Człowiek mrówczej pracy
Z Jakubem Batorem, asystentem tragicznie zmarłego posła Zbigniewa
Wassermanna, rozmawia Marcin Austyn
Dobrze znamy publiczne oblicze posła Zbigniewa Wassermanna. Jakim był
człowiekiem prywatnie?
– Pan Zbigniew Wassermann prywatnie był
osobą, jeśli można tak powiedzieć, o dwóch obliczach. Mam tu na myśli jego dwie
cechy charakterystyczne. Był osobą niezwykle twardą, wymagającą – jeśli chodzi o
swoich współpracowników. Jednocześnie był niezwykle ciepły i potrafił wiele
wybaczyć. Kiedy ktoś popełniał błąd, czegoś nie zdołał zrealizować, pan poseł
potrafił to zrozumieć. Dla mnie był mistrzem. Miałem takie poczucie, że stawia
wysoko poprzeczkę, ale jednocześnie opiekuje się nami. Ostatnie półtora roku
naszej współpracy układało się wyjątkowo dobrze. Dla niego, jako posła i
polityka, to był owocny czas.
Zbigniew Wassermann poważnie traktował swoją pracę, był przy tym
zawsze zdystansowany i zawsze merytoryczny…
– Wiele osób zauważało
to, że pan poseł był osobą bardzo spokojną i opanowaną – poza wyjątkowymi
sytuacjami, kiedy dawał się wytrącić z równowagi. Była to osoba bardzo
zrównoważona – taki prokurator w dobrym tego słowa znaczeniu. Zawsze starał się
na chłodno analizować wszystkie wydarzenia i na podstawie tego podejmował
decyzję. Pan poseł nie oczekiwał też szybkiego sukcesu. Był człowiekiem mrówczej
pracy. Dla mnie było to trudne, szczególnie na początku naszej współpracy, ale w
końcu zauważyłem wartość takiej postawy. Poseł nie gonił za sukcesem i do końca
swego życia udowadniał, jak ciężką pracą można do czegoś dojść. Ale właśnie
ciężką pracą, nic za darmo. Sam tak postępował i tego wymagał ode mnie. Nie
pozwalał na żadne skróty. Wiedział, że w polityce bywa różnie, że pojawiają się
ludzie, którzy robią błyskawicznie karierę. Pan poseł Wassermann widział w tym
więcej zagrożenia niż pożytku dla takiej osoby. Wiem, że miał rację. Lepiej
poczekać, zapracować, podejść do problemów spokojnie, niż działać bez namysłu i
popełniać błędy, które kończą się dziwnymi kompromisami czy sytuacjami, z
których trzeba się tłumaczyć.
Co zdecydowało o tym, że poseł Wassermann wszedł do świata
polityki?
– Był prokuratorem krajowym i mógł pracować na tym
stanowisku. Także będąc posłem, mógł w każdej chwili odejść do prokuratury i
chociażby pobierać tam wyższą pensję. Ale pan Wassermann był politykiem z
powołania i wszystko, co robił, czynił z poczucia obowiązku i troski o naszą
Ojczyznę. W tych kategoriach to rozpatrywał. Na pewno miał alternatywę, czasem o
niej wspominał, ale nigdy nie zdecydował się na ten krok. Pan poseł mógł w
zeszłym roku wrócić do prokuratury i po krótkim czasie przejść na emeryturę. Nie
zrobił tego. Myślę, że zaważyło to jego poczucie odpowiedzialności za
państwo.
W katastrofie pod Katyniem zginęło wielu wybitnych ludzi. Kto ich
zastąpi? I jak ta zmiana wpłynie na oblicze polityki?
– Każda strata
jest ciężkim doświadczeniem i niesie za sobą tragedię i cierpienie bliskich.
Jednak w prezydenckim samolocie zginęło wielu wyjątkowych ludzi, oddanych
państwu. Trudno dziś mówić, co będzie dalej się działo w polityce. Mam nadzieję,
że ta ofiara krwi przyniesie dobry owoc i że jej nie zmarnujemy. Chciałbym, by
te doświadczenia przełożyły się na zmianę jakości w polityce. Dzisiaj powinniśmy
potraktować to jako pewną szansę powrotu do polityki rozumianej jako spór
polityczny, a nie jako medialny show. Jest na to szansa, ale muszą się znaleźć
ludzie, którzy wezmą za to odpowiedzialność. Dlatego apeluję do ludzi młodych,
ale nie tylko, apeluję do tych wszystkich, którzy do tej pory brzydzili się
polityką, czy postrzegali ją jako coś zdrożnego. Zwracam się w sposób szczególny
do katolików, wezwanych do zaangażowania w życie społeczne. Owszem, życie
polityczne jest trudne do połączenia z realizacją powołania płynącego z nauki
Kościoła. Jednak powinniśmy to wyzwanie podejmować. Ci, którzy realizują się w
swoich zawodach, mają osiągnięcia na studiach – tacy ludzie powinni zająć się
polityką. Jeśli oni tego nie uczynią, to zrobią to inni, którzy swej funkcji nie
będą spełniać godnie. Przecież to, jak wygląda polityka, zależy od ludzi.
Ostatnie dni pokazały, że to zależy nie tylko od polityków, ale i od
mediów…
– Dzisiaj jest czas stawiania na nowo wymagań także wobec
czwartej władzy, jej większej odpowiedzialności za słowo. Można sobie zadać
pytanie o zakłamany obraz polityków, którzy zginęli, z Parą Prezydencką na
czele, o posła Wassermanna, którego wprowadzono do historii z wanną w jego
domu… Zarzucano tym osobom nieumiejętny PR – ale czy nie jest obowiązkiem
dziennikarzy możliwie obiektywne i rzeczowe relacjonowanie tego, co się dzieje w
polityce? Obowiązek i odpowiedzialność leży po obu stronach. Tymczasem wydaje
się, że media zostały z niego jakby zwolnione. Być może teraz to się zmieni.
Dziękuję za rozmowę.
