Bez dachu nad głową

Płacz, rozpacz, niepewność jutra. Ludzie, którzy stracili swoje domy,
z lękiem patrzą w przyszłość. W Podchybiu, Łaśnicy i Kłodnem nie było
wielkiej wody, która zalewała gospodarstwa. Tam na skutek obfitych opadów
osunęły się zbocza gór. Schodząca w dół ziemia zabierała ze sobą
wszystko.

Podchybie
– Wstałem rano, włączyłem telewizor i nagle usłyszałem jakiś dziwny dźwięk.
Po chwili córka, która wybierała się do pracy, zaczęła krzyczeć, że
droga przed domem pękła. Chciałem wyjść z domu i sprawdzić, co się
dzieje, i nagle zobaczyłem, że w moim domu sypie się tynk – relacjonuje Jerzy
Musiał.
Zdążył zbudzić swoją rodzinę i wyjść z domu, zanim budynek runął.
Pozostały po nim zgliszcza…
– W jednej chwili straciłem cały dobytek życia – ze łzami w oczach mówi mężczyzna.
Pan Jerzy z żoną zamieszkał u córki, a druga córka z mężem i dwójką
dzieci znaleźli schronienie u teściowej.
W Podchybiu zawaliły się trzy domy. W Izdebniku, gdzie obecnie mieszka pan
Jerzy, wiele budynków groźnie popękało. – Droga została zerwana. Nie ma do
nas dojazdu. Dobrze, że Caritas czasami dostarczy nam wodę i coś do jedzenia
– mówią poszkodowani.
Mieszkańców Podchybia odwiedził po tragedii premier Donald Tusk. – Obiecał
nam, że tak jak mieszkamy na swoim, tak będziemy mieszkać. Przyrzekł dla każdego
pomoc po 6 tysięcy złotych, a potem 100 tysięcy. Do tej pory otrzymaliśmy
dopiero 6 tys., po te 100 na razie nawet nie kazali nam przychodzić, bo po
prostu ich nie ma – z rozpaczą opowiada pan Jerzy. A jego sąsiad dodaje: –
Kiedy tu był Tusk, obiecałby nam chyba wszystko, a prawda jest taka, że teraz
zostaliśmy sami. Nikogo nie obchodzimy.
Żal państwa Musiałów jest tym większy, że wraz z osunięciem się góry
stracili także dużą działkę budowlaną – jedyną, jaką mieli. Ich dom był
ubezpieczony na 80 tysięcy. – Przyjechał ubezpieczyciel i powiedział nam, że
dostaniemy tylko za dom, za szopę, która stoi po drugiej stronie, już nie. Co
więcej, na razie w tym tygodniu mamy dostać 300 zł zaliczki, żeby uprzątnąć
gruzowisko, jakie zostało z domu. A czym ja mam to zrobić? Jesteśmy tu odcięci
od świata, nie ma do nas dojazdu. Mam tylko dwie ręce. Nimi mam to wszystko
zbierać? – pyta mężczyzna. Dodaje, że o pieniądzach z ubezpieczenia na
razie nie ma nawet mowy. – Gdybym miał działkę oraz te pieniądze z
ubezpieczenia i od rządu, jakoś bym sobie poradził. Teraz mieszkam kątem u córki.
Nie wiadomo nawet, czy jej dom, który też popękał, wytrzyma. To prawdziwy
koszmar. Wszystko, co mam, to 600 zł renty na mnie i na żonę – wyznaje Jerzy
Musiał.

Łaśnica
Mała osada, a właściwie ulica w Lanckoronie, wokół której znajduje się
kilkadziesiąt domów. Już dziś wiadomo, że ponad 20 z nich jest
uszkodzonych. – Tu już nikt nie mieszka. Wszyscy przenieśli się do swoich
rodzin. Boją się. Geolodzy, którzy tu pracują, mówią, że zbocze osuwa się
od 3 do 5 cm na dobę. Stale. To wszystko się jeszcze nie skończyło –
opowiada Teresa Sarapata z Łaśnicy, jedna z nielicznych, której dom nie został
uszkodzony.
W Łaśnicy tragedia wydarzyła się również w czasie majowej powodzi. Wraz z
ulewą, która przechodziła nad miejscowością, zaczęła osuwać się ziemia.
Ludzie w panice rzucili się do ucieczki. Dwie rodziny zostały ewakuowane do
hotelu w Lanckoronie. Po tygodniu musiały go opuścić. Ale dokąd pójść,
gdy nie ma domu? Pomoc też nie nadchodzi. – Nie otrzymaliśmy – jak mówią –
nawet obiecanych 6 tys. złotych.
Jak się dowiedzieliśmy, gmina nie ma mieszkań socjalnych dla poszkodowanych.
Na stronie internetowej Lanckorony opublikowany został apel o pomoc, w którym
czytamy: "W związku z krytyczną sytuacją 40 rodzin mieszkańców
Podchybia, Izdebnika i Lanckorony – przysiółek Łaśnica, których budynki
mieszkalne nie nadają się do zamieszkania – zwracamy się z apelem do mieszkańców
o zgłaszanie możliwości wynajęcia mieszkań dla osób poszkodowanych".
Sekretarz gminy Teresa Florek podkreśla, że pilnie potrzebnych jest kilka
mieszkań co najmniej na rok. Według niej, poszkodowani raczej nie wrócą już
do swoich domów, także tych, które jeszcze stoją, bo uszkodzenia konstrukcji
to wykluczają. Co dalej? Trwają rozmowy i dyskusje…

Kłodne
Tu tragedia wydarzyła się zaledwie tydzień temu. – W nocy dostałem telefon
od kolegi i ogłosiliśmy alarm. Nie wiedzieliśmy nawet, co się dzieje, ale
czuliśmy, że coś niedobrego. Szybko zebraliśmy strażaków i pojechaliśmy w
górę pod las. A tam już była tragedia. Las trzaskał, drzewa pękały,
ziemia się ruszała… Budziliśmy ludzi, nakazaliśmy wszystkim uciekać. Często
w ostatniej chwili udawało im się ocalić życie. – Kiedy z jednego domu wyciągnęliśmy
rodzinę na zewnątrz, zaraz potem budynek już nie istniał – opowiada
Eugeniusz Krzyżak, naczelnik OSP w Męcinie.
Mieszkańcy podkreślają, że wszystko wydarzyło się niemal w jednej minucie.
W nocy zostali ewakuowani do szkoły, położyli dzieci spać. Po kilku
godzinach alarm. Mury szkoły zaczęły pękać. Znów musieli się ewakuować –
tym razem do szkoły w Męcinie. – Oddałabym wszystko: laptopa, magnetofon,
telewizor, byleby wrócić do domu – płacze mała Ania. Problem w tym, że ani
laptopa, ani magnetofonu, ani domu nie ma…
Dyrektor Szkoły Podstawowej w Kłodnem oraz sołtys wsi Kłodne proszą o
przekazywanie darów dla poszkodowanych przez osuwisko mieszkańców. Teraz
najbardziej potrzebny jest nowy, nieużywany sprzęt gospodarstwa domowego:
pralki, lodówki, kuchenki gazowe, kuchenki mikrofalowe, odkurzacze, garnki,
naczynia, talerze, sztućce itp., wersalki, tapczany oraz artykuły chemiczne.
– Jesteśmy zrozpaczeni. Tego, co tu przeżyliśmy i wciąż przeżywamy, nie da
się opisać. Boimy się, jak te przeżycia odbiją się na naszych dzieciach –
mówi pan Józef z Kłodnego.
W poniedziałek rano Władysław Pazdan, wójt gminy Limanowa, otrzymał
informację od ministra MSWiA Jerzego Millera, że wieś Kłodne zostanie objęta
specjalnym programem rządowym mającym na celu pomoc poszkodowanym przez
osuwisko.
Wszyscy podkreślają, że szans na odbudowę budynków nie ma żadnych. Ponad
20 domów zostało zniszczonych, a tym samym wiele osób nie ma dachu nad głową.
Mieszkają kątem u rodzin, bliskich, znajomych. Niektórzy nadal przebywają w
szkole – nie mają dokąd iść. Czekają na pomoc…

Małgorzata Pabis

drukuj