Cenzura w Rosji ma się dobrze

Prawda na temat Katynia nie może przedostać się do rosyjskich mediów.
Nawet portale internetowe, które wydają się niezależnymi ośrodkami informacji,
przemilczają niewygodne dla rosyjskiej władzy fakty. Z rozmowy z historykiem
Andriejem Zubowem redakcja internetowego dziennika Russkij Żurnał wycięła
najistotniejsze jej fragmenty, przedstawiające rzeczywistych sprawców mordu
katyńskiego i najważniejsze okoliczności dotyczące tej zbrodni.

– W wywiadzie, którego udzieliłem portalowi Russkij Żurnał, zastosowano
cenzurę. Wycięto całe fragmenty, część zmanipulowano, a część umieszczono z
błędami – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Andriej Zubow. Historyk
przesłał nam pełną wersję tej rozmowy. W opublikowanej przez Russkij Żurnał
brakuje przede wszystkim obszernego fragmentu, w którym wymienia on z nazwiska
decydentów partyjnych i wojskowych bezpośrednio odpowiedzialnych za wydanie
rozkazów rozstrzelania polskich jeńców. „Wreszcie należy postawić pytanie o
osobistą odpowiedzialność tych, którzy dopuścili się tej zbrodni. I mam tu na
myśli nie tylko wysokich rangą generałów NKWD, takich jak Iwan Basztakow, Bogdan
Kobułow i Wsiewołod Mierkułow, tych znamy bowiem dobrze. Ale chodzi też o
zwykłych oficerów i szeregowych enkawudzistów, którzy wykonywali polecenia, a
także tych, którzy bezpośrednio mordowali. Nie znamy żadnych nazwisk, wszystko
jest tutaj utajnione. Dlatego zrozumiałe jest, dlaczego 19 grudnia 1943 r. już
po wyzwoleniu Charkowa przez Armię Czerwoną publicznie, na oczach setek tysięcy
ludzi, powieszono trzech niemieckich oficerów i jednego rosyjskiego kolaboranta.
Radziecki sąd wojskowy oskarżył ich o bezpośredni związek z rozstrzeleniami oraz
dokonywaniem mordów w komorach gazowych (w tym drugim przypadku było to dość
trafne, gdyż wówczas po raz pierwszy zwrócono uwagę na fakt zabijania przez
Niemców ludzi w komorach gazowych)” – brzmiała wypowiedź w oryginale. Jak
podkreśla Zubow, takich usuniętych fragmentów było więcej. Brakuje także całego
akapitu, w którym objaśnia on podobieństwo w tłumaczeniach niemieckich i
rosyjskich oficerów, twierdzących, iż wykonywali jedynie rozkazy swoich
przełożonych. – Sąd Najwyższy ZSRS dał wówczas wyjaśnienie, że każdy Niemiec
winny przestępstw wojennych, wydający lub wykonujący rozkaz, musi zostać
odpowiednio ukarany bez względu na to, czy działał z własnej inspiracji, czy z
polecenia przełożonych. Ta wykładnia znalazła potem zrozumienie w oczach
Trybunału Norymberskiego. I powinna być również zastosowana przy ocenieniu
sprawców mordu na polskich obywatelach w kwietniu 1940 roku. Teraz
najprawdopodobniej żadnego spośród morderców z Katynia czy Miednoje nie ma już
wśród żywych, lecz żyją ich dzieci i wnuki, które powinny odczuwać wstyd za
swoich ojców i dziadków. Tak każe sprawiedliwość – zauważa rosyjski
historyk.
Zubow wskazuje także kilka innych manipulacji, jakich dopuszczono
się na jego wypowiedziach. Wykreślono wszelkie sformułowania, w których
przypomina on, że ofiarami zbrodni katyńskiej był kwiat polskiej inteligencji.
Pominięto więc zdania, gdzie mowa o zabitych oficerach, profesorach,
dyplomatach, księżach i nauczycielach. „A ci ludzie, przedstawiciele polskiej,
wykształconej, czołowej warstwy społeczeństwa, gdyby wrócili do Polski,
niewątpliwie bardzo utrudniliby jej sowietyzację i być może nie dopuściliby do
przyłączenia jej wschodnich województw do Związku Sowieckiego. Decyzja była więc
prosta – nie wydawać ich Sikorskiemu. Nie pozwolić wrócić do powojennej Polski”
– czytamy w oryginale.
Władze portalu zadecydowały także o usunięciu tych
fragmentów, gdzie Zubow wskazuje na bezpośredni udział Stalina w mordzie
katyńskim. Ich obawy wzbudziło także przypominanie, iż naczelny wódz ZSRS
kłamał, że nie mógł nic zrobić w sprawie polskich jeńców. Wycięto słowa takie
jak „zbrodnia” czy „komunistyczny reżim”, a ze zdania „Nikita Michałkow, który
jest rzekomo jednym z moralnych autorytetów nowoczesnego rosyjskiego
społeczeństwa” usunięto słowo „rzekomo”. Rosyjska cenzura nie straciła
najwyraźniej nic ze swojej sprawności z komunistycznych czasów, choć działa już
inaczej.

Łukasz Sianożęcki

drukuj