Cień „Ognia”

Sobota, 25.02.2012 r., jadę do Waksmundu na obchody 65. rocznicy śmierci
Józefa Kurasia "Ognia". Od pewnego czasu towarzyszy mi jego postać, wciąga w
swoje życie. Budzi ciekawość i podziw. "Ogień" był zwykłym człowiekiem,
popełniał błędy. Co w tym wielkiego? Wielka była sprawa, o którą walczył, której
na imię wolna Ojczyzna. Wielka była też w tej walce jego samotność. Od samego
początku był sam i w miarę upływu czasu coraz bardziej sam. Zabijano mu
systematycznie rodzinę, zabijano mu nielicznych przyjaciół, a on walczył.
Samotny wilk nigdy nie przetrwa w świecie, na którym zapanowała wieczna zima –
wieczna zdrada. Zginął przez zdradę, zginął zdradzony przez przyjaciela, przez
sąsiada. Jak zawsze, jak zwykle od wieków. Począwszy od początków naszej ery i
Chrystusa.

Syn Podhala
Fenomen "Ognia" polega na tym, że potrafił zgromadzić wokół siebie tak wielu
ludzi. Szli do niego młodzi chłopcy w czasie, gdy komuna ofiarowała im, nie
burżujom, tylko synom małorolnych chłopów, taki "piękny" nowy świat, świat, w
którym władza jest w rękach "ludu pracującego miast i wsi". Skąd wiedzieli, że
to kłamstwo? Kto ich nauczył od dziecka, że to tylko pułapka zastawiona dla
głupich i naiwnych, prostych ludzi przez sowiecki aparat bezpieki poszerzany
szybko o podobne duchem szeregi Polaków. Nabrał się nawet "Ogień", wstąpił do
Milicji Obywatelskiej, chciał budować tę swoją Ludową Polskę, o której zawsze
marzył. Co zobaczył w Lublinie, a potem w Warszawie, gdzie wyruszył na
poszukiwanie nowego, "polskiego" rządu? Co zobaczył, że wrócił odmieniony,
odrzucił tę propozycję spokojnego i łatwego życia po zakończonej wojnie i ruszył
w lasy Podhala? I ruszył do walki z władzą marionetkowego państwa zwanego PRL?
Bardzo chciałabym, by mógł odpowiedzieć mi na to pytanie. Przecież inni,
bardziej wykształceni, doświadczeni, mądrzejsi, na tę współpracę z sowieckim
reżimem instalowanym w Polsce rękami Polaków poszli. Gdyby ich nie było, Sowieci
nie mogliby zalegalizować PRL na świecie. Skąd u Józefa Kurasia wzięła się
umiejętność odróżnienia prawdy od kłamstw, zrozumienia, że nowy ustrój niesie za
sobą zburzenie tak ważnych dla życia punktów odniesienia, jak własny kraj,
naród, suwerenność narodu, jego przodkowie, przeszłość i pamięć, rodzina, ojciec
i matka, wiara w Boga?
Gdy patrzę na pokryte śniegiem, mijane po drodze do Waksmundu góry, smreki leśne
pochylane prawie do ziemi podmuchami porywistego wiatru, majestat wyłaniających
się po prawej stronie drogi Tatr, myślę w pierwszej chwili, że może to ziemia
Podhala potrafi rodzić takich ludzi jak "Ogień" i jego żołnierze. Może rodzina
Kurasiów, dom rodzinny ukształtowały tak mocno "Ognia", że do końca pozostał
wierny dwóm sprawom: patriotyzmowi i idei ludowej. Kuraś pisał w ulotce:
"Szczęśliwy i zadowolony naród polski odetchnął wreszcie pełną piersią. Wojna
skończona. Każdy wraca do swej ojczyzny. Zwycięzcy i oswobodziciele zatknęli
swoje zwycięskie sztandary na polskich ziemiach. Radość trwała godzinę. (…)
Aresztowania, bicia naszych braci prowadzi słynne NKWD. Wybawili nas, dali pomoc
(…) otrzymaliśmy zapłatę za swoją kilkuletnią pracę z okupantem niemieckim.
Więzienia w przeciągu kilku miesięcy zostały przepełnione starymi wojownikami".
A to był dopiero początek wynaradawiania Polaków. Przeżyć miał tylko ten, kto
ugiął kark i kolana przed Sowietami. Hyrny góral nigdy tego nie mógł zrobić i
nie zrobił. I tak narasta jego legenda. Niszczono ją i nadal próbuje się
niszczyć. I… nic. Próbowano różnych sposobów, by zabić legendę "Ognia". Pisano
o nim jako o pospolitym przestępcy, bandycie. "Dziennik Polski" z 27.02.1947 r.
po jego śmierci napisał: "Spokój zapanował na Podhalu". Spokój tak, ale za jaką
cenę? Za cenę wynarodowienia społeczeństwa, za cenę zgody na nowy rodzaj
niewolnictwa zaprowadzony na ziemiach podbitych przez sowiecką Rosję. O sytuacji
w Waksmundzie po śmierci "Ognia" Wojciech Kuraś pisał: "We wsi odżyli wszyscy,
którzy współpracowali z Niemcami. Wszystkich aresztowanych czy więzionych po
wyzwoleniu, obojętnie, czy był winien czy nie, nazywano bandytami, bandziorami i
okazją do zaczepki była każda zabawa, każde chrzciny. Nie uszanowano nawet
wieku, siwych włosów i nieraz dzieci uczono, aby głośno przezywały ludzi idących
drogą, których rodzice uważali za wyjętych spod prawa". System sowiecki
generował i podtrzymywał te nastroje potrzebne, by instrumentalnie kierować
ludźmi. Podjudzano do nienawiści, do pogardy. Za nie nagradzano. Skąd my to
znamy?

Rozmowy o Polsce
Wieś Waksmund zaczyna się zaraz za Nowym Targiem, teraz to właściwie prawie
przedmieścia. Niestety, pozbawione całkiem uroku czy choćby jakiejś
architektonicznej harmonii. Ot, taka postkomunistyczna bylejakość. Tylko świat
wokół piękny. Zastanawiam się, ilu spośród jego mieszkańców podpisałoby się pod
zdaniem: "Patriam amamus, non quia magna, sed quia nostra" (Ojczyznę kochamy nie
dlatego, że jest wielka, ale że jest nasza).
Uroczystość rozpoczyna spektakl słowno-muzyczny przygotowany przez młodzież ze
szkoły w Waksmundzie. Zdanie napisane przeze mnie powyżej mogłoby być jego
mottem. Na uroczystości obecny był drobny staruszek pan Kazimierz Paulo "Skała".
W 1947 roku miał 22 lata… Był dowódcą 5. kompanii u "Ognia". Dziś z dużą swadą
opowiada wszystkim o swoich losach, o lasach innych żołnierzy i o Polsce. Wiele
osób dziś mówi publicznie z dumą: mój brat był u "ogniowców", mój wuj walczył
razem z "Ogniem", mój dziadek, umierając, płakał, gdy mówił o Polsce. Są rzeczy,
dla których nawet warto zginąć.
W kościele jest pełno młodych chłopaków, właściwie młodych mężczyzn. To oni
poniosą sztandar "Ognia" przez następne dziesięciolecia. Dla nich, dla młodych
ludzi, czar legendy Józefa Kurasia, odważnego, niezależnego, najbardziej
znienawidzonego przez pachołków Rosji dowódcy Podhala, jest zbyt mocny, by się
mu zdołali oprzeć. Wartości, którym się poświęcił, są zbyt stare, jak stare
złoto, czyste i sprawdzone przez minione pokolenia, by nie przyciągały młodych,
niezdeprawowanych jeszcze umysłów do siebie. W czasie Mszy św. modlitwę wiernych
przygotował i wygłasza pan Sławomir Hajos. Padają prośby o modlitwę przeplatane
fragmentami wierszy, tak poruszające i wymowne, że warto byłoby przytoczyć je w
całości:
Gdy orzeł wreszcie odzyskał koronę,
zastał już barki wiekiem pochylone i siwe głowy.
Gehenną przewlekłą,
życie jak struga przez palce przeciekło.
Módlmy się! Za naszych – jakże bliskich sercu – kombatantów, za więźniów
politycznych okresu stalinowskiego, za wszystkie osoby represjonowane. Bóg
pozwolił im przeżyć ciemną noc okupacji hitlerowskiej i sowieckiej. Przez lata
oczerniani, prześladowani, nazywani bandytami, często odsunięci na margines
życia społecznego za wierność ideałom i przekonaniom, za wierność Polsce. Niech
cieszą się nadal dobrym zdrowiem, niech nie brakuje im sił i zapału, by dawać
młodemu pokoleniu świadectwo o tamtych trudnych dniach i uczyć miłości do
Ojczyzny. Ciebie prosimy…
I dalej:
Słychać pokoleń drwiący śmiech,
To lewackie hieny mają święto,
Lecz mądry Bóg w Osobach Trzech.
Pojmuje za co Was wyklęto.
Módlmy się! Za Żołnierzy Niezłomnych, Żołnierzy Wyklętych, partyzantów i
współpracowników wszystkich organizacji zbrojnego podziemia niepodległościowego,
którzy stanęli do walki z sowieckim okupantem i zdradziecką komunistyczną władzą
w latach 1945-1955, poległych w walce i zakatowanych w kazamatach Urzędów
Bezpieczeństwa. Niech pamięć o ich walce i poświęceniu dla Narodu trwa wiecznie
w świadomości pokoleń, aż ofiara ich życia będzie przykładem najwyższego
umiłowania Ojczyzny, Prawdy i Wolności. Ciebie prosimy…
…Polski orzeł srebrnopióry
w nasze dusze wbił pazury
I legendę partyzancką ponad szczyty wzniósł
Na Podhalu pod Turbaczem
Partyzancka wierzba płacze
Zgasł już "Ogień"
Ale pamięć o nim wciąż się tli…
Módlmy się! Za mjr. Józefa Kurasia "Ognia" w 65. rocznicę śmierci, za jego
podkomendnych ze Zgrupowania Partyzanckiego "Błyskawica" i podległych mu
oddziałów od Wadowic i Babiej Góry aż po Szczawnicę, za partyzantów Rocha i
Konfederacji Tatrzańskiej. Niech ich heroiczna walka bez szans na zbrojne
zwycięstwo będzie na zawsze symbolem męstwa, bohaterskiego oporu wobec
hitlerowskiego i sowieckiego okupanta i moralnego zwycięstwa nad zdradą narodową
i zniewoleniem. Ciebie prosimy…

Siła legendy
I pojawia się następny fragment modlitwy, łącząc tych, co zginęli na służbie
Ojczyzny ponad pół wieku temu, z tymi, co tak niedawno…
Lecz gdy upada, milion rąk
unosi ją nad zapomnienie,
silniejszą każdą polską łzą
i każdym polskim serca drgnieniem.
Nie daje się zadeptać wrogom,
że wygra – wie od dawna,
więc idzie tak krzyżową drogą
ostatnia polska święta – Prawda.
Módlmy się! Jeśli pozwoliłeś nam poznać prawdę o zbrodni ludobójstwa w Katyniu,
tak daj, Panie, poznać prawdziwą przyczynę smoleńskiego dramatu. Nasza życiowa
mądrość i nasze serca wiedzą, ale tylu ma jeszcze wątpliwości. Rozpędź tę gęstą
mgłę kłamstwa, obłudy i pogardy. Spraw, aby śmierć 96 wysłanników państwa
polskiego z dwoma prezydentami na czele stała się po wsze czasy cierniem na
sumieniach zdrajców Narodu. Niech przerwana ich praca dla dobra Polski i
tragicznie zakończona historia życia staną się drogowskazem na drodze rzetelnego
wykonywania obowiązków i prawdziwego patriotyzmu. Ciebie prosimy…
Słowa tej modlitwy, a potem słowa Apelu Poległych wzywające tych, którzy zginęli
za Polskę i dla Polaków, niosą się nad góry i doliny Podhala. Podhala zawsze
polskiego, mimo że tak wielu usiłowało go z tej polskości obedrzeć.
Bezskutecznie. Tak jak bezskuteczna jest i będzie walka z legendą "Ognia" –
partyzanta Podhala.
Czy, gdy przyjdzie zły czas, ludzie będą odwoływać się do zdrajców, którzy na
swoich donosach zrobili kariery lub pobudowali domy? Czy będą dumni z dziadka,
który był szefem rejonowego Urzędu Bezpieczeństwa w Nowym Targu? A może
opowiedzą swoim dzieciom o wujku, któremu było wszystko jedno, komu służy,
byleby służba ta była prosta i przyjemna? Nie. Gdy dotknie ich zły czas, będą
szukać siły w Bogu, w rodzinie, w narodowych bohaterach. To o nich narody
opowiadają swym dzieciom legendy, jeśli chcą przetrwać. Opowiedzmy dziś
wszystkim o "Ogniu", o innych bliskich nam Żołnierzach Wyklętych. Podziękujmy im
i podziękujmy za to, że ich mamy.
 

Zuzanna Kurtyka
 

Autorka jest wdową po Januszu Kurtyce, prezesie Instytutu Pamięci Narodowej.

 

***

Dla „Ognia i jego żołnierzy”


Nasz Dziennik, 2012-02-27

 

65 lat temu w obławie MO, UB i KBW zginął Józef Kuraś "Orzeł".

Mimo przeszywającego zimnego wiatru w Waksmundzie koło Nowego Targu kilkaset
osób uczciło 65. rocznicę śmierci Józefa Kurasia "Ognia", słynnego dowódcy
polskiej partyzantki, zwanego "królem Podhala". Dowódca Zgrupowania
Partyzanckiego "Błyskawica" zginął wraz z dwoma swoimi żołnierzami 22 lutego
1947 r. w Ostrowsku na Podhalu, osaczony przez obławę MO, UB i KBW.

Szlak bojowy Józefa Kurasia wiodący od żołnierza 1. pułku strzelców
podhalańskich w kampanii wrześniowej po legendarnego dowódcę oddziału żołnierzy
wyklętych prowadzących nierówny bój z sowiecką okupacją – to cała wojenna
epopeja obfitująca w liczne i dramatyczne zwroty akcji. W 1941 r. Kuraś zaczął
dowodzić waksmundzką placówką Konfederacji Tatrzańskiej, konspiracyjnej
organizacji zbrojnej o charakterze ludowym, której celem była walka z okupantem
o Polskę wolną, niepodległą i demokratyczną, czynnie przeciwstawiającej się
niemieckiej akcji "Goralenvolk". W 1943 r. Niemcy w odwecie za zabicie przez
oddział Kurasia dwóch granatowych policjantów – agentów gestapo – zamordowali
jego ojca, żonę i 2,5-letniego syna oraz spalili jego dom. Wtedy zmienił
pseudonim z "Orła" na "Ogień", w tak symboliczny sposób rozpoczynając nowy
rozdział w walce z wrogiem. Walczył z Niemcami w ramach struktur Armii Krajowej,
a następnie partyzantki ludowej, dowodząc Oddziałem Specjalnym Ludowej Straży
Bezpieczeństwa. W ostatnich miesiącach okupacji niemieckiej za wiedzą
kierownictwa Polskiego Państwa Podziemnego współpracował z sowieckimi i
AL-owskimi oddziałami dywersyjnymi, pomagając Armii Czerwonej w zajęciu Nowego
Targu, a następnie zorganizował siły porządkowe i przez 3 tygodnie był szefem
powiatowego UB. Uchodząc ze swoimi ludźmi do "lasu", stworzył oddział, przez
który przeszło ok. 500 żołnierzy i który przez dwa lata praktycznie kontrolował
rejon Podhala. Szacuje się, że w walce ze zgrupowaniem "Ognia" w latach
1945-1947 zginęło ponad 60 funkcjonariuszy UB, ponad 40 milicjantów oraz 27
funkcjonariuszy NKWD. "Ogień" zginął wraz z Kazimierzem Kurasiem "Krukiem" i
Stanisławem "Zimnym" otoczony przez siły "resortu".

W tegorocznej uroczystości zorganizowanej przez Społeczny Komitet Pamięci
Żołnierzy Konfederacji Tatrzańskiej, Rocha i Zgrupowania "Błyskawica" oraz
Związek Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego Koło w Waksmundzie wzięły
udział liczne poczty sztandarowe organizacji kombatanckich, parlamentarzyści,
samorządowcy, grupy rekonstrukcji historycznej, a także przedstawiciele
środowisk patriotyczno-niepodległościowych z całej Polski. W imieniu p.o.
kierownika Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jana Ciechanowskiego
odczytano okolicznościowy list do uczestników uroczystości.

Zebrani modlili się podczas uroczystej Mszy św. w intencji Podhalan poległych
w walce o wolną Polskę z niemieckim i sowieckim okupantem w latach 1939-1955
odprawionej w miejscowym kościele pw. św. Jadwigi Śląskiej. Następnie wysłuchali
patriotycznego spektaklu słowno-muzycznego w wykonaniu miejscowej młodzieży, po
czym udali się na miejscowy cmentarz, gdzie przy grobach Konfederatów
Tatrzańskich, żołnierzy Grupy Ochrony Sztabu mjr. Józefa Kurasia "Ognia" i
mieszkańców Waksmundu odbyły się wspólna modlitwa i przejmujący Apel Poległych.

22 lutego br. hołd "Królowi Podhala" oddali przedstawiciele Stowarzyszenia
Obóz Narodowo-Radykalny Podhale i Grupy Rekonstrukcji Historycznej "Ogniowcy" z
Waksmundu, którzy złożyli wiązanki kwiatów i zapalili znicze pod zakopiańskim
pomnikiem mjr. Józefa Kurasia "Ognia" i jego podkomendnych. ""Król Podhala" mjr
Józef Kuraś "Ogień" jest dla nas jedną z najbardziej barwnych, pięknych i
tragicznych postaci polskiego podziemia" – czytamy w wydanym z tej okazji
komunikacie. "Niestety, czerwonym kłamcom udało się w znacznej części
społeczeństwa utrwalić obraz mjr. "Ognia" jako zwyrodniałego mordercy,
pospolitego bandyty i zaciekłego antysemity, lecz my, Pokolenie 1934, nie damy
dalej hańbić jego imienia. Będziemy nieustannie jako Stowarzyszenie ONR Podhale
i GRH "Ogniowcy" dbać o pamięć mjr. "Ognia" i jego podkomendnych! Cześć i chwała
bohaterom!".

Adam Kruczek

drukuj