Biegli wytknęli śledczym błąd

Prokuratura powinna wszcząć odrębne postępowanie w sprawie poświadczenia
nieprawdy przez rosyjskich biegłych – twierdzą prawnicy. Biegli wytknęli wczoraj
prokuratorom, że sekcje zarządzili za późno. W efekcie szeregu arcyważnych badań
nie da się przeprowadzić.

Czynności sekcyjne wykonywane na terenie Federacji Rosyjskiej były
pozorowane. Z punktu widzenia medycznego przeprowadzono je w sposób niewłaściwy
– oceniają pełnomocnicy rodzin, których bliscy zginęli na Siewiernym. – Doszło
do rażących nieprawidłowości, jeśli chodzi o procedurę sekcyjną wykonywaną przez
stronę rosyjską. Co więcej, te rażące nieprawidłowości spowodowały, że wyniki
sekcji były nieprawidłowe. Natomiast polscy biegli mieli bardzo trudną sytuację,
bo po dwóch latach, kiedy nastąpił rozkład ciała, wyniki badań nigdy nie będą
takie, jakie były możliwe do osiągnięcia dwa lata wcześniej. Chodzi tu
oczywiście o nienasycenie pewnych narządów, ale też o pewne czynności wykonane
przez Rosjan – mówi mec. Rafał Rogalski, pełnomocnik wdowy po wicepremierze
Przemysławie Gosiewskim. Analiza szczątków po dwóch latach od śmierci
praktycznie uniemożliwia wykrycie ewentualnych śladów materiałów wybuchowych czy
amunicji. Jak dowiedział się "Nasz Dziennik", biegli, którzy uczestniczyli przy
ekshumacji Janusza Kurtyki i Przemysława Gosiewskiego, uważają, że szanse na to
są praktycznie zerowe. Próbki do badań pod tym kątem zostały jednak przez nich
zabezpieczone. Zespół biegłych jest również zdania, iż gdyby do sekcji doszło
wcześniej, tj. po katastrofie, trwałyby one zdecydowanie dłużej – ze względu na
to, że byłaby wówczas możliwość przeprowadzenia szerszej gamy badań.
Pełnomocnicy rodzin uważają, że Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która
prowadzi śledztwo smoleńskie, powinna wszcząć odrębne postępowanie w sprawie
poświadczenia nieprawdy przez biegłych rosyjskich przeprowadzających sekcje
ofiar katastrofy smoleńskiej. – Jeśli dowodowo potwierdzą się pewne
nieprawidłowości, prokuratura wojskowa powinna wdrożyć odpowiednią procedurę
celem pociągnięcia do odpowiedzialności karnej osób, które poświadczyły
nieprawdę w dokumentacji sądowo-medycznej ofiar – deklaruje mec. Rogalski. Tego
samego zdania jest mec. Zbigniew Cichoń, pełnomocnik Zuzanny Kurtyki. –
Prokuratura powinna wszcząć odrębne postępowanie karne przeciwko osobom, które
poświadczyły nieprawdę – potwierdza prawnik.

Przesłuchanie kogokolwiek ze strony rosyjskiej będzie jednak bardzo trudne ze
względu na ogólnie znany stan – niechęć Federacji do współpracy. Czy doszło do
znieważenia zwłok ofiar? Zgodnie z polskim kodeksem karnym za znieważenie
przyjmuje się takie postępowanie lub jego zaniechanie, które narusza godność
ludzką. Sformułowanie jest nieostre, stąd możliwość wielu interpretacji. Czy o
znieważeniu ciała można byłoby mówić, gdyby okazało się, że zostało okaleczone
lub zostało włożone do trumny bez ubrania? – Dla rodzin jest to znieważenie, po
ludzku rzecz ujmując. Jednak z punktu widzenia znamion przestępstwa wskazuje to
tylko na rażące nieprawidłowości ze strony Rosjan – ocenia mec. Rogalski. Beata
Gosiewska tuż po katastrofie przekazała garnitur i pozostałe elementy garderoby
męża stronie rosyjskiej, by ubrała w nie ciało. Jednak garnitur, buty, koszula i
bielizna zostały odesłane do Polski. Na ciele Przemysława Gosiewskiego był
rozłożony biały całun, na tym z kolei został rozłożony garnitur – przekazany
przez stronę rosyjską. W trumnie była też reszta rosyjskiej garderoby, w tym
buty – też rosyjskie.

Według art. 262 kk, kto znieważa zwłoki, prochy ludzkie lub miejsce spoczynku
zmarłego, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia
wolności do lat dwóch.

Dlaczego sekcji zwłok ofiar nie przeprowadzono tuż po katastrofie w Polsce? W
ocenie prawników, fakt zaniechania tych czynności to kardynalny błąd
prokuratury. Wojskowa Prokuratura Okręgowa już kilka miesięcy po katastrofie
przyznawała, że sekcje można było przeprowadzić. – Oczywiście, że istniała
możliwość powtórzenia sekcji, nie było tutaj żadnej przeszkody prawnej –
przyznawał w sierpniu, a więc pięć miesięcy po katastrofie, płk Jerzy Artymiak,
obecnie Naczelny Prokurator Wojskowy, odpowiadając na pytania dziennikarzy o
badanie ciała prezydenta Lecha Kaczyńskiego. – Gdybyśmy mieli jakiekolwiek
wątpliwości co do jakości czy rzetelności tej sekcji, to wówczas prokurator
nakazałby, żeby zwłoki prezydenta przewieźć do prosektorium i przeprowadzić
ponowną sekcję, tym razem przez polskich lekarzy – podkreślał Artymiak. I
zapewniał, że takich wątpliwości po prostu nie było, a w sekcji prezydenta w
smoleńskim "morgu" uczestniczył szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej gen.
Krzysztof Parulski. – Takiej sytuacji nie ma co rozważać; przeprowadzenie tej
sekcji na terenie Rosji, w obecności polskiego prokuratora, miało stworzyć
gwarancje jej rzetelności – stwierdził wtedy Artymiak. W sekcjach pozostałych
ofiar polscy prokuratorzy już nie uczestniczyli. Dlaczego? Bo przeprowadzono je,
zanim polscy prokuratorzy przyjechali do Moskwy. Przy tych czynnościach nie było
też polskich lekarzy sądowych. O kwestię przeprowadzenia w kraju sekcji zwłok
ich bliskich rodziny smoleńskie pytały niejednokrotnie. Jak podkreśla Ewa
Kochanowska, wdowa po Januszu Kochanowskim, rzeczniku praw obywatelskich,
podczas spotkania z ministrem Tomaszem Arabskim i minister Ewą Kopacz w Moskwie,
które odbyło się w obecności Rosjan, minister Arabski bardzo zdecydowanie
przekonywał rodziny, że mają dokonać identyfikacji na terenie Rosji, ponieważ
nie będą mieć tej możliwości w Polsce – ze względów sanitarnych rodziny nie będą
mogły otwierać trumien. – On nie mówił do nas, on mówił do tych Rosjan, którzy
znajdowali się na sali – zaznacza Kochanowska.

Kłamstwa Kopacz

Warto przypomnieć deklaracje minister Kopacz, która wielokrotnie przekonywała
opinię publiczną o obecności polskich lekarzy przy sekcjach zwłok. Według
minister, w przypadku wszystkich ciał zostały one przeprowadzone, ponieważ taka
jest procedura. "Z wielką uwagą obserwowałam pracę naszych patomorfologów przez
pierwsze godziny. Pierwsze godziny nie były łatwe i to państwo musicie wiedzieć.
Przez moment nasi polscy lekarze byli traktowani jako obserwatorzy tego, co się
dzieje. To trwało może kilkanaście minut, a potem, kiedy założyli fartuchy i
stanęli do pracy razem z lekarzami rosyjskimi, nie musieli do siebie nic mówić.
Wykonywali jak fachowcy swoją pracę, z wielkim poszanowaniem ofiar tej
katastrofy – perorowała w Sejmie Kopacz pod koniec kwietnia 2010 roku. – Lekarze
i ci, którzy dokonywali identyfikacji zwłok, na pewno widzieli ślady po sekcji
na ciałach – odpowiadała dziennikarzom. "Oni zapewniali mnie, że wszystkie
czynności zostały przeprowadzone. Sekcja zwłok jest działaniem obowiązkowym,
przeprowadza się ją rutynowo w takich przypadkach. Jak twierdzą polscy lekarze,
na miejscu zostały pobrane próbki do toksykologii. Lekarze czy prokuratorzy,
którzy tam pracowali, to wybitni eksperci, specjaliści. Musimy mieć do nich
zaufanie" – przekonywała obecna marszałek Sejmu w "Gazecie Wyborczej". Później
okazało się to nieprawdą.

Anna Ambroziak

drukuj