Albo drogi, albo kolej

Z posłem Andrzejem Adamczykiem (PiS), wiceprzewodniczącym sejmowej
Komisji Infrastruktury, rozmawia Mariusz Kamieniecki

W Polsce nie ma jednego operatora kolejowego. Ten fakt mógł mieć
wpływ na zaistnienie katastrofy?

– Na razie przyczyny katastrofy nie są znane. Nie wiemy, czy był to błąd
ludzki, błąd sprzętu, czy może jedno i drugie. Cokolwiek jednak by to nie było,
mamy do czynienia z efektem wielkich cięć w spółkach PKP, zarówno w spółkach
przewozowych, jak i w spółkach, które zajmują się utrzymaniem szlaków
kolejowych. Oszczędza się na wszystkim, w tym na przeglądach urządzeń, które
nadzorują ruch i które wspomagają osoby nadzorujące ruch. Ponadto oszczędza się
na stanie personalnym odpowiedzialnych za bezpieczeństwo zarówno bezpośrednio w
pociągach, jak i na szlakach kolejowych. W samej wielości operatorów nie
upatrywałbym przyczyn tragedii, ale raczej w nadmiernych oszczędnościach, które
są pochodną niewłaściwej struktury wydatków rządu. Dotyczy to inwestycji
kolejowych, przebudowy na szlakach czy modernizacji urządzeń kolejowych, jak
również przeglądu samych pociągów czy wagonów. To niestety nic innego, jak
oszczędzanie na szeroko pojętym bezpieczeństwie. Nawarstwiające się wypadki
kolejowe, a zwłaszcza tragedia w Szczekocinach, to skutki takiej polityki.

Rząd krótkowzrocznie przesuwał wręcz wydatki na kolej na korzyść
innych sektorów.

– Aż 1,2 mld euro rząd Donalda Tuska w styczniu ub.r. zabrał kolejarzom,
przesuwając pieniądze z funduszy przeznaczonych na modernizację polskich kolei
na budowę polskich dróg – propagandowe przedsięwzięcie, które miało świadczyć o
tym, że rząd buduje drogi. W Polsce musimy dbać nie tylko o zrównoważony system
transportu, ale również o zrównoważone bezpieczeństwo i na drogach, i na kolei.
Nie twierdzę, że te 1,2 mld euro zaważyło na spadku bezpieczeństwa na kolei, ale
z pewnością jest to przykład, że dla rządu PO – PSL propaganda jest ponad
wszystkim, że nie liczą się ludzie, pasażerowie, nie liczy się też
bezpieczeństwo czy przyszłość kolei, które przegrywają ze strategiami public
relations.

Obiecanych dróg jak nie było, tak nie ma, a wczoraj sam słyszałem od
kilku osób, że do pociągu w najbliższym czasie nie wsiądą…

– Owszem, dróg nie mamy. Mamy za to marzenia o kolejach szybkich prędkości, o
szlaku kolejowym za kwotę przekraczającą 20 mld złotych. Tymczasem każdy Polak
chciałby jeździć bezpiecznymi pociągami najpierw z prędkością 100 km na godzinę,
a dopiero później kolejami wielkich prędkości. Prawo i Sprawiedliwość stoi na
stanowisku, że rząd musi zrobić wszystko, by poprawić stan polskich kolei.
Katastrofa jest swoistym memento, które każe pochylić się bardziej nad tymi
problemami. Same zapewnienia o wsparciu, które z pewnością pojawią się po
katastrofie, nie wystarczą. To wsparcie musi być realne i nie od święta. Rząd
PiS przygotował i wdrożył Krajowy Fundusz Kolejowy, który jest bazą dla
inwestycji i modernizacji kolei. Rząd PO – PSL musi przeznaczyć pieniądze na
modernizację tych urządzeń i szlaków, które funkcjonują, ponadto musi odciążyć
PKP SA, a pośrednio spółki kolejowe, z wielomiliardowych długów i zobowiązań,
które są wynikiem niedoinwestowania kolei w ubiegłych latach. A wszystko po to,
żeby można było przeznaczyć pieniądze także na modernizację urządzeń służących
bezpieczeństwu ruchu podróżnych. Mam na myśli m.in. automatyczne zwrotnice,
blokady, semafory, bo z tego wynika też wzmocnienie ludzi, którzy na co dzień
czuwają nad bezpieczeństwem podróżnych. W innym przypadku ludzie zaczną się bać
podróżować pociągami i będą mieli rację.

Na kolei mamy dziś dobrych specjalistów z zakresu zarządzania
bezpieczeństwem?

– Jeszcze dzisiaj mamy ludzi dobrze przygotowanych nie tylko do zarządzania,
ale też kolejarzy usposobionych do wykonywania bezpośrednich zadań. Jednak w
perspektywie 5, góra 10 lat, na skutek błędnej polityki rządu, na własne
życzenie pozbawimy się kadr, które zabezpieczają ruch. Mimo że w imię
oszczędności wycofano 20-30 proc. kadry nadzorującej ruch na kolei, to wciąż
jeszcze pozostali specjaliści. Jeżeli jednak destrukcyjna polityka się nie
zmieni, to formacja Donalda Tuska doprowadzi polską kolei do upadku. Co jeszcze
musi się wydarzyć, żeby zarówno premier Tusk, jak i minister transportu
przestali traktować transport kolejowy propagandowo do partyjnych celów?
Infrastruktura i stan taboru powodują, że pociągi w Polsce jeżdżą z prędkością
30-40 km na godzinę. A z tym daleko nam do cywilizacji kolejowej w tej części
Europy, nie mówiąc już o kolejach szybkich prędkości.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj