Lew Rywin miał się załamać i oskarżyć o zorganizowanie całej afery byłego członka KRRiTV Andrzeja Zarębskiego oraz Roberta Kwiatkowskiego. Miller miał z kolei po tej demaskującej konferencji pokazać Rywinowi drzwi i zaraz potem nazwać go w obecności Michnika „pacjentem zakładu psychiatrycznego, który oszalał dla pieniędzy”.
„Pacjentem” można nazwać tutaj jednak raczej towarzystwo z SLD, które nosiło się z zamiarem utworzenia koncernu medialnego będącego przeciwwagą dla Agory (w tym m.in. miała powstać nowa gazeta codzienna, na którą potrzeba było gotówki) i wpadło na karkołomny pomysł pozyskania jej od konkurencji. Nic więc dziwnego, że Millerowi, mocodawcy Rywina, puściły nerwy po tym, jak Sejm przyjął raport Ziobry, i powiedział dziennikarzom, że „to goebbelsowskie kłamstwa, wprowadzone goebbelsowską metodą i jeśli jest sprawiedliwość na tym świecie, to zwolennicy takiego rozwiązania powinni skończyć jak Goebbels”. Zbigniew Ziobro zripostował wówczas te dobre życzenia diagnozą, że „Leszek Miller traci nerwy, bo kończy się jego bezkarność”.

„Wyborcza” jak żona Cezara
Inna rzecz, że nie może nie zastanawiać niemal półroczna zwłoka w upublicznieniu nagrania rozmowy Michnik – Rywin. Uzasadnianie tego „śledztwem dziennikarskim” jest co najmniej śmieszne, bo jak się patrzy na tekst „Ustawa za łapówkę”, to widać, że taki plon dziennikarstwa śledczego można wydać po paru dniach. To zaś jeszcze dodatkowo obniża wiarygodność „Wyborczej” obnoszącej się ze świętoszkowatym oburzeniem na Rywina i GTW. Jest to jedynie hipoteza, ale przecież Agora miała nie tylko chrapkę na poszerzenie koncernu medialnego o telewizję, lecz także na przejęcie przy okazji „prywatyzacji” Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych, kury znoszącej złote jajka na rynku księgarskim. Tymczasem w grudniu 2002 r., jeszcze przed publikacją w „Wyborczej” o bezżeństwie Rywina, okazuje się, że to nie Agora, ale związane z Czarzastym wydawnictwo Muza „weźmie” WSiP. Dopiero później, w lutym 2003 r., przetarg zostaje unieważniony przez następcę ministra Wiesława Karczmarka na stanowisku ministra skarbu Sławomira Cytryckiego, prawdopodobnie dlatego, by przeciąć spekulacje na temat Czarzastego, lewicy i mediów, bo w związku z aferą Rywina było i bez tego wokół „grupy trzymającej władzę” bardzo gorąco.

Czeski film
Czy Agora czyhała na odpowiedni moment, by taśmami zagrać w sobie wiadomym celu? Śledztwo w sprawie GTW prowadzi Prokuratura Apelacyjna w Białymstoku, ale jak na razie, mimo że od przyjęcia przez Sejm raportu komisji śledczej ds. afery Rywina minęło dwa i pół roku, można odnieść wrażenie, że w sprawie nie drgnęło. Nie słychać też o zamiarze postawienia przed Trybunałem Stanu Kwaśniewskiego, Kurczuka i Millera. Niby wszystko wiadomo, ale póki co – jak to się mówi – nikt nikogo za rękę nie złapał i wciąż jest afera Rywina, a nie ma aferzystów.
Białostockie śledztwo zostało przedłużone do końca roku, prokuratura wnioskując o to w sierpniu br., uzasadniała przesunięcie terminu przede wszystkim potrzebą dalszej weryfikacji billingów osób, których nazwiska pojawiają się w wątku odnoszącym się do „grupy trzymającej władzę”.
Pierwsza część śledztwa dotyczyła słynnego zniknięcia z projektu ustawy medialnej słów „lub czasopisma” i zakończyła się oskarżeniem czterech osób, w tym byłej wiceminister kultury Aleksandry Jakubowskiej oraz byłych i obecnych urzędników Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i ministerstwa kultury. Postawiono im zarzuty dotyczące bezprawnego przerobienia nowelizacji ustawy, do których się jednak nie przyznali, a proces w tej sprawie się jeszcze nie rozpoczął. Wyjaśnienie afery i ukaranie winnych wygląda więc na bliżej nieokreśloną „muzykę przyszłości”. Przełom prawdopodobnie nastąpiłby dopiero wówczas, gdyby zaczął sypać Rywin. On jednak konsekwentnie milczy, co może oznaczać, że „grupa trzymająca władzę” ma wciąż długie ręce, mimo że tak wiele się przecież zmieniło.

Julia M. Jaskólska

drukuj