„Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają” (Mt 5,12)

(Homilia wygłoszona na pogrzebie ks. Tadeusza Krakówko, 5.03.09, Miłkowice-Maćki)

1. Proroków czas powraca.

Okres Wielkiego Postu, każdego roku od nowa przygotowując nas na spotkanie ze śmiercią i zmartwychwstaniem, nierzadko odwołuje się do proroków Starego Testamentu. Dzisiaj więc, kiedy zgromadziliśmy się w tej świątyni, aby modląc się pożegnać tutejszego pasterza, zamordowanego bestialsko, nasza pamięć stawia nam przed oczy proroka Jeremiasza, a na usta cisną się słowa jego lamentacji.

„O wy wszyscy, którzy kroczycie tą droga,

przypatrzcie się dobrze i spójrzcie, czy jest gdzieś ból tak wielki jak boleść,

której ja doznaję” (Lm 1,12).

O wy wszyscy, którzy zgromadziliście się dzisiaj w tej świątyni i na zewnątrz, którzy zgromadzeni jesteście przy radioodbiornikach, „przypatrzcie się dobrze i spójrzcie, czy jest boleść tak wielka jak…” ta, której doznaje Jezus Chrystus? Ten, który oddał siebie samego za nas, abyśmy nawracali się i czynili dobrze! Czy jest boleść, jak boleść Matki Najświętszej, która kolejny raz znajduje się pod krzyżem, tym razem pod krzyżem ks. Tadeusza! Czy jest boleść, jak boleść Kościoła, który od wieków głosi miłość i sprawiedliwość, szacunek dla każdego człowieka!? Przypatrzcie się, czy jest ból tak wielki, jak ból Drohiczyńskiej Diecezji, doświadczającej pierwszy raz w swoich dziejach tak straszliwej ofiary?! A czy może być boleść większa od bólu Ojca, który miał wszelkie prawo ku temu, aby liczyć, że to syn go pochowa! A stało się inaczej. Czy jest ból większy od cierpienia sióstr, brata, ich rodzin?! Znajomych i przyjaciół? Parafian z wielu placówek duszpasterskich, na których pracował ks. Tadeusz? A jakaż jest boleść tutejszych parafian?!

Boże nasz miłosierny, za Jeremiaszem wołam do Ciebie: „Posłuchaj jak wzdycham boleśnie, a nie ma nikogo, kto by mnie pocieszył” (Lm 1,20). Zstąp , o nasz Panie, pomiędzy nas i jak kiedyś uciszyłeś burzę na morzu, podniosłeś na duchu słabego Piotra, przywróciłeś życiu w łasce Szawła, zstąp, Panie Jezu i pokrzep nas swoją mocą i swoim błogosławieństwem. My bowiem tylko w Tobie posiadamy nadzieję i ku Tobie się zwracamy:

„Racz nas, Panie, ku sobie obrócić,

abyśmy mogli powrócić do Ciebie!

I odnów dni nasze, byśmy byli

tacy, jak za dni minionych. Bo czyżbyś nas odtrącił na zawsze?

Czy jesteś aż tak bardzo na nas zagniewany?” (Lm 5,21-22).


2. Pamiętajmy o wierności Bogu.


Niech nas w tych straszliwych dniach pokrzepia życie i nauka św. Pawła. On tak jak my stawiał sobie różne pytania. W Liście do Rzymian widać to wyraźnie, gdy pisze: „Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?(…)Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź”. (Rz 8, 31.35-36).

To już upływa dwa tysiące lat. A Twoi słudzy, o Jezu, ciągle są zabijani! Mordowano Apostołów. Przez trzysta lat wszyscy papieże ginęli śmiercią męczeńską. A w naszej Ojczyźnie od samych początków umierają kolejni biskupi, kapłani, zakonnicy i zakonnice. Ongiś ginęli z ręki pogan, czy wrogów Kościoła i Polski. Ale nadchodzą czasy, kiedy zaczynają umierać od swoich, z rąk własnych parafian!

Pochylaliśmy się z wielkim żalem nad ciałem ks. Jerzego Popiełuszki i innych kapłanów, którzy służąc Prawdzie i Miłości nie mogli godzić się na zło. Dzisiaj, mnie – drohiczyńskiemu biskupowi wraz ze wszystkimi kapłanami, z ojcem i rodziną oraz wiernymi, trzeba pochylić się nad trumna ks. Tadeusza, tutejszego proboszcza. Nasze serca są pełne bólu. Naszym oczom nie starcza łez. Nasze sumienia są poruszone. Nie możemy bowiem zrozumieć, jak to było możliwe? Tutaj na męczeńskim Podlasiu! Tak blisko tego miejsca, na którym dziesięć lat temu Jan Paweł II wyznał : „Witaj , ziemio podlaska! Ziemio ubogacona pięknem przyrody, a przede wszystkim uświęcona wiernością tego ludu, który w czasie swej historii był niejednokrotnie boleśnie doświadczany i musiał zmagać się z ogromnymi i różnorodnymi przeciwnościami” (JP II, Drohiczyn, 10.06.1999).

Gdzież się podziała ta wierność?! Co czują teraz ci, którzy przez dziesięciolecia trwali mocno przy Chrystusie i Jego przekazaniach? Dla których wiara święta i Kościół były zawsze największym skarbem? Jak mogło dojść do czegoś podobnego przy sanktuarium św. Rocha, tak blisko serca Diecezji?!

Wielki Post jest wezwaniem do nawracania się. Nawróćmy się i my, bo mamy z czego. Możemy bowiem żalić się na środki przekazu społecznego, które deprawujące zachowania i mody wciąż pokazują. Możemy obserwować nasilające się antyklerykalne postawy. Ale kto to wszystko opłaca, kto to kupuje, kto czyta, kto słucha i kto ogląda? Czyż nie najwyższy czas, byśmy zdobyli się na odwagę i powiedzieli dosyć. Dosyć propagandzie zła! Nie tak daleko stąd zginął ojciec z rąk syna, giną dzieci z rąk matek, brat zabija brata. Uderza się w kapłanów. Zastanówmy się nad tym głęboko. Czy to nie my jakże częstymi oszczerstwami i plotkami szerzymy nienawiść? Czy to nie my zatruwamy życie jadem zazdrości i nienawiści? Zwłaszcza czytając, słuchając i oglądając demoralizujące media!

Oto, co mówi prorok Ezechiel : „Dlatego zwróć się, synu człowieczy, i(…)powiedz im tak: Oto, co mówi Bóg i Pan wasz: Wasi ojcowie tym Mnie też znieważyli, że nie dotrzymali Mi wierności” (Ez 20,27).

O tej wierności mówił Jan Paweł II. To o tej wierności zbyt często zapominaliśmy. Aż nadszedł ten dzień straszliwy! Ten czas powtarza się coraz częściej. W ostatnich dniach uderzył w Ks. Tadeusza.


3. Kim był ks. Tadeusz Krakówko?


Ks. Tadeusz Krakówko urodził się w Grodzisku, z rodziców Tadeusza i Krystyny Łępickiej, dnia 29 listopada 1955 roku. Chrzest otrzymał pięć dni później w parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Siemiatyczach. Wraz z rodzicami i pięciorgiem rodzeństwa dzieciństwo i pierwszą młodość spędził w miejscowości Krakówki – Dębki na terenie parafii Ostrożańskiej. W Borzymach i Ostrożanach uczęszczał do szkoły podstawowej. Technikum zaś Rolnicze ukończył w Czartajewie. Potem podjął pracę w Gminnej Spółdzielni w Grodzisku. Przez kolejne dwa lata odbywał służbę wojskową, po której jeszcze przez rok pracował w poprzednim miejscu. Natomiast blisko dwanaście miesięcy przed wstąpieniem do Wyższego Seminarium Duchownego w Drohiczynie uczył w szkole podstawowej w Broniszach.

Mając 25 lat rozpoczął studia seminaryjne. Na piątym roku pobytu w seminarium otrzymał w Perlejewie diakonat, a dnia 15 czerwca 1986 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk ks. bpa Władysława Jędruszuka w kościele parafialnym w Nurcu Stacji.

Pierwsze dwa lata pracował jako wikariusz w Wyszkach, po roku czasu pełnił swoje powołanie w Strabli i Śledzianowie, następnie przez dwa lata przebywał w Dziadkowicach i znowu jeden rok w Winnej Poświętnej. Ostatnie cztery lata pracy wikariuszowskiej spędził w Ciechanowcu. W sierpniu roku 1997 objął probostwo w Szmurłach, skąd po dziesięciu latach przeszedł do Miłkowic Maciek, gdzie pierwszego marca zginał z rąk zabójców.

Chętnie uczestniczył w różnych zadaniach ogólnodiecezjalnych, w dekanacie nadbużańskim czyli drohiczyńskim był ojcem duchownym. Zadanie swoje wykonywał sumiennie, zawsze zatroskany o sprawy duszpasterskie, ale pamiętał również z troską o administracji, o porządku w otoczeniu. Miał ducha franciszkańskiego, lubił ptaki i w ogóle przyrodę. W naszej pamięci pozostaje jako kapłan wyjątkowo spokojny, chociaż nie bał się podejmować decyzji trudnych, zawsze jednak w zgodzie z Ewangelią i przepisami kościelnymi.

Miał przed sobą jeszcze wiele lat pracy kapłańskiej. Zginął u progu Wielkiego Postu, jakby ten sam, który kusił Pana Jezusa, bał się, że praca ks. Tadeusza przyczyni się do oczyszczenia wielu sumień, do lepszego przygotowania na przeżycie tajemnicy zmartwychwstania, do oderwania się od wszelkiego zła. I to właśnie zło postąpiło tak, jak czyni to od zawsze – uderzyło z bezwzględnością w życie kolejnego kapłana, którego ofiara łączy się z ofiarą Syna Bożego.

W tym momencie i w tym miejscu należy wsłuchać się w słowa Jezusowe, które wypowiedział w bliskości swojej męki. Pan Jezus niczego nie ukrywał, szczerze zapowiadał, że: „(…) przedtem wystąpią przeciwko wam, będą was prześladować, wydawać synagogom i wtrącać do więzień, wodzić przed królów i namiestników z powodu mojego imienia. Jednak to będzie o was (dobrze) świadczyć. (…)Będą zaś wydawać was w ręce nieprzyjaciół nawet wasi rodzice, bracia, krewni i przyjaciele i niektórych spośród was pozbawią życia. Z powodu mojego imienia wszyscy będą was mieć w nienawiści. Lecz nawet jeden włos z głowy waszej nie przepadnie. Dzięki swej wytrwałości ocalicie wasze dusze” (Łk 21, 12-19).

Ks. Tadeusz pozostał wierny powołaniu Chrystusowemu. Nie uląkł się przemocy. Do końca szedł za Jezusem. Nawet wtedy, gdy:

„Dręczono Go, lecz sam się dał gnębić,

nawet nie otworzył ust swoich.

Jak baranek na rzeź prowadzony,

jak owca niema wobec strzygących ją,

tak On nie otworzył ust swoich” (Iz 53,7).


3. Nawracajmy się, czas już najwyższy!


Zaledwie cztery dni wcześniej ks. Tadeusz podczas posypania głów popiołem przypominał wezwanie wielkopostne o potrzebie nawracania się, nawiązując do proroka Joela. On to wołał w imieniu Pana Boga: „Nawróćcie się do Mnie z serca całego, poszcząc, płacząc i lamentując. Serca rozdzierajcie, a nie szaty wasze, nawróćcie się do Pana Boga waszego! Bo jest On łaskawy i miłosierny, wielkoduszny i przebogaty w dobroć i boli Go wszelka człowiecza niedola” (Jl 2,12-13).

Mamy się nawracać z całego serca. Nie nam rozsądzać o winie. Nie nam wydawać wyroki. Ale to my możemy stawiać tamy złu, albo mu szeroko otwierać drzwi naszych domów, szkół i różnych instytucji; naszej kulturze i naszym zachowaniom! Nie możemy przejść obojętnie obok wyznania jednego z zabójców innego kapłana, który przyznał się, że uczynił to z nienawiści do księży katolickich. A skąd się ta nienawiść wzięła? Czy nie z naszych mediów, z wypowiedzi jakże licznych polityków i dziennikarzy, którzy z taką łatwością w poczuciu bezkarności, posługując się obelżywymi słowami, atakują kapłanów, wciąż dzielą biskupów, podstępnie ośmieszają kolejnych papieży? Uderzają w moralność i wszelki zdrowe zasady.

Na tak postawione pytanie, również w obliczu tej śmierci, należy jasno zareagować. Ale to nie wszystko. Nie możemy jedynie wskazywać palcem na innych. Przecież ci ludzie od dziecięcych lat słyszą to, co się mówi w domu; widzą to, co się dzieje w najbliższym otoczeniu. Jeżeli nie z jednej, to z drugiej strony, ale to zło atakuje. I czy stawiamy temu opór? Czy uczymy powstrzymywania się od zła, utajonego pod różnymi postaciami np. alkoholu i wszelkich środków odurzających? Czy uczymy skromności i pracowitości? A może chwalimy tych, którzy łatwo się bogacą, nie patrząc ani na uczciwość ani na sprawiedliwość, tylko na chęć zysku nawet kosztem ludzkiego życia?

Od takich pytań nikt z nas nie jest wolny. Nię chcę być wolny i ja. Stawiam je najpierw sobie, stawiam je wszystkim kapłanom i katechetom! To prawda, nie wszystko da się zrobić. I dlatego znad tej trumny płynie ku nam gorący apel: nawracajmy się, szczerze i zdecydowanie; zmieniajmy nasze życie i myślenie; świętymi bądźmy.

Sądy ludzkie wydają wyroki wskazując na konkretnych sprawców, chociaż wszyscy wiemy, że różne mogą być początki schodzenia na złą drogę. Módlmy się więc o nawrócenie sprawców tej tragedii, tych bezpośrednich i tych z daleka. I zróbmy wszystko, aby polskie dzieci i polską młodzież chronić przed wpływami zła. I nie tłumaczmy się, że są już dorośli. Dorosłości latami się nie zmierzy. Ale dorosłymi się staną wtedy, kiedy zauważymy, że potrafią odróżniać dobro od zła. Dajmy tę szansę kolejnym pokoleniom. Nie żałujmy trudu. Nie lękajmy się szczerej współpracy z Kościołem i szkołą. I bądźmy czujni na tych wszystkich, i na to wszystko, co sieje zło. Umiejmy reagować zdecydowanie i natychmiast. Sumienia dobrze ukształtowane są najwspanialszym wianem, jakie rodzice mogą ofiarować dzieciom.


5. W Bożym Miłosierdziu nasza nadzieja.


Umocnieni zaś wiarą w Boga, miejmy nadzieję, że ofiara ks. Tadeusza nie pójdzie na marne. Poucza nas o tym św. Paweł, jakby nas pytając: „Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Przyjmując wiec chrzest zanurzający nas w śmierci, zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca” (Rz 6,3-4).

Słowa św. Pawła maja swoje źródło w Ośmiu Błogosławieństwach, które zawierają wizję nowego człowieka, odkupionego przez Jezusa Chrystusa, zdążającego przez różne ziemskie doświadczenia ze śmiercią włącznie – ku uczestnictwu w zmartwychwstaniu Syna Bożego.

Z pewnością, bardziej wyraziście i przekonywująco brzmi ostatnie błogosławieństwo, gdy go słuchamy nad trumną kapłana-męczennika: „Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko zło na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie” (Mt 5,12-12a).

Głęboko wierzymy, że dusza ks. Tadeusza cieszy się wiecznym szczęściem, a my naszą modlitwą, naszym postanowieniem zachowywania się zgodnie z Bożymi przykazaniami, pragniemy podziękować Panu Bogu za ten dar kapłaństwa, którym obdarzył nas wszystkich, a zwłaszcza tych, z którymi duszpastersko pracował tutejszy ksiądz Proboszcz. Jemu to dziękujemy gorąco za posługę kapłańską, za sprawowane Msze św., pozostałe sakramenty, za nauki i katechezy, za śluby i pogrzeby, za wizyty duszpasterskie i odwiedziny chorych, za jego cierpliwość, pogodę ducha i wszelki przejaw gorliwości kapłańskiej.

Obecnemu tutaj ojcu, także Tadeuszowi i nieżyjącej matce Krystynie, całej Rodzinie wyrażam wdzięczność za przyjęcie daru powołania i współuczestnictwo w jego rozwoju, a później już w kapłańskiej działalności. Jednocześnie składam wyrazy współczucia. Wszyscy wierzymy w zmartwychwstanie, ale też każde ostatnie pożegnanie, zwłaszcza w takich okolicznościach jest źródłem wyjątkowego bólu. Nie jesteście sami! Jesteśmy razem! Jest z nami wiele osób, które nadesłały wyrazy współczucia, są z nami ci, którzy przebywają w niebie. Niech ta wspólnota, która objawiła się dzięki tej ofierze rozwija się coraz bardziej, niech będzie dla nas wezwaniem do modlitw o nowe powołania kapłańskie i zakonne, niech uczy nas mądrej i szczerej współpracy z każdym kapłanem. Niech nas strzeże przed szatańskimi pokusami, które zmierzają do zbrodni, do niszczenia, do zabijania tych, którzy w imię Chrystusa niosą nam nadzieję zbawienia wiecznego. Starajmy się z wdzięcznością przyjmować dar kapłaństwa. Oby spełniło się na nas proroctwo Joelowe,

a Pan nieba i ziemi – „Może się ku nam zwróci,

może żal się Mu nas zrobi?

Może wam znów swoje błogosławieństwo ześle

i znów składać będziecie ofiary z pokarmów i płynów,

aby uczcić Pana i Boga waszego?

Zadmijcie w róg na Syjonie

i posty święte zarządźcie,

ogłoście też święte zgromadzenie” (Jl 2,14).

I tak jak to ma miejsce dzisiaj:

„Niech między przedsionkiem a ołtarzem

zaczną lamentować kapłani,

zaś słudzy Pańscy niech mówią:

Miej litość, o Panie, nad Twoim ludem, nie wydawaj na pohańbienie dziedzictwa Twego” (Jl 2,17).

Jezu Miłosierny, przez wstawiennictwo Swojej Matki, św. Rocha i naszych Patronów, przez krew Męczenników dawnych i obecnych, przez śmierć Ks. Tadeusza okaż swoje miłosierdzie i przebacz nam winy nasze. Przebacz, Panie, przebacz ludowi swojemu! Amen.

+Antoni P. Dydycz

Biskup Drohiczyński

drukuj