Audyt MAK wskazany
Z adwokatem Ryszardem Lubasem, byłym wykładowcą na Wydziale Lotnictwa
Politechniki Rzeszowskiej i kontrolerem ruchu lotniczego, rozmawia Anna
Ambroziak
Zdaniem niektórych ekspertów, procedowanie w ramach załącznika 13 do
konwencji chicagowskiej, przyjętego do badania katastrofy smoleńskiej, było
błędem.
– Załącznik 13 i dokumenty ICAO traktujące o metodach i sposobach badania
wypadków lotniczych uważam za pewnego rodzaju narzędzie ułatwiające uzyskanie
odpowiedzi na podstawowe pytania: dlaczego wypadek się zdarzył i co robić w
przyszłości, by takich wypadków uniknąć. To dla mnie rzecz oczywista. Nie ma na
świecie lepszych metod badawczych niż te, które uznaje za własne międzynarodowa
wspólnota lotnicza. Proszę nie traktować załącznika 13 wyłącznie jako podstawy
prawnej badań, ale jako uznane narzędzie służące realizacji dwóch głównych celów
badań, tj. uzyskania odpowiedzi, dlaczego to się zdarzyło, i uzyskania
odpowiedzi, co należy zrobić, by taki wypadek się nie powtórzył w przyszłości.
Takie są cele pracy komisji powypadkowych.
Profesor Marek Żylicz twierdzi, iż przyjęto aneks 13, "bo nic lepszego nie
było" i nie było czasu na wynegocjowanie innych rozwiązań…
– W pełni zgadzam się z tezą pana profesora. Nie tylko nic lepszego nie było,
ale nic lepszego do chwili obecnej nie ma. Moim zdaniem, aneks przyjęto w sposób
niejako naturalny. Jeżeli coś się dzieje złego – jest jakiś wypadek lotniczy –
to ludzie, którzy go badają, mają niejako zakodowane w głowach, jakie procedury
opisane od lat we wszystkich podręcznikach ICAO-wskich należy zastosować.
Tyle że decyzję o przyjęciu załącznika 13 podjęto dopiero kilka dni po
katastrofie, zgodnie z wyraźną sugestią strony rosyjskiej.
– Nie wiem, kiedy tę decyzję podjęto, ale co to ma do rzeczy? A gdyby nie
podjęto żadnej decyzji, to co wówczas by się działo. Pewnie jeden wielki jazgot
i złorzeczenia. A tak, to polski akredytowany uzyskał coś cennego, mianowicie
uprawnienia do patrzenia na ręce ludziom z Międzypaństwowego Komitetu
Lotniczego. Jak widać, obecnie po żenadzie z tzw. raportem końcowym MAK było to
ważne uprawnienie. Fakt, że jego pytania i monity wielokrotnie spotykały się z
milczeniem i brakiem odpowiedzi. Ale jak można kogoś zmusić do udzielenia
odpowiedzi na obcej ziemi? Proszę tylko zauważyć, że każdy brak odpowiedzi MAK
na pytania polskiego akredytowanego sam w sobie był odpowiedzią. Bez względu na
wolę i zamiary MAK. Dla mnie milczenie MAK już wówczas, pod koniec 2010 roku,
było znakiem, że organizację tę należało poddać z wniosku Polski pełnemu
audytowi prowadzonemu przez ICAO na podstawie Doc. 9735 Safety oversight audit
manual. Ale kto o tym wówczas myślał, albo inaczej – kto wiedział, że tak można
zrobić? Zresztą dzisiaj też, co poddaję zainteresowanym pod rozwagę.
Ale nie ma żadnego dokumentu potwierdzającego przyjęcie procedowania według
aneksu 13, nie było uchwały Rady Ministrów, nie ma żadnego polskiego oficjalnego
stanowiska, po prostu strona rosyjska zaproponowała nam to rozwiązanie, a strona
polska je przyjęła.
– Mnie żadne tego typu dokumenty nie interesują. Jak większość ludzi w Polsce
chcę po prostu poznać wszystkie rzeczywiste, a nie urojone przyczyny i
okoliczności tej tragedii. Tylko tyle i aż tyle.
Czy jednak badanie przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem mieści się w formule
konwencji chicagowskiej? W końcu dokument ten odnosi się tylko do samolotów
cywilnych, a Tu-154M należał przecież do wojska… W planie lotu określono go
znakiem M (military)…
– W formule chicagowskiej mieści się wszystko, jeśli chodzi o lotnictwo cywilne.
Nie istnieją porównywalne i tak szczegółowe reguły odnoszące się do lotnictwa
wojskowego. Więc jeśli zdecydowano się na badanie wypadku lotniczego na
podstawie załącznika 13 konwencji chicagowskiej, to tym samym uznano, że jest on
najlepszym narzędziem badawczym w tej sprawie. Proszę zwrócić uwagę, że sensem i
istotą badania wypadku lotniczego jest ustalenie przyczyn i późniejsza
prewencja.
W opublikowanym w "Państwie i prawie" artykule prof. Marek Żylicz określa lot
Tu-154 jako państwowy – niewojskowy…
– Czy to był lot cywilny, czy wojskowy – co to ma za znaczenie dla członków
komisji ministra Millera? Zbadają okoliczności, wskażą przyczyny i dadzą
wskazówki na przyszłość, co robić, by tego typu wypadków więcej nie było.
Czy można jednak korzystać z aneksu 13 bez odniesienia do całej konwencji z
Chicago? Profesor Żylicz uważa, że nie można…
– Uważam podobnie. Ciekawy jestem tylko, co na ten temat sądzą w MAK. Jeśli
podobnie, to musieliby zgodzić się na całe dobrodziejstwo inwentarza w postaci
uznania wszystkich zasad ICAO-wskich. Jeśli odmiennie, to uznaliby tym samym, że
jako instytucja certyfikująca sprzęt lotniczy nie powinni się zabierać za
ogłaszanie swoich raportów powypadkowych. Nemo iudex in causa sua.
Początkowo obie strony prowadziły działania na podstawie polsko-rosyjskiej
umowy z 1993 roku. Dawała ona Polsce w badaniach przyczyn i przebiegu katastrofy
pozycję równorzędną.
– Nie wiem, czy prowadziły. Jest co prawda taka niepublikowana umowa między
polskim a rosyjskim MON z 1993 roku, ale to porozumienie musiałoby zostać
uzupełnione o wiele kwestii, choćby sprawę udziału w pracach na ziemi rosyjskiej
polskich ekspertów. Czy sam zapis jednego z punktów tego porozumienia mówiący o
wspólnym badaniu dawałby polskiej stronie pozycję inną – w domyśle silniejszą –
niż dzisiaj, wątpię. Ale z drugiej strony zbędnie ograniczylibyśmy się sami w
żądaniach kierowanych do ICAO, by przeprowadzić audyt MAK, audyt zakładów
remontowych w Samarze, przepisów lotniczych, zadań służb ruchu lotniczego,
podziału przestrzeni powietrznej itp. Tam jest co badać. Kilka dni temu następny
Tu-154 miał problemy z lądowaniem pod Moskwą.
Może trzeba było te reguły doprecyzować?
– Ale w jakiej formie i kiedy? Jeszcze paliły się zgliszcza.
Tak, jak najbardziej, właśnie w tym czasie, przecież taka jest rola
instytucji państwowych, które powinny zapewnić polskim śledczym i ekspertom
narzędzia skutecznego działania.
– Przecież są to porozumienia międzyrządowe – nie zawiera się ich tak ad hoc –
trzeba je wypracować, wynegocjować, wszystkie szczegóły są w nich istotne.
To była nadzwyczajna sytuacja, wymagająca nadzwyczajnych działań, szybkich i
skutecznych. Nie można było np. procedować równocześnie według porozumienia z
1993 roku i załącznika 13?
– Prawnie jest to dopuszczalne. Prawo nie może przecież blokować celu – czyli
zbadania okoliczności wypadku lotniczego. Więc można było.
Mówił Pan o audycie MAK. Kto miałby się tym zająć?
– Jest w ICAO znany od stycznia 2004 roku program USOAP (Universal Safety
Oversight Audit Programme). Na jego podstawie możliwe jest badanie przez
niezależnych ekspertów ICAO stanu przygotowania poszczególnych instytucji i
państw do stosowania standardów wypracowanych przez ICAO i odnoszących się do
szeroko pojętego bezpieczeństwa w lotnictwie cywilnym. Ta agenda ICAO jest
władna prowadzić kontrolę wszystkiego i wszystkich. Mogłaby ona ustalić, czy MAK
w ogóle kwalifikuje się do badania wypadków lotniczych, skoro jednocześnie jest
instytucją certyfikującą. Specjaliści z ICAO stwierdziliby wtedy, czy reguły,
jakie przyjęła międzynarodowa społeczność lotnicza jako standardy postępowania,
są przez MAK spełniane, czy nie. Wiadomo już, że MAK nie działał rzetelnie, ale
większą wiedzę o tym niż ja ma akredytowany płk Edmund Klich. Przeprowadzenie
takiego audytu jest materią znacznie obszerniejszą niż sprawa badania
pojedynczej katastrofy lotniczej. Według mnie, to, co opublikował MAK, to była
żenada. Więc tym bardziej ICAO-wski audyt byłby dla niego wskazany.
Kto może złożyć wniosek o audyt?
– Każdy zainteresowany, w tym na przykład polski przedstawiciel przy ICAO.
Wracając do raportu komisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej,
której przewodzi szef MSWiA Jerzy Miller. Na ile będzie miarodajny, skoro strona
polska nie dysponuje dowodami rzeczowymi takimi jak wrak samolotu?
– Ale przecież tak naprawdę nie wiemy, czym dysponuje komisja, bo żaden z jej
członków nie ujawnia tego, co robi. I bardzo dobrze. Sądzę jednak, że nasi
eksperci mają skompletowany materiał i ich oceny i wnioski będą przydatne dla
ludzi lotnictwa cywilnego i wojskowego. Choć ich nie znam osobiście, to mam do
nich zaufanie.
Dziękuję za rozmowę.
