Błogosławiony ksiądz Jerzy – obrońca dzieci poczętychPozyskał mnie obroną życia

Podczas uroczystości beatyfikacyjnych ks. Jerzego Popiełuszki
zabrakło odniesienia do jego działalności na rzecz obrony życia dzieci
poczętych. Jako młody lekarz byłem zafascynowany głębokim zaangażowaniem
późniejszego błogosławionego w tę tematykę, jego aktywnym uczestnictwem
w nielicznych konferencjach poświęconych rozwojowi prenatalnemu
człowieka.

Gdy błogosławiony ksiądz Jerzy został
duszpasterzem lekarzy, szybko dostrzegł, że problemem numer jeden tego
środowiska było nieposzanowanie życia człowieka od momentu poczęcia, co
skutkowało uczestnictwem (często przymusowym) w odbieraniu życia
dzieciom w łonach matek. Choć liczba lekarzy dopuszczających się tego
haniebnego procederu była ograniczona, tym niemniej deprawacja całego
środowiska medycznego była ogromna. Nie wiem, kiedy błogosławiony ks.
Jerzy przejął się bolesnym zagadnieniem aborcji (może pamięta to matka
błogosławionego), ale pamiętam, że gdy przybył do kościoła akademickiego
św. Anny w Warszawie, gdzie objął opieką duszpasterską medyków, tym
zagadnieniem był już głęboko poruszony. Uczestniczył w nielicznych w
owym czasie konferencjach poświęconych rozwojowi prenatalnemu człowieka i
obronie jego prawa do życia. W środowisku warszawskim znajomością tego
tematu i zaangażowaniem na rzecz obrony życia wybijali się m.in. o.
Jacek Salij, ks. Stanisław Małkowski, dr Emilia Paderewska-Chruścicka
oraz osoby związane z Polskim Klubem Inteligencji Katolickiej i
środowiskiem Ośrodka Dokumentacji i Studiów Społecznych. Kiedy ks. Jerzy
został duszpasterzem hutników, nie porzucił środowiska lekarzy. Miał
wówczas taki autorytet, że medycy niezależnie od ośrodka akademickiego
przy kościele św. Anny gromadzili się wokół ks. Jerzego także na
Żoliborzu przy parafii św. Stanisława Kostki. Powstała tam grupa
duszpasterska zajmująca się obroną życia dzieci poczętych. Pewnego razu
zostałem poproszony przez późniejszego błogosławionego o wygłoszenie
prelekcji na temat obrony życia dzieci poczętych. Ksiądz Jerzy wiedział o
moim zaangażowaniu w ten problem i wykładach wygłaszanych przeze mnie
na warszawskich pielgrzymkach na Jasną Górę. Kiedy w umówionym terminie
stawiłem się w parafii św. Stanisława Kostki, przeczytałem na afiszu, że
wykład ma być wygłoszony w dolnym kościele, ale nie przeze mnie, a
przez jakiegoś profesora… o takim samym imieniu i nazwisku jak moje
(ja byłem jedynie młodym lekarzem). Nieporozumienie wyjaśnił ks. Jerzy,
tłumacząc, że redagujący zaproszenie na wykład trochę przesadzili z
tytułami… Jednocześnie przeprosił mnie, że nie będzie na moim
wystąpieniu, ponieważ prowadzi spotkanie z inną grupą duszpasterską.
Biorąc pod uwagę poważne problemy zdrowotne, z jakimi się borykał, a o
których mówił mi jako lekarzowi, jego zaangażowanie na tak różnych
odcinkach pracy duszpasterskiej na pewno zdrowia mu nie dodawało. Jako
lekarza ks. Jerzy pozyskał mnie duchowo nie przez późniejsze swoje
zaangażowanie w duszpasterstwo hutników i Msze św. za Ojczyznę, ale
znacznie wcześniej – właśnie przez głębokie oddanie sprawie obrony życia
najmłodszych Polaków.
W czasie stanu wojennego na plebanii u ks.
Jerzego wisiała duża mapa Polski z zaznaczonymi i na bieżąco
uzupełnianymi „obozami odosobnienia”. Serce mu krwawiło, kiedy patrzył i
mówił o tych miejscach udręczenia rodaków. Atmosfera tamtego czasu była
bardzo napięta, w powietrzu wisiała groźba wystąpień robotników z
wielkich stołecznych zakładów pracy – głównie Huty Warszawa. Spotkałem
się wówczas z ks. Jerzym na plebanii parafii św. Stanisława Kostki.
Polecił mi organizację punktu medycznego na Pradze Południe, gdzie można
by udzielać pomocy lżej rannym w przypadku ostrych robotniczych
wystąpień. Powiedział mi, że po lewej stronie Wisły organizowane są trzy
takie punkty medyczne. Ze względów bezpieczeństwa nie pytałem o
szczegóły. Ksiądz Jerzy zaopatrzył mnie w pewną ilość antybiotyków i
dożylne preparaty albumin (bardzo drogie leki) oraz przekazał mi
pieniądze na narzędzia chirurgiczne. Nie wziąłem ich, tłumacząc, że sam
już od dawna próbuję skompletować ich zestaw niezbędny dla ewentualnej
przyszłej praktyki chirurgicznej, ale bezskutecznie – w Warszawie
wówczas były dwa bardzo słabo zaopatrzone sklepy medyczne sprzedające
narzędzia zabiegowe. Jak wiemy, do poważniejszych wystąpień nie doszło, a
powierzone mi leki zostały podane potrzebującym chorym. Ksiądz Jerzy
zawsze pamiętał o mojej rodzinie – miałem wówczas dwie małe córeczki – i
przekazywał przez moich kolegów pomoc z darów, jakie napływały i były
rozdzielane przez jego ręce.

Kto broni człowieka poczętego,
będzie bronił każdego

Czas stanu wojennego zmotywował wielu
do twardej obrony praw Bożych i praw naszego Narodu. Do takich ludzi
zaliczał się późniejszy błogosławiony. Logicznym następstwem postawy
obrony życia człowieka przed narodzeniem jest obrona godności i
naturalnych praw człowieka dorosłego. Obawialiśmy się o życie ks.
Jerzego i modliliśmy się, aby dobry Bóg zachował go od złego. Plany Boże
były jednak inne… Być może ta ofiara przyczyniła się do upadku
komunizmu, być może ocaliła ileś ludzkich istnień w łonach matek…
Przygotowywałem mowę pożegnalną środowiska lekarzy na pogrzeb ks.
Jerzego. Bardzo mocno podkreśliłem w niej, jak bliska była temu
kapłanowi obrona życia najmłodszych. Przemówienie zakończone było
wezwaniem do ślubowania obrony dzieci przed narodzeniem, tak jak
życzyłby sobie tego ks. Jerzy. Wszyscy obecni na uroczystościach
pogrzebowych trzykrotnie zawołali: „Ślubujemy!”. Różne dzieła
chrześcijańskie w obronie życia dzieci poczętych obrały sobie za patrona
ks. Jerzego Popiełuszkę – również jego grupa z parafii św. Stanisława
Kostki. Organizowane były i są także liczne konkursy, jak „Ocal życie
bezbronnemu”, których patronem jest błogosławiony ks. Jerzy. Istnieje
także Litania do błogosławionego ks. Jerzego z prośbą o wstawiennictwo
za dziećmi poczętymi. Wierzę, że oręduje on z Nieba za każdym dzieckiem
pod sercem matki i za tymi, którzy stają w ich obronie.

Marian
Jabłoński

Autor jest lekarzem, był zaangażowany w
duszpasterstwo służby zdrowia prowadzone przez błogosławionego ks.
Jerzego Popiełuszkę. Przygotował mowę pożegnalną środowiska medyków na
jego pogrzeb.

drukuj