Bitwa o pamięć

Kazanie księdza biskupa Tadeusza Płoskiego, ordynariusza polowego Wojska Polskiego, wygłoszone 1 września 2008 r. w katedrze polowej w Warszawie, w 69. rocznicę wybuchu II wojny światowej i w Dzień Weterana

Co roku we wrześniu wspominamy tragiczny wybuch II wojny światowej i modlimy się za tych, którzy zginęli w obronie Ojczyzny. Dzisiaj mija 69 lat od tamtych wydarzeń. Hitlerowski najazd na Polskę rozpoczął gehennę śmierci i cierpienia ludzi i całych narodów. Ze szczególną wdzięcznością wspominamy dziś bohaterskich obrońców naszej Ojczyzny, którzy podczas kampanii wrześniowej przelewali krew dla jej ocalenia. Prosimy Boga, aby wynagrodził ich ofiarę w swojej chwale.

Pierwszy września 1939 roku należy do wyjątkowo czarnych dat w historii ludzkości. Sześćdziesiąt dziewięć lat temu zbrodniczym atakiem faszystowskich Niemiec na polskie miasta i wioski rozpoczęła się najbardziej barbarzyńska z wojen. Dzień ten jest jednocześnie początkiem heroicznych, niemających precedensu zmagań naszego Narodu z najeźdźcą. Początkiem drogi, która choć wiodła przez tragedie i dramaty wojenne, przez koszmar holokaustu czy przez pola bitewne Europy i świata, zakończyła się zwycięsko. Ustanowienie 1 września Dniem Weterana jest wyrazem hołdu dla tych wszystkich żołnierzy, bojowników o wolność i niepodległość, ludzi patriotycznych zasług, którym nasza Ojczyzna tak wiele zawdzięcza i z których tak bardzo jesteśmy dumni.

Wracając dziś pamięcią do tamtych bolesnych dni, modlimy się o dar pokoju dla naszej Ojczyzny i dla wszystkich narodów Europy i świata. „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5, 9).


Twórcze przeżywanie przeszłości


Wydarzenia przeszłości można wspominać na wiele sposobów: drobiazgowo i kolorowo różne szczegóły i szczególiki, przedstawiać interesująco i zabawnie, przeżywać z bólem i żalem, z nienawiścią i goryczą. Ale też z dystansem do tego, co było bolesne, ale szczęśliwie przeminęło. Można także spoglądać na przeszłość z wyciszeniem, z rezygnacją, z mądrością, jaką rodzi nowe twórcze zrozumienie tego wszystkiego, w czym uczestniczyliśmy, ale co już przeminęło.

Przeżywanie przeszłości ma istotne znaczenie w egzystencji każdego z nas, jeśli jest nie tylko – daremnym i czczym treściowo – „wspominaniem dziadów”, lecz uczciwym odczytywaniem sensu wydarzeń. W życiu chrześcijańskim liczy się ostatecznie wybaczenie, pojednanie, braterska miłość. Tylko takie przeżywanie przeszłości ma twórcze znaczenie dla mojej ludzkiej przyszłości i dla mojej chrześcijańskiej tożsamości. Wspólnoty ludzkie odradzają się i umacniają tylko wtedy, gdy poszczególni ludzie wchodzą na drogi sprawiedliwości, gdy wzrastają w miłości – gdy stają się nowymi ludźmi.

Doświadczenie uczy, że jeśli sami nie zadbamy o pielęgnowanie naszej historii i o godne uczczenie naszych zmarłych i pomordowanych, to nie uczynią tego za nas inni. Dlatego warto także zadbać o ośrodki dokumentujące los Polaków w czasie II wojny światowej, zarówno pod okupacją hitlerowską, jak i sowiecką. W imię prawdy i sprawiedliwości.

Jednak nie można przykładowo dopuścić do tego, aby ze środków publicznych powstał film fałszujący historię Polski. Głęboko wzburza nas fakt ukazania nowego wizerunku legendarnych obrońców Westerplatte, jaki chciał wykreować Paweł Chochlew: major Henryk Sucharski przedstawiony jako alkoholik-psychopata, a szeregowi żołnierze jako banda tchórzy i dezerterów, którzy biegali nago podczas służby. Polski Instytut Sztuki Filmowej musi wyjaśnić, dlaczego ten projekt dostał dofinansowanie.

„Nie zginęłaś, Polsko”

Dzieje Polski ostatniego półwiecza są pełne zamętu i niepokoju. Od dnia, kiedy rozpętała się II wojna światowa, Polska przez całe dziesiątki lat, z większym lub mniejszym natężeniem, była poddawana wyniszczającym działaniom naszych wrogów, atakujących zarówno z zachodu, jak i ze wschodu. Zastanawiający jest ten systematyczny wysiłek nieprzyjaciół zmierzający nie tylko do biologicznego wyniszczenia Narodu Polskiego, ale także do pozbawienia go wszelkiej moralnej siły, która pozwoliłaby Narodowi na wewnętrzną organizację i rozwijanie swego życia w oparciu o tysiącletnią tradycję kulturową i chrześcijańską tożsamość. Wrogowie nie tylko czynili wszystko, by zniszczyć naszą niepodległość i polityczną suwerenność, ale także zastosowali wobec Polski perfidny plan moralnej i duchowej degradacji poprzez podstępny nacisk ideologii antychrześcijańskiej i antyludzkiej. Pod tym względem nie było znaczącej różnicy między ideologią komunistyczną i hitlerowską: obydwie filozofie, które wsączano w świadomość Narodu, miały swe korzenie socjalistyczne, a poprzez Marksa i Lenina tkwiły korzeniami w satanizmie (J. Bajda).

Odpowiedzialność karna i moralna jest oczywiście osobista. Nowe pokolenie nie ma powodu poczuwać się do win wojennych. Należy zwalczać, częste skądinąd, myślenie w kategoriach odpowiedzialności zbiorowej i zemsty: wszyscy Niemcy odpowiedzialni za wojnę, Żydzi za grupę stalinowców, Polacy za paru bandziorów z Jedwabnego itd.

Nie oznacza to jednak, że ludzie nie uczestniczą w przestępstwach innych. Czynią to, gdy pochwalają, przyzwalają, usprawiedliwiają – zamiast się przeciwstawić czy potępić. Choć Niemcy byli w części ofiarami hitleryzmu, nie ulega wątpliwości, że na większości z nich ciążyła wina tego rodzaju i dlatego też odczuwali ją po wojnie. Wymiar społeczny, wspólnotowy natury ludzkiej powoduje również, że nawet jeśli nie ponosimy żadnej winy za daną zbrodnię, to jednak ze względu na jakieś pokrewieństwo (rodzinne, narodowe, duchowe) ze sprawcą wstydzimy się i żałujemy. Żal bez winy jest możliwy.

Niewątpliwym sprawcą II wojny światowej jest państwo niemieckie, osoba prawna. Napadając na Polskę, ściągnęło po prostu lawinę i powinno odpowiadać za skutki, jakie spadły na pokrzywdzonych, czy to Żydów, czy Polaków, czy Niemców, czy jeszcze innych. Ewentualnie w tej odpowiedzialności mogłoby uczestniczyć państwo rosyjskie. Nie w tej części jednak, jaką było prowadzenie wojny przeciwko napastnikowi, zniszczenie go i pozbawienie części terytoriów, gdyż są to następstwa, na jakie się naraża każdy, kto wszczyna wojnę. Można by je natomiast skarżyć za pakt z Hitlerem, a potem tolerowanie zbrodni popełnianych przez zdziczałych żołnierzy i nadużycia okupacyjne. W pewnym stopniu dotyczy to i aliantów zachodnich (M. Wojciechowski).

W przemówieniu radiowym w Watykanie zatytułowanym „Nie zginęłaś, Polsko” kard. August Hlond tak mówił do swoich rodaków: „Moja Polsko męczennico! Padłaś ofiarą przemocy, broniąc z poświęceniem bez granic świętej sprawy swej niepodległości. Z obowiązku dziejowego wywiązałaś się ze wspaniałą wielkością ducha. Więc stoisz w obliczu narodów w purpurze męczeństwa, z czystym sumieniem, w chwale wielkiej. Choć w gruzach, choć w strzępach, choć przez obcych zajęta, jesteś przedmiotem powszechnej czci, podziwu, współczucia. Swym tragicznym losem budzisz sumienie świata. (…) Czule was pozdrawiam, bohaterscy jeńcy i ranni wojenni, i wy, uchodźcy wszyscy, rozproszeni po Polsce i w gościnnych przyjacielskich krajach. Niech was Bóg pocieszy w udręce i niedostatku pielgrzymstwa i niech zachowa wasze siły do budowy nowej Polski po szczęśliwym powrocie do kraju”.


Ekspiacja św. s. Teresy Benedykty od Krzyża (Edyty Stein)


„Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełnijcie prawo Chrystusowe” (Ga 6, 2). To wskazanie św. Pawła Apostoła przyjęła i wypełniła dosłownie poprzez złożenie ofiary z własnego życia za Kościół i pokój na świecie Edyta Stein (siostra Teresa Benedykta od Krzyża). Z perspektywy czasu można postawić tezę, że jej szczególnym posłannictwem życiowym była ekspiacja.

Wierzyła, iż Bóg, będąc Bogiem żywych, a nie umarłych, nie „pragnie śmierci występnego, lecz jedynie tego, aby występny zawrócił ze swej drogi i żył” (Ez 33, 11). W świadomym więc oddaniu się Bogu w ofierze potwierdziła najpierw swoje intencje sprzed wstąpienia do Karmelu, a doświadczywszy potęgi zła, jakie wywołała druga wojna światowa, nieustannie ponawiała akt tego oddania za pojednanie ludzi. Ufała głęboko, iż Bóg Ojciec może odwrócić zło i uratować świat przed zagładą.

Jej pragnienie ekspiacji za grzechy innych ciągle wzrastało, ogarniając swym zasięgiem także prześladowców, którzy pogrążyli świat w nienawiści. Prześladowanie z ich strony przyjęła świadomie i dobrowolnie, aby przemienić je w błogosławieństwo dla narodów i postawić tamę nienawiści, która zawsze rodzi nową nienawiść.

Najpełniej ekspiacyjną postawę Edyty Stein wyrażają końcowe słowa z jej dzieła „Wiedza Krzyża”, które pisała w ostatnich dniach życia. „Gdy człowiek zrozumie, że Chrystus w ostatecznym poniżeniu, w unicestwieniu dokonał największego dzieła pojednania i złączył ludzkość z Bogiem, zrozumie też, że jego do zjednoczenia z Bogiem prowadzi śmierć krzyżowa”.


Dzień Weterana łączy nas wszystkich


Czujemy się zaszczyceni, że w 69. rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej w katedrze polowej Wojska Polskiego, matce kościołów garnizonowych, modli się dzisiaj tak godne grono kombatantów. Ludzi, których męstwo i poczucie patriotycznego obowiązku budzą najgłębszy szacunek kolejnych pokoleń Polaków. W Dniu Weterana składamy Wam – i wszystkim bohaterom walk o honor i niepodległość Ojczyzny – najgłębsze wyrazy wdzięczności i uszanowania.

Dzień Weterana łączy nas wszystkich. Udowadniamy samym sobie, dajemy przykład młodym pokoleniom, że my, Polacy, nie tylko umiemy walczyć o kraj w chwilach zagrożenia, lecz także potrafimy w porozumieniu i wzajemnym poszanowaniu budować nasz wspólny dom, jego pomyślną teraźniejszość i przyszłość.

Uwielbiajmy miłosiernego Ojca w niebie także za to, że przez beatyfikację 108 polskich Męczenników z okresu II wojny światowej dał Ludowi Bożemu na polskiej ziemi, na nasze czasy, możnych orędowników i żywe wzory, jak zwyciężać w Chrystusie. Jest wśród nich błogosławiony ks. kmdr ppor. Władysław Miegoń, kapelan marynarki wojennej, znany z wielkiej dobroci i oddania Bożej sprawie. Parafianie mówili o nim: „nasz ojciec”, „święty, który chciał otworzyć bramy nieba dla wszystkich”. Aresztowany, gdyż nie chciał pozostawić rannych marynarzy. Wyniszczony przez choroby i przez nieludzkie warunki obozowe w Dachau, zmarł 15 września 1942 roku, po dwóch miesiącach pobytu w tym miejscu wyniszczenia duchowieństwa katolickiego.

Przyzywajmy zatem szczególnie dziś z ufnością ich wstawiennictwa:

Panie i Boże nasz, który obdarzyłeś łaską męczeństwa sługi Twoje, synów i córki z polskiej ziemi, bądź uwielbiony za dar ich wiary i miłości, za ich ufność w potęgę modlitwy, za kapłańską posługę, za umiłowanie ludzi i ziemi ojczystej.

Bądź uwielbiony za to, że z Twoim słowem miłosierdzia i pojednania niestrudzenie przekraczali wszelkie granice ludzkich podziałów, aby wszyscy stanowili jedno w wysławianiu Twojej miłości.

Bądź uwielbiony za ich heroiczną miłość, dla jakiej przyjęli cierpienie i śmierć męczeńską, naśladując Ofiarę Boskiego Mistrza.

Boże w Trójcy Świętej jedyny, niech będzie uwielbione Twoje święte Imię przez Błogosławionych Męczenników z naszej polskiej ziemi, teraz i na wieki.

Amen.

drukuj