Cierpliwy jak Chorwacja
Droga Chorwacji do członkostwa w Unii Europejskiej jest już najdłuższą
ścieżką spośród tych, które odbyły państwa Europy Środkowo-Wschodniej. Po
wczorajszych obradach Komisji Europejskiej wszystko wskazuje na to, że proces
ten nie jest jeszcze na finiszu. Chorwatów jako członków Wspólnoty nie powitamy
wcześniej niż w połowie 2013 roku.
Wprawdzie Komisja Europejska pod przewodnictwem komisarza ds. rozszerzenia i
polityki sąsiedztwa Sztefana Fuelego przyjęła wczoraj rekomendacje dla rządów w
sprawie zakończenia toczących się od 2005 roku negocjacji akcesyjnych, jednak
według nawet najbardziej optymistycznych przewidywań przyjęcie Zagrzebia do
grona członków UE nie nastąpi wcześniej niż za dwa lata. Negocjacje pomiędzy
Chorwacją a Brukselą trwają od sześciu lat. Jak twierdzą unijni dygnitarze, tak
wiele czasu potrzeba, aby przeprowadzić pełen monitoring kraju aplikującego oraz
uzyskać akceptację ze strony wszystkich 27 członków Wspólnoty. Jeżeli Chorwacja
przyłączy się wreszcie do UE, będzie ona drugim krajem utworzonym po rozpadzie
Jugosławii, któremu udała się ta sztuka.
Chorwaci podkreślają, że z radością przyjmują zakończenie rozmów w ostatnich
czterech spośród 35 obszarów politycznych. Dzięki poparciu węgierskiej
prezydencji liczą na podpisanie traktatu akcesyjnego jeszcze przed końcem
bieżącego roku. Premier Jadranka Kosor stoi obecnie także przed poważnym
zadaniem przekonania swoich obywateli, że radykalne cięcia budżetowe, mające na
celu spełnienie warunków koniecznych do akcesji, zaprocentują członkostwem,
które przyniesie Chorwacji wymierne korzyści. Kraj boryka się obecnie także z
wysokim poziomem przestępczości i korupcją.
Podobne obawy towarzyszyły rozmowom przedakcesyjnym w 2007 roku – w przypadku
Bułgarii i Rumunii. Do dziś wśród wielu brukselskich polityków panuje opinia, że
te dwa kraje przyjęto w szeregi UE nieco przedwcześnie, stąd tym większa
ostrożność przy składaniu jakichkolwiek obietnic Chorwatom czy wyznaczaniu im
terminów. Jak tłumaczą urzędnicy, chodzi o "podniesienie standardów
członkostwa", dlatego wszystkie wątpliwości dotyczące wymiaru sprawiedliwości,
korupcji czy przestępczości zorganizowanej będą bardzo dokładnie monitorowane.
W odróżnieniu od swoich sąsiadów, Słowenii i Serbii, Chorwacja wciąż odczuwa
skutki kryzysu i próbuje przełamać recesję oraz zredukować deficyt budżetowy.
Przewiduje się, że ten rok będzie już całkiem pozytywny, jeśli chodzi o te
wskaźniki. Przyrost produktu krajowego ma wynieść 4,2 proc., a według rządowych
prognoz wzrost gospodarczy osiągnie poziom około 1,5 procent. W tej materii
sytuacja Chorwatów rysuje się dość optymistycznie, choćby ze względu na fakt, że
statystyczny mieszkaniec tego kraju zarabia więcej niż Rumun czy Bułgar.
Jednocześnie Chorwaci muszą poradzić sobie ze skutkami wojny bałkańskiej – wiele
regionów jest wciąż zdewastowanych.
Obok niezmiennie wspierających Zagrzeb Węgrów Chorwaci liczą także na poparcie
ze strony Londynu. Jeszcze przed rozpoczęciem wczorajszych rozmów premier Kosor
pojechała na Wyspy Brytyjskie, aby spotkać się z premierem Davidem Cameronem.
Pozytywnie o szansach na członkostwo wypowiadają się także szef Komisji
Europejskiej José Barroso oraz przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van
Rompuy. Kosor będzie musiała jednak zabiegać o względy wszystkich 27 członków UE,
bo każde państwo z osobna może zawetować podanie nowego kraju. Najbardziej
sceptyczne na obecnym etapie wydają się Francja i Holandia, choć z ust
tamtejszych polityków nie padają tak zdecydowane słowa jak podczas dyskusji nad
członkostwem Turcji. Referendum na temat akcesji zostanie przeprowadzone w
Chorwacji w ciągu 30 dni od podpisania traktatu akcesyjnego. Według sondaży,
obecnie około 62 proc. obywateli popiera włączenie się tego kraju do unijnych
struktur.
Łukasz Sianożęcki
