Czekają na dobrego inwestora

– W naszych koszulach chodzi cały Sejm, policja, służby mundurowe.
Szyłyśmy wysoko wyspecjalizowaną odzież dla znanych firm w Polsce i za granicą –
mówi pani Marzena, była pracownica zakładu odzieżowego Collar Textil w Opatowie.
Od prawie dwóch miesięcy w budynku firmy trwa akcja protestacyjna.

Produkcja w Collar Textil, jedynym zakładzie w Opatowie, została przerwana 1
grudnia 2009 roku. 360 pracowników zostało wyrzuconych na bruk, wymówienia
dostali w listopadzie. Sąd Rejonowy w Kielcach ogłosił upadłość firmy 19
stycznia bieżącego roku. Mimo to pracownicy, głównie kobiety, dyżurują grupami w
dzień i w noc w zimnym hallu, walcząc o swoje prawa.

Nie zaprzestaną akcji protestacyjnej
Strajk okupacyjny
rozpoczął się 10 grudnia 2009 roku. Pracownicy zablokowali wówczas bramę
wjazdową, ponieważ dyrekcja zakładu chciała wywieźć maszyny i sprzedać je za
bezcen. Protestują z determinacją, gdyż od czerwca minionego roku nie
otrzymywali wynagrodzeń. Nie były też odprowadzane przez dyrekcję od kwietnia
świadczenia emerytalne i ubezpieczeniowe, chorobowe, podatki od dochodów do
urzędu skarbowego. Firma zalega gminie około 115 tys. zł podatku za 2008 r., zaś
pracownikom zakład winien jest 2 mln 800 złotych.
Swym protestem załoga
Collar Textil chciała przede wszystkim przyspieszyć upadłość zakładu, żeby
chociaż odzyskać wypłatę trzech zaległych świadczeń i odpraw dla pracowników z
Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Dałoby to jej możliwość
przetrwania na jakiś czas. Nawet w Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok
pracownicy przebywali w zakładzie. Przez osiem dni przewodniczący zakładowej
„Solidarności” oraz przez sześć dni jedna z pracownic zaostrzyli protest,
prowadząc głodówkę.
Szczególnie trudna była sytuacja protestujących na
początku nowego roku, od 1 do 6 stycznia, gdy rzeszowski zakład energetyczny
odciął dopływ prądu do budynku z powodu zaległości płatniczych firmy sięgających
87 tys. złotych. – Z pomocą przyszedł starosta powiatu, dzięki niemu mamy
światło i ciepło. Starosta wziął na siebie koszty podłączenia i przesyłu prądu
do zakładu, płaci za prąd – wyjaśniają pracownicy.
Na wniosek burmistrza
gminy opatowskiej i pracowników jako wierzycieli o ogłoszenie upadłości
opatowskiego przedsiębiorstwa Sąd Rejonowy w Kielcach ogłosił upadłość firmy 19
stycznia. Od 20 stycznia władzę w zakładzie sprawuje wyznaczony przez sąd syndyk
Hubert Kochanowski. Byli pracownicy Collar Textil nie zaprzestali jednak
okupacji budynku i akcji protestacyjnej do czasu, dopóki nie otrzymają pieniędzy
z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Chcemy odzyskać pieniądze
Początki firmy sięgają 1972 r.,
kiedy w Opatowie wybudowano jeden z zakładów produkcyjnych przedsiębiorstwa
Wólczanka. Zatrudnionych było w nim około 1200 osób. Od 2006 r. firma działała
jako niezależna już od Wólczanki spółka produkcyjna pod nazwą Collar Textil Sp.
z o.o. Dyrektorzy zakładu zmieniali się, obiecywali, że zakład będzie dobrze
funkcjonował. Problemy jednak narastały, spowodowała je m.in. trudna sytuacja
finansowa jednego z kontrahentów – Vistuli. Największe kłopoty zaczęły się na
przełomie lat 2008/2009. Pracownicy nie otrzymywali poborów, po interwencjach
były wypłacane w ratach, z dużym opóźnieniem. Część załogi wysłano na postojowe.
Kilkadziesiąt osób korzystało wcześniej ze świadczeń przedemerytalnych.
Ostatecznie osobom, które przebywały na urlopie postojowym, zakład zalega pięć
pensji, a tym, które pracowały – cztery.
– Jesteśmy tu po to, żeby odzyskać
pieniądze. Walczymy o to, co zarobiliśmy, o wypłaty – mówi pani Grażyna
Sikora.
Wyrzuceni na bruk pracownicy Collar Textil czują się oszukani przez
zarząd spółki, porzuceni przez pracodawców. Twierdzą, że 60 maszyn wywiezionych
zostało z zakładu do Ostrowca Świętokrzyskiego, gdzie miała być utworzona na
bazie Collar Textil firma pod nową nazwą. Dyrekcja obiecała, że zatrudni w niej
dwadzieścia parę osób z dawnego zakładu.
Likwidator zwlekał z ogłoszeniem
upadłości zakładu. – Prokuratura Rejonowa w Opatowie postawiła Jerzemu
Rowickiemu, likwidatorowi firmy odzieżowej Collar Textil, zarzut działania na
szkodę spółki, wyprzedaży majątku po zaniżonych cenach, łamania praw
pracowniczych w firmie, opóźnianie upadłości zakładu – informuje Krzysztof
Chałupczak, szef zakładowej „Solidarności”. – Jerzy Rowicki miał 198 firm i żył
z tego, że doprowadzał firmy do upadłości – zaznacza Chałupczak.
– Mieliśmy
pracę, klienci zgłaszali się jeszcze w listopadzie 2009 r., ale zarząd nie
przyjmował nowych zleceń – żali się pani Marzena. Pracownicy czują się
skrzywdzeni postępowaniem pracodawcy i likwidatora. Gotowi byli na wiele
wyrzeczeń, byle utrzymać miejsca pracy, godzili się na niskie zarobki, złe
traktowanie, w nadziei, że uda się przetrwać kryzysową sytuację. – Żal mi tych
kobiet, przez dwadzieścia, trzydzieści lat pracowały bardzo solidnie, wyrabiając
dobrą markę firmy, a teraz nie mają środków do życia i żadnych perspektyw
znalezienia pracy w Opatowie i okolicy – mówi Krzysztof Chałupczak.

Walka o przetrwanie
Sytuacja na rynku pracy na ziemi
świętokrzyskiej jest rzeczywiście dramatyczna. W Opatowie i w okolicy nie ma
żadnych ofert zatrudnienia, panuje ogromne bezrobocie. – Collar Textil był
jedynym zakładem produkcyjnym w Opatowie. Cztery lata temu istniała jeszcze
Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska, ceniona nie tylko na polskim rynku. Teraz
Opatów zaczyna umierać – stwierdza pani Marzena.
W innych miejscowościach
regionu nie jest lepiej. Jedenaście osób prowadziło strajk głodowy w szpitalu w
Starachowicach, protestując w ten sposób przeciwko planom prywatyzacji lecznicy
i przekształcenia jej w spółkę. Podobnie mają być sprywatyzowane buskie
sanatoria i bardzo zadłużony szpital w Opatowie.
Byli pracownicy Collar
Textil wciąż walczą o zaległe wynagrodzenia, ale muszą przecież za coś żyć,
utrzymać swoje rodziny. W grudniu większość przeszła na „kuroniówkę”, która
umożliwi im przetrwanie przez jakiś czas. Pani Marzena jednak nie korzysta z
zasiłku, mimo że w zakładzie przepracowała 26 lat. – Mam kawałek ziemi, dwa
hektary przeliczeniowe, więc zasiłek mi się nie należy. Dobrze, że pracuje mąż.
Nasze dzieci chodzą do szkoły, syn studiuje, trzeba mieć na opłaty za
mieszkanie, życie, bilety przejazdowe do szkoły – tłumaczy pani Marzena.
Inni
też jakoś muszą sobie radzić w tej trudnej sytuacji. – Dobrze, że mieszkam z
rodzicami, bo nie miałabym za co żyć – mówi pani Anna. – Są wśród nas matki
wychowujące samotnie dzieci, pracowały tu też rodziny. Wszyscy jesteśmy bardzo
zadłużeni u naszych rodzin, u znajomych – mówią byli pracownicy Collar Textil.
Pytaliśmy p. Kaczanowskiego, co można zrobić za te pieniądze – 940 zł naszej
pensji? Odpowiedział: Mój podpis jest więcej wart, niż wy zarabiacie.

Nie są osamotnieni
Byłym pracownikom pomagają władze
samorządowe i wojewódzkie. Gmina wypłaciła zapomogi ze środków opieki
społecznej. Z pomocą pospieszyły też ogniwa „Solidarności”. Jak informuje
Bogusław Kopacz, rzecznik prasowy NSZZ „Solidarność” Region Ziemia Sandomierska,
była to pomoc interwencyjna, by przyspieszyć sprawę upadłości Collar
Textil.
– Bardzo pragniemy, by znalazł się dobry inwestor, który przejmie
opatowski zakład i stworzy godne warunki pracy i płacy. Naszym szwaczkom trudno
byłoby się przekwalifikować czy przebrnąć przez wszystkie procedury, które
umożliwiają założenie spółdzielni socjalnych. A załoga jest bardzo dobra, z
dużym doświadczeniem, po szkołach krawieckich, zawsze stawiała jakość produkcji
na pierwszym miejscu – mówi Krzysztof Chałupczak.

Alicja Trześniowska

drukuj