Cenzurka dla Pana Boga

Dziecko, które dostało od matki czekoladę i poszło w kąt, aby ją zjeść, z
nikim się nią nie dzieląc, nie zrozumiało przesłania miłości. Liczył się tylko
dar – nie zaś obdarowujący. A potem przyszło oczekiwanie na następny prezent,
pretensje, żal, że ktoś poprosił, aby się podzielić. To obraz ludzkiego serca,
które zamknięte w kręgu własnych spraw nastawione jest na to, by brać, a nie
oferuje niczego w zamian. Dlatego kamienieje.

Obraz dziesięciu trędowatych, którzy zostali uzdrowieni przez Jezusa, ich
zachowanie po doświadczeniu cudu, prowadzi do smutnych refleksji. Umysł
przyzwyczajony do statystyk w pierwszym odruchu skłonny jest do wyliczeń: jeden
z dziesięciu to 10 procent. Mało to czy dużo? A co z pozostałymi 90 procentami?
W ilu była radość, w ilu lekkomyślność? Jaki odsetek stanowili ci, którzy byli
przekonani, że w gruncie rzeczy nic wielkiego się nie stało, bo przecież
uzdrowienie im się "należy"? Wiedzieli, do kogo się zwracają – ich uprzednie
wołanie nie pozostawia złudzeń: "Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!". A
jednak nie zrozumieli istoty wydarzenia. Dla dziewięciu z nich stało się to
zwykłym darem Boga dla stworzenia, a tylko dla jednego początkiem nowego życia.
Problem naszej religijności leży w tym, że nader często brakuje w niej
doświadczenia żywej, uzdrawiającej miłości, rodzącej się z głębokiej wiary i
świadomości, że ciągle jesteśmy obdarowywani przez Boga. Każdy oddech, okruch
dobra, błogosławieństwa od Niego przecież pochodzą. Nie widzimy tego. Nasze
modlitwy zasadniczo koncentrują się na proszeniu, wypominaniu, mniej na
dziękczynieniu, prawie wcale na uwielbieniu. Nie potrafimy dostrzec skali
uzdrawiającej obecności Chrystusa, dlatego zamieniamy się w "braczy". Wszystko
nam się należy. Wciąż szukamy w Kościele błędów, jakby to on był winny
wszelkiemu złu. Kwintesencją takiego podejścia jest portal RateTheGod (Oceń
Boga), który zamieszcza… indeks spadków i zwyżek notowań Stwórcy. Najgorszy PR
Pan Bóg miał w czasie kryzysu finansowego. W "poważnej" analizie autor
zastanawia się nad Jego odpowiedzialnością za upadki banków. Dziś w Polsce Pan
Bóg jest na niewielkim "plusie". Jak długo? Do kolejnej katastrofy drogowej,
podwyżki podatków, ulicznych protestów? No bo przecież to Jego wina… Jakiż
absurd.
Smutny, sfrustrowany chrześcijanin nie rozumie miłości Ojca. Pan Bóg, wciśnięty
w ciasny gorset oczekiwań, ciągle nie wystarcza. Nie potrafimy (nie chcemy?)
pozbyć się maniery wymagania od Niego logiki myślenia "na ludzki obraz i
podobieństwo", nawyku wynoszenia "dobrej nowiny" oferowanej przez świat ponad
Ewangelię. Fragment opisu uzdrowienia Naamana pokazuje, że Bóg dopiero wtedy
dokonuje uzdrowienia, kiedy człowiek porzuci przekonanie, że może kupić sobie
Jego przychylność, nie dając niczego w zamian. Naaman musiał pozostawić na
brzegu bogactwo, stanąć nagi w Jordanie, aby zostać uzdrowionym.
Bóg jest hojnym Dawcą – problem w tym, że nie jesteśmy w stanie przyjąć Jego
daru. Zbyt wiele w nas pychy, interesowności, pragnienia "ustawienia" Pana Boga,
Jego praw wedle naszych interesów. Za mało miłości i wdzięczności. Bóg,
traktowany jak makler giełdowy, gdy indeks zmierza w stronę bessy, nikomu nie
jest potrzebny. Ciekawe, że krzyż Chrystusa też miał być porażką, a wyszło
zupełnie inaczej: stał się znakiem zwycięstwa. Dlatego do dziś tak bardzo
niepokoi i przeraża. W nim jest moc powstawania do życia. Dopóki będzie stał w
jego centrum, jest nadzieja, że owych dziewięciu niewdzięcznych kiedyś
powróci…
 

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj