Berlin wyklucza rehabilitację

Nieoczekiwany zwrot w polsko-niemieckich negocjacjach dotyczących statusu
Polaków mieszkających w RFN. Jak ustalił "Nasz Dziennik", wszystkie partie w
Bundestagu wykluczyły możliwość poparcia w głosowaniu deklaracji rehabilitującej
przedwojenną mniejszość polską zdelegalizowaną przez władze III Rzeszy.

Berlin bardzo szybko wychwycił płynące z Warszawy sygnały o nieprzywiązywaniu
wagi do własnej polityki historycznej, de facto osłabiające pozycję Polski na
arenie międzynarodowej. Po próbach zanegowania przez obóz prezydencki
kwalifikacji zbrodni katyńskiej jako ludobójstwa Niemcy uznali, że nie mają
powodów, by przyznawać się do własnych zbrodni popełnionych na Polakach, którzy
byli obywatelami III Rzeszy.
W trakcie środowego spotkania grupy roboczej w ramach tzw. okrągłego stołu w
Berlinie okazało się, że Niemcy, bez porozumienia ze stroną polską, zmienili
swoje wcześniejsze stanowisko i w deklaracji końcowej zabraknie formuły o
rehabilitacji przez Bundestag mniejszości polskiej mieszkającej na terenie
przedwojennej Rzeszy. Zerwaniem rozmów z Berlinem zagroził Związek Polaków w
Niemczech spod znaku Rodła (ZPwN "Rodło"), żądając od polskiego rządu wycofania
się z udziału w rozmowach. Co ciekawe, jeszcze dzień wcześniej wiceszef
departamentu współpracy z Polonią w polskim MSZ Stanisław Cygnarowski sprawę tę
– obok zabiegów o odszkodowania dla organizacji mniejszości polskiej za mienie
wywłaszczone w Niemczech – zaliczył do najpilniejszych.
W ramach rozpoczętego przed rokiem procesu tzw. polsko-niemieckiego okrągłego
stołu, w którym uczestniczą przedstawiciele mniejszości polskiej w Niemczech i
mniejszości niemieckiej w Polsce, za pośrednictwem wiceministrów spraw
wewnętrznych obydwu państw powstały specjalne grupy robocze. Jedna z nich, tzw.
pierwsza, zajmująca się sprawami pamięci, historii oraz kwestiami prawnymi,
zebrała się w środę w Berlinie. Podczas rozmów nagle wyszło na jaw, że Niemcy w
formułowanej właśnie deklaracji nie widzą miejsca na rehabilitację przedwojennej
polskiej mniejszości. Zamiast formalnej rehabilitacji Niemcy są gotowi wyrazić
jedynie ubolewanie i ewentualnie przyznają, że zamordowanie działaczy
polonijnych było bezprawne. Zaskoczenie takim obrotem sprawy było ogromne. Jeden
z członków okrągłego stołu Marek Wójcicki ze Związku Polaków w Niemczech spod
znaku Rodła w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" przyznał wzburzony, że zarówno
obecna w Berlinie polska strona rządowa, jak i przedstawiciele polskiej
mniejszości są takim dictum porażeni.
– Dla Związku Polaków w Niemczech spod znaku Rodła od początku było dziwne, że
prace nad deklaracją, uchwałą czy oświadczeniem o rehabilitacji naszych
przedwojennych członków utrzymywane są w tak wielkiej niemieckiej tajemnicy, a
my jako najbardziej przecież zainteresowani w praktyce nie jesteśmy do tych prac
przez stronę niemiecką dopuszczani – mówi Wójcicki. – Przez kilkanaście miesięcy
Niemcy prowadzili ze stroną polską grę, która – jak się powoli okazuje – była
zwykłym cynicznym mydleniem oczu – dodaje.
Żadna z istniejących w niemieckim parlamencie frakcji politycznych nie chce
rehabilitacji polskiej mniejszości. – Niestety, wszystko wskazuje na to, że jest
to prawda – przyznaje Wójcicki. – A jeżeli tak jest w istocie, to wycofujemy się
z jakichkolwiek rozmów z Niemcami, ponadto żądamy tego samego od polskiego
rządu. Dodatkowo żądamy wstrzymania jakichkolwiek rozszerzeń przywilejów dla
niemieckiej mniejszości w Polsce – dodaje. W tej sytuacji Rodło rozpoczyna
bojkot wszelkich rozmów z Niemcami, a już na pewno nie weźmie udziału w
uroczystościach z okazji 20. rocznicy podpisania niewypełnionego
polsko-niemieckiego traktatu. – Nie mamy absolutnie czego świętować – denerwuje
się Wójcicki. – Nie cofniemy się ani o milimetr i nadal żądamy symetryczności w
traktowaniu niemieckiej mniejszości w Polsce – dodaje szef Rodła. I przypomina,
że mieszkający w Polsce Niemcy mają prawa, o których Polacy w RFN mogą tylko
pomarzyć.
Senator Dorota Arciszewska-Mielewczyk (PiS) domaga się w tej sytuacji rozważenia
odebrania przywilejów niemieckiej mniejszości. – Nie mówimy o odebraniu im
żadnych praw, ale o odebraniu nadanych im przywilejów – podkreśla.
Jak przypomina, wielokrotnie pisemnie informowała premiera Donalda Tuska o
asymetrii w traktowaniu polskiej i niemieckiej mniejszości. Bez rezultatu. – Już
wtedy proponowaliśmy w związku ze złym traktowaniem w Niemczech polskiej
mniejszości cofnąć niemieckiej mniejszości przywileje – przypomina senator. Jej
zdaniem, rząd zamiast reprezentować polską mniejszość w Niemczech, ogranicza się
do działań PR-owskich. – Rząd odgrywa coś w rodzaju teatru i zamiast prowadzić
twarde rozmowy, woli być poklepywany i dobrze odbierany przez Niemców –
stwierdza senator. Strona niemiecka doskonale to wykorzystuje.

Czego domagali się Polacy?
W trakcie dotychczasowych rozmów strona niemiecka obiecywała rehabilitację
przedwojennej polskiej mniejszości, która padła ofiarą narodowego socjalizmu.
Wiceminister spraw zagranicznych w Berlinie Christoph Bergner zobowiązał się, że
zadba, by sprawa ta trafiła pod obrady Bundestagu jeszcze przed uroczystościami
20. rocznicy podpisana traktatu polsko-niemieckiego. Związek Polaków w Niemczech
"Rodło" zaproponował niemieckiemu MSZ pomoc przy pracach nad formułą deklaracji.
– Niestety, strona niemiecka od razu odrzuciła naszą propozycję, a teraz już
wiemy, że tak naprawdę od początku nie było żadnej woli do przeprowadzenia
takiej rehabilitacji – mówi Wójcicki. Warto dodać, że strona niemiecka odrzuciła
współpracę zarówno Rodła, jak i polskich naukowców. Oprócz formalnej
rehabilitacji Rodło postulowało powołanie fundacji organizacji polskich, wypłatę
odszkodowań dla istniejącego jeszcze przed wojną Związku Polaków w Niemczech
oraz uregulowania kwestii nauczania języka polskiego w szkołach w RFN.
Wójcicki apeluje do rządu Donalda Tuska, by nie rezygnował z twardej postawy i z
całą siłą wsparł żądania Polaków w Niemczech, w tym kwestię przywrócenia statusu
mniejszości narodowej. – Nawet sami Niemcy w rozmowach oficjalnych lub
prywatnych coraz częściej używają określenia "polska mniejszość narodowa", więc
nie widzę powodu, żeby nagle polski rząd miał z tego dobrowolnie rezygnować –
podkreśla. – W wielu niemieckich publikacjach coraz częściej pojawia się
określenie "polnische Minderheit", czyli "polska mniejszość narodowa". Chcemy
być tak samo traktowani jak Niemcy w Polsce – dodaje Wójcicki.
Z prośbą o ustosunkowanie się do regresywnego stanowiska strony niemieckiej
zwróciliśmy się wczoraj do polskiego MSZ. Na odpowiedź wciąż czekamy.

 

Waldemar Maszewski, Hamburg

drukuj