Co gryzie Donalda Tuska

Wizyta przebiegała normalnie. Lekarka postawiła diagnozę i zapisała
pacjentce lek na serce. Na koniec na oddzielnej karteczce dała osobistą
wskazówkę: „Niech pani spróbuje polubić Jarosława Kaczyńskiego”.
Pacjentka
odczytała niestandardową poradę w aptece. Złapała za telefon i dzwoni do
lekarki. „Pani doktor, zaskoczę panią. Po katastrofie dużo myślałam, rozmawiałam
z ludźmi i zmieniłam swoje podejście do wielu spraw. Lubię Jarosława
Kaczyńskiego”.

Tym, którzy palą się, aby podnieść larum, że lekarze nie powinni posuwać się
do agitacji politycznej, spieszę wyjaśnić, że na ten żart lekarka pozwoliła
sobie, jako że w życiu prywatnym pacjentka jest jej sąsiadką i dużo o sobie
wiedzą.
Lekarka nawet nie przypuszczała, że jej sąsiadka kiedykolwiek powie o
Jarosławie Kaczyńskim: „Lubię Jarosława Kaczyńskiego”. Jak to tak? Zanim
obejrzała zmanipulowany film Jana Pospieszalskiego, już zmieniła swoje podejście
do spraw publicznych? Jak śmie wypowiadać cokolwiek pozytywnego pod adresem
Jarosława Kaczyńskiego, skoro jego rodzony brat został pochowany na Wawelu mimo
protestów od Kamczatki po Alaskę? Czyżby samodzielnie do tego doszła? Nagle
zaczęła mówić jak w Radiu Maryja? I nie obchodzi jej zupełnie, co na to
Michnik?
O tym w samej „Gazecie Wyborczej” nie słyszano! A skoro tak, to
Platforma Obywatelska ma nie lada problem. Bo za Jarosławem Kaczyńskim
niespodzianie wyrasta solidny i solidarny mur. Mur poparcia. A problem Platformy
Obywatelskiej jest puszący się, pęczniejący i absolutnie ślepy na rzeczywistość,
w jakiej żyją Polacy. Ma na imię Bronisław. Bronisław Komorowski.
„Komorowski
problemem?” – zdziwi się szczerze Wojciech Jaruzelski, jedzący codziennie ser z
miodem aspirant do honorowego komitetu agitacji na rzecz marszałka. „Ten to
dopiero ma charyzmę!” – obwieści z pełnym przekonaniem znany ze swej
prawdomówności i chłodnego obiektywizmu generał stanu wojennego.
Ale choćby
sztab PR zlecił, a znany reżyser przygotował oscarową etiudę o charyzmie
marszałka, choćby cała Polska musiała czytać dzieciom o jego mniemanych
zaletach, choćby Donald Tusk udzielił na ten temat pięciuset propagandowych
megawywiadów z wyrazistym przesłaniem: „Bronek to Donek”, to nikt się przecież
na to nie nabierze, bo od Komorowskiego większą charyzmę ma nawet mało znany
inny kandydat na prezydenta Bogusław Ziętek. Jest prosta prawda w starym haśle
encyklopedycznym: „Koń jaki jest, każdy widzi”. Z wyjątkiem może jednego
Komorowskiego, zaślepionego pochopnie antycypowanym blaskiem spod pałacowych
żyrandoli. Na to potrzeba jednak innej zgoła recepty od lekarza wąskiej
specjalności.

Jolanta Tomczak

drukuj