Co nam szykuje Platforma


Rosnący
dług publiczny, wyższe podatki, likwidacja funduszy emerytalnych, prywatyzacja
służby zdrowia, chaos w edukacji, osłabienie rodziny – oto realne perspektywy
rządów Platformy Obywatelskiej w następnych czterech latach, jeśli ta partia
wygra wybory i zmontuje nową koalicję. Nic nie wskazuje na to, aby ugrupowanie
Donalda Tuska było zdolne do zmiany swojej dotychczasowej polityki i do
wyciągnięcia wniosków z dotąd popełnionych błędów.

Snucie prognoz dotyczących procesów gospodarczych i społecznych nie jest
zadaniem łatwym, zwłaszcza jeśli przy opisywaniu danego zjawiska musimy opierać
się na wątłych przesłankach, szczątkowych danych, wstępnych i ogólnikowych
badaniach. Inaczej jest w przypadku przewidywania tego, co nas czeka, jeśli po
tych wyborach rządem znowu będzie kierować Donald Tusk i Platforma Obywatelska.
Dlaczego? Bo jesteśmy bogatsi o czteroletnie doświadczenia. Przyglądaliśmy się
działalności gabinetu premiera Tuska i znamy plany szefa Platformy, które
chciałby zrealizować, jeśli znowu przyjdzie mu kierować organizmem państwowym. A
niestety, te doświadczenia nie napawają optymizmem, więc i przyszłość trudno
jest dostrzegać w jasnych barwach. Donald Tusk, jeżdżąc po Polsce, przekonuje,
że co prawda nie wszystko, co planował, udało się zrobić, jednak wie, jakie
błędy popełniono i jak teraz lepiej rządzić. Tylko czy można ufać politykowi,
który nie zrealizował, jak wyliczyli eksperci, nawet jednej dziesiątej programu
swojego rządu, jaki przedstawił w listopadzie 2007 r. podczas kilkugodzinnego
exposé? Premier był sprawny w PR, wykorzystywał wyjątkową przychylność mediów,
jakiej nie miał przed nim żaden szef rządu, potrafił "zagadywać" temat, nie
przedstawiając rozwiązań, potrafił składać obietnice. Tyle że nic dobrego dla
obywateli z tego nie wynikło. Dlatego trudno jest teraz się łudzić, że druga
kadencja byłaby kompletną zmianą dotychczasowej polityki. Donald Tusk obiecuje,
iż gdyby przyszło mu tworzyć nowy rząd, to zostawiłby w nim najwyżej pięciu
ministrów. Ale zmiana ludzi nie spowoduje zmiany głównych kierunków polityki.

Dług rośnie, emerytury spadają
Głównym problemem ekonomicznym Polski jest ogromny dług publiczny. W tym roku
przekroczy on 800 mld zł, a przez cztery lata rządów PO – PSL wzrósł on aż o 300
mld złotych. To rekord, żaden gabinet na koniec kadencji nie mógł się
"poszczycić" takim wynikiem. Tymczasem teraz PO obiecuje nam zmianę polityki
finansowej, obiecuje, że "będzie dążyć do zrównoważonego budżetu przed końcem
kadencji", a dług publiczny ma spaść do 48 proc. PKB w 2015 r. i do 40 proc. w
2018 r., "dzięki czemu będziemy mieli niższe stopy procentowe i szybszy wzrost
gospodarczy". Papier wszystko przyjmie, ale jak mamy uwierzyć ministrowi
finansów Jackowi Rostowskiemu, który przez cztery lata zadłużał nas na lewo i
prawo, a teraz nagle stanie się oszczędny? Raczej mamy prawo domniemywać, że
minister nie potrafi prowadzić innej polityki. Tym bardziej że Platforma nie
przedstawiła żadnego projektu reform, żadnych rozwiązań, jak chce osiągnąć
podane wyżej wskaźniki. Obiecuje nam za to obniżkę podstawowej stawki VAT do 22
proc. w 2014 r., choć to nie będzie żadna obniżka, tylko powrót do dawnej
stawki, wszak w minionym roku rząd podwyższył VAT z 22 do 23 procent. A co ze
stawkami 5 i 8 proc., czy one wrócą do poziomu 3 i 7 procent? O tym cicho.
Zresztą stan naszych finansów jest tak kiepski, że prędzej możemy spodziewać się
po Platformie dalszego podnoszenia VAT, nawet do 25 proc., niż jego zmniejszenia
do 22 procent. To drugie to zwykła kiełbasa wyborcza. Nie możemy też wykluczyć,
że rząd podniesie podatki dochodowe, aby załatać dziurę budżetową, i zlikwiduje
różne ulgi podatkowe.
Za to bardziej prawdopodobne jest całkowite zlikwidowanie otwartych funduszy
emerytalnych i przekazanie wszystkich naszych składek płaconych na ubezpieczenie
społeczne do ZUS. Minister pracy Jolanta Fedak z PSL od dawna lansuje taki
pomysł, a minister Rostowski z chęcią może z takiej podpowiedzi skorzystać, bo
wtedy o wiele miliardów złotych będzie mógł zmniejszyć dotację do ZUS z budżetu
państwa. Z tego samego powodu zagrożony jest również Fundusz Rezerwy
Demograficznej – po pieniądze w nim zgromadzone ten rząd już dwa razy sięgał, a
przecież miały być one przeznaczone na przyszłe emerytury Polaków. Tak więc
obecni 30- i 40-latkowie muszą się liczyć z tym, że ich świadczenia będą za
kilkadziesiąt lat niższe, niż wynika to z obecnych symulacji. Bo chyba nikt nie
traktuje poważnie obietnic premiera Tuska, że emerytury będziemy mieli wypłacane
z dochodów z eksploatacji gazu łupkowego, którego nawet jeszcze nie zaczęliśmy
wydobywać, i zanim zaczniemy, minie wiele lat.

Brak pomysłów, wielka wyprzedaż
Nie widać też, aby PO miała pomysły na ożywienie gospodarki, przyspieszenie jej
rozwoju, powrót do wysokiego wzrostu gospodarczego rzędu przynajmniej 6-7 proc.
PKB, bo tylko to da nam szansę choćby na zmniejszenie bezrobocia. Platforma
ciągle obiecuje ułatwienia w prowadzeniu biznesu, choć jej dotychczasowe
osiągnięcia w tym zakresie są mizerne, o czym najlepiej świadczy to, że
przedsiębiorcy wciąż nie mogą się doczekać "jednego okienka".
Okazuje się, że praktycznie jedynym pomysłem PO na rozwój gospodarczy kraju są
pieniądze unijne. Premier, jego ministrowie i parlamentarzyści obiecują nam
deszcz unijnych funduszy w latach 2014-2020. Jest tu mowa o 300 mld złotych. To
robi wrażenie, ale po pierwsze – na razie to rząd obiecuje nam gruszki na
wierzbie, bo przecież nie wiemy, jaki ten następny budżet unijny będzie, a jeśli
kryzys w strefie euro się pogłębi, to na pewno Niemcy nie popuszczą i obetną
unijny budżet, i to znacznie. W dodatku wielkość tych dotacji zależy od kursu
euro. Na lata 2007-2013 dostaliśmy 67 mld euro, co według obecnego kursu stanowi
właśnie prawie 300 mld złotych. Więc obietnice Donalda Tuska nie są znowu jakieś
nadzwyczajne. Opieranie perspektyw rozwoju państwa na funduszach unijnych jest
bardzo niebezpieczne, te pieniądze mogą być pewnym wsparciem, jednak przede
wszystkim powinniśmy stawiać na własne zasoby, na własne dochody, a nie czekać
na szczodrość "wujków" z Brukseli.
Możemy być za to pewni, że PO będzie kontynuować prywatyzację, która ostatnio
najczęściej ma postać wyprzedaży wszystkiego, co się da. Rządzący otwarcie mówią
np. o sprzedaży spółek należących do PKP, w tym Polskich Kolei Linowych
zarządzających m.in. kolejką na Kasprowy Wierch. Odbywa się to z całkowitym
lekceważeniem interesów lokalnych społeczności, bo przecież przeciw prywatyzacji
są np. samorządy, dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego i górale, których
rodzice i dziadkowie oddawali kiedyś grunty pod kolejkę, traktując ją jako dobro
narodowe, a teraz – na wieść o prywatyzacji – żądają zwrotu tych gruntów, co
rząd ignoruje.
Pod młotek pójdą ostatnie najbardziej dochodowe firmy, dające państwu spore
dywidendy, a w dodatku w dobie kryzysu na rynkach światowych taka sprzedaż
przyniesie mniejsze przychody niż w czasach prosperity. Poza tym prywatyzacja
takich sektorów jak energetyka grozi nam powstaniem już prywatnych monopoli czy
oligopoli i wzrostem cen.
Mimo coraz głębszego kryzysu w strefie euro Donald Tusk i Jacek Rostowski nie
porzucili programu wprowadzenia w Polsce euro. Jest to tylko odwlekane w czasie,
bo teraz nie spełniamy warunków kryteriów finansowych, przede wszystkim mamy za
duży deficyt budżetowy, który musi spaść poniżej 3 proc. PKB. Stąd też i plany
Platformy, aby ten wskaźnik jak najszybciej obniżać, o których zresztą jej
liderzy mówią otwarcie. Dlatego też Tusk jest gotów nawet włączyć Polskę do
działań ratujących euro. Obecna ekipa rządząca wygląda, jakby była głucha na
wszystkie argumenty przeciw euro, choć widać jak na dłoni, że o wiele
korzystniejsze jest posiadanie własnej waluty – gdybyśmy mieli euro, nasza
obecna sytuacja ekonomiczna byłaby dużo gorsza. Premier przekonuje, że i tak
korzystniejsze będzie dla nas wejście do eurostrefy i że powinno to nastąpić jak
najszybciej.

Edukacyjna inżynieria
Jeśli wczytać się głębiej w program PO, to niestety nie ma tam dobrych
informacji dotyczących edukacji naszych dzieci. Platforma nie wyciągnęła
wniosków z planów posłania sześciolatków do szkół i zapowiada, że będzie dążyć
do tego, aby jak najwięcej dzieci w wieku 3-4 lat trafiło do przedszkoli. W
mniemaniu partii rządzącej, to państwo, samorządy lepiej wiedzą, jak wychowywać
dzieci, rodziny tylko w tym przeszkadzają, więc już od najmłodszych lat dziecko
trzeba zabierać od rodziców, dziadków i posyłać do przedszkoli. A jak kogoś nie
będzie stać na przedszkole? Ten problem już się pojawił w tym roku, a nie łudźmy
się – opłaty za przedszkola będą raczej rosły, niż malały.
Platforma obiecuje również kontynuowanie reformy programowej w szkołach, której
opłakane skutki już widzimy. Pod hasłem zmniejszania obciążeń programowych
wycina się np. lekcje historii, muzyki, sztuki, zmniejsza listę lektur
obowiązkowych, więc będą nam rosły kolejne roczniki niedouczonej młodzieży,
nieznającej polskiej kultury, tradycji. Ale co tam, najważniejsze, żeby ludzie
szybko kończyli edukację i jak najwcześniej wchodzili na rynek pracy, a raczej
żeby jak najwcześniej emigrowali, bo przecież bezrobocie wśród absolwentów
rośnie w zastraszającym tempie. Ale jak ma być inaczej, skoro gospodarka rozwija
się w słabym tempie.

Szpitale na spółki
Donald Tusk nie porzucił pomysłów dokonania gruntownych przekształceń
własnościowych w ochronie zdrowia, co trzeba rozumieć jako prywatyzację
szpitali. Premier obiecał, że rząd przeznaczy 1,7 mld zł na wsparcie procesów
tworzenia spółek na bazie placówek ochrony zdrowia. Można też oczekiwać, że gdy
proces ten będzie opóźniany przez samorządy, władze przygotują odpowiednie
ustawy, które to przyspieszą.
Platforma obiecuje nam także wprowadzenie konkurencyjności w systemie
ubezpieczeń zdrowotnych, co oznacza złamanie monopolu Narodowego Funduszu
Zdrowia. Fundusz nie działa najlepiej, to prawda, ale mamy uwierzyć, że partia,
która przez cztery lata nie przeprowadziła gruntownych zmian w całym systemie
zdrowotnym, które miały być korzystne dla pacjentów i pracowników służby zdrowia
(jak obiecywała to w 2007 r.), teraz nagle posiądzie dar mądrości i zaordynuje
właściwą kurację?
Rząd obiecuje, że będziemy coraz mniej płacić za leki refundowane, w przyszłym
roku ma to być mniej niż 30 procent. Tylko że nie wiemy, jak Tusk chciałby to
osiągnąć bez szkody dla pacjentów. Eksperci ostrzegają, że taka zmiana wcale nie
spowoduje, iż będziemy mniej płacić za lekarstwa, bo jednocześnie koncerny
farmaceutyczne i apteki podniosą ceny za leki sprzedawane w wolnej sprzedaży.
Może dojść i do takiej sytuacji, że część medykamentów zostanie skreślona z
listy refundacyjnej i będziemy płacili za nie 100 procent.
Te obietnice są tak samo wiarygodne jak to, że w nowej kadencji Platforma
"radykalnie ograniczy dostęp służb specjalnych i policyjnych do billingów
obywateli" oraz "zwiększy kontrolę nad wykorzystywaniem podsłuchów". Najpierw
przez cztery lata premier Tusk pozwalał na to, aby Polacy byli poddawani coraz
większej inwigilacji, a teraz będzie walczył z tym, co sam stworzył. Godna
podziwu ambicja.

Rodzina
w niebezpieczeństwie

I na koniec kwestia, która tak naprawdę jest najbardziej fundamentalna.
Kontynuowanie rządów Platformy Obywatelskiej grozi nam tym, że potęgowany będzie
proces osłabiania rodziny. To ten rząd przeforsował przecież bardzo szkodliwą
ustawę zwiększającą kontrolę różnych instytucji państwowych i samorządowych nad
rodzinami, ustawę, która grozi masowym odbieraniem dzieci z "rodzin
dysfunkcyjnych". Rząd nie ma żadnego pomysłu na wspieranie rodzin, obiecuje, że
będzie się rodzić więcej dzieci. Tylko jak ma się to stać, skoro polityka
prorodzinna PO nie istnieje nawet w zarysach?
A przecież musimy się liczyć z tym, że realna stanie się groźba prawnego
zrównania z małżeństwami układów homoseksualnych, że geje, lesbijki otrzymają
prawo do adopcji dzieci – wszystko będzie się działo pod hasłem walki z rzekomą
dyskryminacją osób o tzw. odmiennej orientacji seksualnej. Taki scenariusz
będzie jeszcze bardziej realny, gdy PO zawiąże koalicję z SLD i będzie miała też
poparcie Ruchu Palikota, jeśli ten na nasze nieszczęście dostanie się do Sejmu.
A co z ochroną życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci? Co z in vitro?
To też może być załatwione tak, jak sobie życzą lewacy, bo raz puszczone w ruch
koło "postępu" trudno będzie, niestety, zatrzymać.

 

Krzysztof Losz

 


PO nie rezygnuje z wprowadzenia waluty euro. Donald Tusk zapowiadał, że powinno
to nastąpić w 2012 roku.

W tym roku dług publiczny przekroczy 800 mld zł, a przez cztery lata rządów PO –
PSL wzrósł aż o 300 mld złotych. To rekord, żaden gabinet na koniec kadencji nie
mógł się "poszczycić" takim wynikiem.

Platforma nie przedstawiła żadnego projektu reform finansów publicznych państwa.

Należy spodziewać się dalszego podnoszenia podatku VAT, nawet do 25 proc., a nie
jego zmniejszenia do 22 procent.

Emerytury będą coraz niższe. Prawdopodobne jest całkowite zlikwidowanie OFE i
przekazanie wszystkich naszych składek płaconych na ubezpieczenie społeczne do
ZUS.

Zagrożony jest Fundusz Rezerwy Demograficznej – w tej kadencji rząd już dwa razy
sięgał po zgromadzone w nim pieniądze, które miały być przeznaczone na przyszłe
emerytury Polaków.

PO będzie wyprzedawać wszystko, co się da: dochodowe firmy energetyczne czy np.
spółki należące do PKP, w tym Polskie Koleje Linowe.

Platforma zapowiada, że będzie dążyć do tego, aby jak najwięcej dzieci w wieku
3-4 lat trafiło do przedszkoli.

Kontynuowana będzie reforma programowa w szkołach, czyli zmniejszanie liczby
lekcji historii, muzyki, sztuki, obcinanie listy lektur obowiązkowych.

Przekształcenia własnościowe w ochronie zdrowia będą prowadzić do prywatyzacji
szpitali.

Może dojść do sytuacji, że część leków zostanie skreślona z listy refundacyjnej
i będziemy płacili za nie 100 procent.

Realna stanie się groźba prawnego zrównania z małżeństwami układów
homoseksualnych.

drukuj