Bilion do podziału

Bruksela rozpoczęła prace nad nowym wieloletnim budżetem Unii Europejskiej
na lata 2014-2020

Jeszcze przed rozpoczęciem obrad część krajów zaprotestowała przeciw
proponowanym przez Komisję Europejską rozwiązaniom. Kilka państw na czele z
Francją, Wielką Brytanią i Niemcami już na wstępie zaznaczyło, że nie zamierzają
poprzeć budżetu, jeśli wydatki w nim zawarte będą na tak wysokim poziomie, jak
proponuje Komisja. Najnowsze ustalenia José Barroso i jego komisarze mówią o
budżecie w wysokości ok. 970 miliardów euro oraz wzroście wydatków o ok. 5 proc.
w stosunku do lat 2007-2013.
Wczoraj odbyła się tzw. rada ds. ogólnych, czyli posiedzenie ministrów ds.
europejskich. Omawiali oni propozycję KE w sprawie budżetu w trzech podstawowych
aspektach i największy sprzeciw budzi sprawa struktury budżetu. Pierwotne plany
zakładały bowiem wyłączenie z niego kilku funduszy, w tym – jak informują
agencje – wydatków na Galileo, eksperymentalny reaktor termojądrowy, walkę z
klęskami żywiołowymi oraz z globalizacją. Wobec tych propozycji najgłośniej
protestowała Francja, ponieważ oznacza to, że główną część wydatków na
wymienione cele poniosą płatnicy netto, czyli państwa, które do unijnej kasy
wkładają więcej, niż z niej wyjmują. W zeszłym roku na czele tej tabeli znalazły
się Niemcy, wobec czego także i nasi zachodni sąsiedzi zamierzają protestować. W
tych działaniach mają ich poprzeć także Brytyjczycy, Włosi, Szwedzi, Finowie,
Holendrzy, Duńczycy i Austriacy.
Wspomniane państwa złożyły wczoraj oficjalną deklarację, która jednoznacznie
stwierdza, że propozycja wydatków przedstawiona przez KE jest zbyt wysoka.
"Podwyższenie wydatków w nowych wieloletnich ramach finansowych jest
zdecydowanie za duże w stosunku do tego, czego wymaga stabilizacja budżetu
europejskiego" – czytamy w dokumencie. Odnoszą się one w ten sposób do złożonego
29 czerwca br. projektu stwierdzającego, że unijna kasa w latach 2014-2020
będzie dysponowała kwotą 972,2 mld euro. Wszystkie dziewięć państw nalega jednak
na ograniczenie wydatków. Zgodnie z propozycją KE nowa perspektywa zakłada
zablokowanie wydatków na poziomie 1,05 proc. unijnego PKB. W rzeczywistości
oznacza to jednak zwiększenie realnych wydatków aż o 5 proc. w stosunku do
budżetu na lata 2007-2013.
Wszystko wskazuje więc na to, że im negocjacje w tej sprawie pogłębiają się, tym
pojawia się coraz więcej odmiennych zdań. Już bowiem podczas pierwszych jeszcze
nieformalnych spotkań ministrów poświęconych budżetowi na lata 2014-2020
pojawiły się głosy sprzeciwu. Wówczas wprawdzie zaproponowany przez KE dokument
uznano za wystarczającą bazę do dalszych negocjacji, lecz już wtedy Wielka
Brytania, Szwecja i Węgry wyrażały wątpliwości co do jego treści. Dziś dołączają
do nich kolejne kraje.
 

Łukasz Sianożęcki

drukuj