Akta będą, ale w Moskwie
Polskim prokuratorom nie udało się wynegocjować terminów przekazania wraku
samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem, oraz rejestratorów, które były na
jego pokładzie. Rosyjscy prokuratorzy stwierdzili wręcz, że mogą one trafić do
Polski dopiero za kilka lat. Pełnomocnicy rodzin ofiar oceniają, że wizyta
Rosjan skończyła się jedynie na deklaracjach.
Po spotkaniu delegacji prokuratur obu krajów prokurator generalny Andrzej
Seremet poinformował, że nie udało się uzyskać od strony rosyjskiej konkretnych
informacji odnośnie do przekazania wraku i czarnych skrzynek. Rosyjski
prokurator generalny Jurij Czajka stwierdził, że nie spodziewa się, aby możliwe
było przekazanie stronie polskiej czarnych skrzynek i wraku samolotu przed
pierwszą rocznicą katastrofy smoleńskiej. Tłumaczył, że te kluczowe w sprawie
dowody są nadal w dyspozycji komisji MAK i dopiero po zakończeniu jej
dochodzenia mają trafić w ręce rosyjskich prokuratorów. Przeprowadzą oni wówczas
własne badania, do których mają być zaproszeni polscy eksperci i śledczy. –
Zasadą jest, że dowody zostają przy sprawie do jej zakończenia – podkreślił
Czajka. Pytany przez dziennikarzy, ile potrwa dochodzenie rosyjskiej
prokuratury, oświadczył, że będzie długie. – Omawialiśmy także międzynarodową
praktykę w podobnych sprawach. One są badane i trzy lata, i czasem więcej –
podkreślił. Wskazał zarazem, iż w tej sprawie "jak tylko można, przyspieszamy
tok śledztwa, wymieniamy informacje, ciągle jesteśmy w kontakcie telefonicznym".
– Nasza współpraca z polskimi kolegami nie ma precedensu, nie da się jej
porównać z jakąkolwiek inną sprawą. Mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością,
że odkąd doszło do tej katastrofy – a była to tragedia nie tylko dla Polaków,
ale i dla Rosjan – my z własnej inicjatywy dopuściliśmy polskich śledczych do
prowadzenia wszystkich czynności. Mamy też konstruktywną wymianę informacji –
powiedział rosyjski prokurator generalny. Pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego
mecenas Piotr Pszczółkowski powiedział, że po kilku latach polscy prokuratorzy
niewiele skorzystają z tych rejestratorów, ponieważ taśmy te ulegną procesowi
starzenia. – Od sześciu miesięcy w prokuraturze leży nierozpatrzony mój wniosek
o wypożyczenie oryginałów czarnych skrzynek – wskazuje adwokat. – Chodzi o to,
żeby nasi specjaliści tu, na miejscu, stwierdzili, że nie było żadnych
ingerencji w rejestratory, że są one wiarygodne – mówi mecenas Pszczółkowski.
Podczas rozmów prokuratorów uzgodniono natomiast, że polscy prokuratorzy będą
mogli bez ograniczeń przeglądać akta rosyjskiego śledztwa. – Będą mogli je
osobiście przeglądać w Rosji – wyjaśnił Seremet. – Pytanie, na jakim poziomie
będzie ten dostęp, i do jakich akt, czy także do dowodów obiektywnych, jak
rozmowy wieży z Moskwą, z innymi samolotami? – zastanawia się Pszczółkowski. –
Nas interesuje dostęp do tzw. obiektywnych dowodów, czyli wraku, czarnych
skrzynek, dokumentów regulujących status lotniska – mówi mecenas. Zwraca uwagę,
że gdy przekazywano akta z Rosji, prokuratura mówiła, że nie wie, co w nich
jest, i trzeba czekać, aż zostaną przetłumaczone. Adwokat zastanawia się, w
jakim stopniu z takich uzgodnień skorzystają prokuratorzy prowadzący śledztwo. –
Ich wyjazd jest bezcelowy, nic nie zrozumieją z tych akt – ocenia. Polscy
prokuratorzy poruszyli też kwestię realizacji wniosków o pomoc prawną. Czajka
zapewnił, że strona rosyjska stara się maksymalnie szybko "wykonywać
międzynarodowe polecenie kierowane przez stronę polską". Rosyjska prokuratura ma
się też zająć różnicami między zeznaniami kontrolerów lotów z Siewiernego, które
zostały unieważnione, a ich nową wersją, jaką otrzymała strona polska. – Wiem,
że są tam pewne różnice, będziemy to teraz badać, zgodziliśmy się na prośbę
polskich kolegów – powiedział Jurij Czajka. Dodał, że nie trzeba podejrzewać
żadnej ze stron. – Pracujemy bardzo konstruktywnie, w duchu wzajemnego
zrozumienia – zaznaczył. – Polscy prokuratorzy prowadzący to śledztwo także
zapewnili, że pochylą się jeszcze nad tym problemem prawnym – zapewnił z kolei
Seremet.
Zenon Baranowski
