Biurokracja młodym nie pomoże

Według Banku Światowego, polski system podatkowy (raport Doing Business
2012) dla firm został sklasyfikowany na 128. miejscu na świecie. Polski
przedsiębiorca (zatrudniający 60 pracowników w spółce z ograniczoną
odpowiedzialnością) potrzebuje 296 godzin rocznie na wypełnienie wszystkich
formularzy podatkowych za swoją firmę i swoich pracowników. To jest czas
zmarnowany na biurokratyczne procedury narzucone przez państwo. Rzeczywista
stopa opodatkowania dochodu wynosi ok. 43,6 proc. (uwzględniono podatki lokalne,
składki na ZUS za pracowników opłacanych przez pracodawcę oraz składki ZUS
właścicieli firmy). Czy w takiej rzeczywistości naprawdę należy skończyć rozmowę
o upraszczaniu podatków w Polsce?

Podatki a bezrobocie
Dla przykładu, w Hongkongu (3. miejsce na świecie pod względem przyjazności
systemu podatkowego dla przedsiębiorstw) liczba godzin, które poświęca
przedsiębiorca na wypełnienie wszystkich formularzy podatkowych i opłacenie ich,
wynosi ok. 80 rocznie, a rzeczywista stopa opodatkowania dochodu 23 procent.
Zatem przedsiębiorca w Hongkongu poświęca prawie cztery razy mniej czasu na
biurokrację i płaci przy tym prawie dwukrotnie mniejsze podatki. Efekt? Hongkong
ma bezrobocie w okolicach 3 proc. PKB na głowę liczone siłą nabywczą ok. 50 tys.
dolarów (za 2011 rok) i jeden z najwyższych wzrostów gospodarczych w państwach
rozwiniętych (ok. 7 proc. w 2010 r. oraz 5 proc. w 2011). Ponieważ dopiero co
wróciłem z podróży do Hongkongu, mogę potwierdzić, że ich system podatkowy oraz
wspieranie przedsiębiorczości poprzez zmniejszanie obciążeń biurokratycznych
jest tak proste, że rozsądnemu człowiekowi przyswojenie tej wiedzy może zająć
maksymalnie kilka godzin. Dzięki temu prawdziwy przedsiębiorca zajmuje się
robieniem interesów (czyli także tworzeniem nowych miejsc pracy), a nie
utarczkami z udręką biurokratyczną i strachem, co też niedługo wymyślą w
Warszawie, żeby "ulżyć" doli przedsiębiorców np. na Ziemiach Odzyskanych. A
podatek VAT w ogóle w Hongkongu jest nieznany. Może dlatego zarejestrowanych
jest tam (7 milionów mieszkańców) około miliona firm, a handel zagraniczny tego
miasta-państwa (z ponadpięciokrotnie mniejszą populacją niż Polska) jest
trzykrotnie większy od Polski. I jestem pewien, że młody człowiek w Polsce
chcący postawić swoje pierwsze kroki w biznesie, mając do wyboru system w
Hongkongu lub w Polsce, w 99 na 100 przypadków wybrałby tego azjatyckiego
tygrysa.

Żonglowanie podatkami
W Polsce nie da się prowadzić normalnie firmy, gdy co chwila zmieniają się
przepisy, często dosyć istotne (choćby w sprawie wysokości podatków lokalnych),
młodzi ludzie mają głównie postawę roszczeniową, a przepisy w wielu kwestiach
chronią głównie pracowników, choćby w najbardziej absurdalnych przypadkach. Na
nic zdadzą się programy rządowe czy kolejne ustawy mające na celu zwiększenie
pomocy dla przedsiębiorców. Na każdą pomoc potrzebne są pieniądze, a te rząd
bierze z naszych kieszeni. Po co więc płacić za coś, co i tak będzie
nieefektywne, a tylko przyniesie koszty. Jaki rządowy program w ostatnim
dwudziestoleciu okazał się pomocny młodym ludziom w znalezieniu pracy? Program
"pierwsza praca"? Znam wielu ludzi, którzy skorzystali z tego programu lub
systemu stażów opłaconych przez powiatowe urzędy pracy. Znam tych ludzi, bo
wielu z nich jest moimi rówieśnikami, razem się uczyliśmy, kończyliśmy studia. I
wiem jedno – ten program to tylko strata czasu młodych ludzi. Są wpychani przez
PUP-y do innych urzędów lub do przedsiębiorców szukających darmowego pracownika.
Młodzi ludzie nie nauczą się w takich warunkach żadnych przydatnych na rynku
umiejętności. Nie ma gorszej nauki dla młodego człowieka, jak trafić po studiach
do urzędu – nawyków, których się tam nauczy, może już nigdy się nie pozbyć.
Programy rządowe "pomagające" młodym ludziom zdobyć doświadczenie, tak naprawdę
szkodzą zarówno samym zainteresowanym, jak i psują rynek pracy. Zamiast tego
rząd mógłby zlikwidować płacę minimalną. W tej materii występuje całkowita
schizofrenia państwa. Jako przedsiębiorca nie mogę zatrudnić młodego absolwenta
po studiach za płacę niższą niż 1500 zł brutto. Ale to samo państwo, które mi
tego zabrania, może skierować do mnie na staż absolwenta z pensją 913,70
złotych, a więc prawie 600 złotych poniżej pensji minimalnej. To, co w moim
przypadku byłoby przestępstwem (wypłacanie pensji poniżej płacy minimalnej), w
przypadku państwa jest jak najbardziej legalne. Gdy zapytałem kiedyś panią w
PUP-ie, czy mogę dopłacić stażyście parę groszy, bo stawki, jakie wypłaca urząd,
są niskie, ta z pełną powagą odpowiedziała, że jest to zabronione i żeby mi nie
przyszły takie rzeczy do głowy (nie przyszło mi też do głowy zatrudnienie
stażysty, gdyż uważałem za niegodne korzystanie z usługi pracownika
zarabiającego 913,70 złotych). Czyli według naszego państwa młoda osoba po
studiach, która myśli o założeniu rodziny, ma przez pół roku pracować za 913,70
złotych, a przedsiębiorca nie może jej zatrudnić (bo to zabronione) za np. 1400
złotych. Jaka jest logika w takim wspieraniu miejsc pracy dla młodych ludzi? Dla
kogoś, kto uważa, że 1500 złotych pensji to mało, zapraszam na Ziemie Odzyskane,
by przekonać się, ile ludzie zarabiają na wsi (oczywiście na czarno, bo legalnie
nie mogą pracować za takie stawki).

Dajcie pracować
To, czego młodzi ludzie w Polsce potrzebują, to przyjazne im państwo, ale
przyjazne poprzez logiczny zbiór przepisów, oraz niewchodzące z urzędniczą butą
w każdą sferę życia gospodarczego. Traktowanie przedsiębiorców w Polsce jako
potencjalnych przestępców jest nagminne. Ile dochodu musi wypracować młody
człowiek, żeby otrzymać 2 tysiące złotych do ręki, a ile z tego, co mu zostanie,
zapłaci podatków w produktach, które kupi (VAT + akcyza), a z tego, co mu się
uda zaoszczędzić, to jeszcze dostanie podatek od oszczędności. Odsyłam do
raportu przygotowanego przez Instytut Globalizacji w zeszłym roku mojego
autorstwa "Cena państwa". Otóż zarabiający średnią krajową Polak zatrudniony na
umowę o pracę oddaje państwu 52,5 proc. swojego dochodu. Czyli de facto więcej
czasu niż połowę pracuje na mityczne państwo, któremu ciągle mało. A które teraz
ma jeszcze zabrać więcej, żeby wspierać tych, którym zabiera. Tak jak mawiał
złośliwie Ronald Reagan o polityce wspierania: "Jeśli coś działa, opodatkuj to.
Jeśli nadal działa, reguluj. Jeśli przestanie działać, dotuj".

Przepisy kontra przedsiębiorcy
W Polsce już nie działa, więc powstają pomysły dotacji (np. miejsc pracy dla
młodych ludzi). Ale przecież najpierw pracę opodatkowano maksymalnie wysokimi
podatkami, a później rynek pracy został przeregulowany. Kodeks pracy oraz
przepisy BHP odnośnie do pracy są pisane pod wielkie przedsiębiorstwa, niewielu
małych przedsiębiorców jest w stanie wypełnić wszystkie przepisy i stają się oni
potencjalnymi przestępcami. Może zamiast myśleć o tym, jak wspierać
przedsiębiorców, warto sobie zadać pytanie – kim jest przedsiębiorca? To osoba
kreatywna, która dostrzega sposobność osiągnięcia zysku poprzez zaspokajanie
potrzeb innych. Osoba potrzebująca dotacji nie mieści się w tej definicji.
Pozwólmy zatem przedsiębiorcom działać. Nie nakładajmy podatków na każdą możliwą
działalność człowieka, nie regulujmy sposobu siedzenia pracowników (są takie
zapiski). Uprośćmy przepisy podatkowe, znieśmy płacę minimalną (w Niemczech jej
nie znają i jakoś się utarło, że poniżej 800 euro miesięcznie się nie płaci).
Sukces umów cywilnych (zlecenie i o dzieło) w zatrudnianiu młodych ludzi nie
wziął się z tego, że to pazerni przedsiębiorcy tak sobie wymyślili. One po
prostu są bardziej logiczne na linii pracodawca – pracownik i pozwalają młodym
ludziom więcej zarobić.

Pozwólmy młodym działać
A przecież o to chodzi, by na starcie w dorosłość młody człowiek mógł jak
najszybciej uzbierać niezbędne kwoty do założenia rodziny. Ktoś, kto chciałby
jeszcze bardziej młodego człowieka opodatkować, a jego pracodawcę obłożyć
większymi regulacjami, tak naprawdę działa na szkodę młodych ludzi. I jeśli ktoś
powinien z tego kraju wyemigrować, to właśnie tacy ludzie. Najlepiej do
Hongkongu, by pobrać naukę, jak można zorganizować gospodarkę przyjazną
przedsiębiorcom. Bez dotacji, wielkich regulacji i z prostymi i niskimi
podatkami. To dlatego Hongkong zamienił się z wioski rybackiej w jedno z centrów
gospodarczych i finansowych świata. W Polsce zamiast pozwolić ludziom działać,
chcemy dotować miejsca pracy. To dlatego Gdynia jest ciągle peryferyjnym portem
na mapie światowej wymiany handlowej.
 

Marek Łangalis


Autor jest przedsiębiorcą branży stalowej, ekspertem gospodarczym Instytutu
Globalizacji.

drukuj