Byli normalnymi ludźmi
Ze Stanisławem Niemczakiem, krewnym Sług Bożych rodziny Ulmów – Józefa i
Wiktorii oraz ich sześciorga dzieci, rozmawia Małgorzata Bochenek
24 marca 1944 r. Niemcy bestialsko rozstrzelali rodzinę Ulmów.
– Można by rzec, że ludzie w czasie II wojny światowej w pewnym sensie
przyzwyczaili się do ciągłego strachu, napięcia, obawy o własne życie. Jednak
sytuacja, aby została wymordowana cała rodzina z małymi dziećmi, w Markowej i
okolicach nie miała wcześniej miejsca. To było ogromnie dramatyczne przeżycie
dla całej wsi, nie mówiąc o rodzinie. Przeżyliśmy wielki cios i szok. Wiktoria
Ulma była siostrą mojego ojca, to była bardzo bliska rodzina.
Jak Pan wspomina wujostwo?
– Józef Ulma był człowiekiem wszechstronnym, kupował wiele książek, był
pasjonatom fotografii. Ciocia Wiktoria zajmowała się domem. Byli normalnymi
ludźmi, jednak bardziej niż inni wyczulonymi na ludzką niedolę, na ludzką
krzywdę. Ulitowali się nad prześladowanymi Żydami traktowanymi przez Niemców jak
podludzie. Idąc za odruchem serca, nie liczyli się z konsekwencjami, przyjęli
pod swój dach potrzebujących pomocy. Na ich postawę wpłynęło zapewne wychowanie
religijne, umiłowanie bliźniego. W sumie dzięki markowskim rodzinom przeżyło 20
Żydów.
Rodzina Ulmów została uhonorowana medalem "Sprawiedliwy wśród Narodów
Świata". To najwyższe izraelskie odznaczenie dla osób niebędących Żydami
przyznaje jerozolimski Instytut Yad Vashem.
– Po wojnie, w czasach komunistycznych, w zasadzie nie mówiło się o mordzie
dokonanym na rodzinie Ulmów, to był raczej temat tabu. Jednak pamięć cały czas
trwała. Temat ten zaczęto podejmować po roku 1989. Ja osobiście wystąpiłem do
Instytutu Yad Vashem z wnioskiem o uhonorowanie rodziny Ulmów medalem
"Sprawiedliwy wśród Narodów Świata". O tym odznaczeniu przypomina tabliczka
umieszczona na ich grobie. Zbiegiem okoliczności można nazwać fakt, że wnukiem
siostry Wiktorii Ulmy jest Mateusz Szpytma, historyk IPN. To on zajął się
zbadaniem tej sprawy od strony historycznej. Rodzina Ulmów dzisiaj jest symbolem
tych wszystkich, którzy przyczyniali się do ratowania Żydów.
Na etapie krajowym kończy się proces beatyfikacyjny rodziny Ulmów, to dla
Pana chyba ogromna radość?
– Z wielką nadzieją czekamy na zakończenie całego procesu. Pytałem delegata
metropolity przemyskiego w ich procesie rogatoryjnym, ks. Józefa Bara, czy
doczekam tej chwili… Twierdzi, że tak.
W jaki sposób w Markowej pielęgnowana jest pamięć o tej rodzinie męczenników?
– Na ich grobie na cmentarzu parafialnym zawsze są świeże kwiaty, palą się
znicze. Przy grobie można często spotkać modlących się ludzi. Charakterystyczne
są ułożone przy nim kamyki, zostawiane tutaj przez Żydów. Także przy pomniku
wzniesionym dla uczczenia rodziny Ulmów składane są kwiaty, palą się znicze.
Rodzina Ulmów jest symbolem wielkiej sprawy, jest dla nas wzorem. Nie chodzi o
to, aby umierać, ale by każdego dnia czynić dobro, pomagać drugiemu na miarę
swoich sił, możliwości. To świadczy o ich niezwykłej aktualności, są świadkami
wiary.
Dziękuję za rozmowę.
