Ameryka kocha życie

Był 22 stycznia 1973 roku. Tego dnia Sąd Najwyższy USA zdecydował, że każdy Amerykanin może zostać pozbawiony życia na wniosek rodziców, lekarzy aż do 9. miesiąca życia w okresie prenatalnym. Ten tragiczny w skutkach krok, który przyniósł śmierć milionom dzieci poczętych, stał się dla wielu ludzi wezwaniem do walki o ratowanie życia. Jedną z form z protestu przeciwko haniebnemu prawu są organizowane od 34 lat marsze za życiem.

Co roku w rocznicę decyzji Sądu Najwyższego Amerykanie zbierają się w Waszyngtonie, by wzywać rządzących, aby nie występowali przeciwko życiu, ale widzieli w nim najwyższą wartość. Dzisiaj mają za sobą wielu kongresmenów, a sondaże pokazują, że aż 70 proc. Amerykanów wstydzi się tej haniebnej ustawy.

Podczas tegorocznego marszu za życiem kongresman Duncan Hunter z Kalifornii zwrócił uwagę na absurdalne decyzje rządzących w Ameryce. – Wydajemy kolosalne pieniądze na szukanie życia na Księżycu czy w kosmosie, a tu, na ziemi, niszczymy życie w tak brutalny sposób, jakim jest aborcja – stwierdził. Natomiast przedstawiciel stanu Arizona powiedział w swoim wystąpieniu: – Nie mam luksusowych willi ani drogich samochodów, ale mam dwanaścioro pięknych i udanych dzieci. Kiedy na świat przychodziło kolejne nasze dziecko, w moim życiu działy się same dobre i wspaniale rzeczy.

Również wystąpienia przedstawicieli różnych wyznań potwierdzały, że i oni łączą się ze wszystkimi, którzy pragną ratować życie dzieci poczętych. Ciekawa była wypowiedź rabina z Nowego Jorku: „Mówimy o ekumenizmie na płaszczyźnie religii, tymczasem powinniśmy spotykać się na płaszczyźnie obrony życia, a tym samym i pokoju”. W tegorocznym spotkaniu uczestniczył także jeden z kandydatów na prezydenta USA, senator Sam Brownback, który jest ojcem pięciorga dzieci (jedna z córek towarzyszyła mu podczas marszu) i jako obrońca życia i rodziny promuje wartości, które życie ludzkie stawiają na pierwszym i najważniejszym miejscu. Senator przyrzekł, że zrobi wszystko, aby Sąd Najwyższy USA uchylił haniebną ustawę o aborcji.

Uczestnicy tegorocznego marszu przybyli z różnych stron USA, m.in. spotkałam grupę polonijną wraz z

o. Krzysztofem Wieliczko, prowincjałem Ojców Paulinów z Doylestown

– amerykańskiej Częstochowy. Widać było wiele transparentów: „Nie chcemy aborcji”, „Prawo do życia najwyższą wartością”, „Patrz na twarz dziecka”, „Solidaryzujemy się ze wszystkimi, którzy bronią życia”, „Pozwólcie każdemu Amerykaninowi spokojnie się narodzić” itp. Trudno określić, jak wielka rzesza ludzi uczestniczyła w marszu. Było wśród nich bardzo wielu młodych, którzy przyszli powiedzieć życiu „tak”. Nie zniechęciła ich nawet mroźna pogoda – przez trzy godziny wspólnie trwali na manifestacji.

„Ameryko, broń życia, Bóg na pewno ci pobłogosławi” – zaśpiewali wszyscy na zakończenie. Tegoroczny marsz za życiem zakończyło przejście pod Kapitol.

Krystyna Zając, Waszyngton, USA
drukuj