„Adamie, gdzie jesteś?”

To pytanie skierowane przez Stwórcę do człowieka powraca nieustannie w różnych komentarzach biblistów, mistyków, myślicieli, i powraca szczególnie wtedy, kiedy wydaje się, że ludzkość jest znów na jakimś zakręcie swej historii.


To pytanie o miejsce człowieka w świecie nabrało głębokiego sensu, od kiedy w świetle tajemnicy Wcielenia wierzący uświadomili sobie, że właściwym miejscem człowieka jest Bóg objawiony w Jezusie Chrystusie. Wobec tego miejscem człowieka nie może być świat, a nawet sam człowiek istnieje „w sobie” jedynie pod warunkiem, że odnajduje swoje miejsce w Bogu. Tragedią dla człowieka jest tego rodzaju zagubienie, kiedy człowiek zaczyna istnieć poza jego wewnętrzną przestrzenią określoną przez jego ducha.


Przekroczenie nieprzekraczalnej granicy


Taka refleksja budzi się w obliczu faktów świadczących o tym, że pewni ludzie, przypisujący sobie nadrzędny autorytet, zaczynają działać w sposób rozmijający się z prawdziwym poczuciem człowieczeństwa. Właśnie obiegła świat niepokojąca wiadomość, że uczeni angielscy otrzymali oficjalne pozwolenie na eksperymenty polegające na łączeniu ludzkiego materiału genetycznego (DNA) z komórkami zwierzęcymi w celu produkowania embrionów, które mają być użyte dla uzyskania „komórek macierzystych” w celach terapeutycznych. United Press International (4 września) donosi, że decyzja odpowiednich autorytetów odpowiedzialnych za etykę nauki i technologii była poprzedzona kilkumiesięcznymi konsultacjami. Agencja zauważa lojalnie, że projekt ten spotkał się z opozycją kręgów religijnych, ze względu na przekroczenie bariery genetycznej i ze względu na to, iż takie embriony mają być produkowane z tym zamiarem, by po dwóch tygodniach były niezwłocznie zabijane.

Krytyczny komentarz ukazał się następnego dnia w „Life News”, którego autorem jest Steven Ertelt. Pisze on, że „rząd brytyjski otworzył „puszkę Pandory”, która budzi niepokój u obrońców życia, ponieważ naukowcom będzie wolno tworzyć klony ludzko-zwierzęce. Ta decyzja jest pierwszym krokiem do zalegalizowania procesu, który oczywiście będzie miał dalsze konsekwencje pomimo oficjalnych zastrzeżeń dotyczących ostrożności w tego rodzaju praktykach. „Nie jest to wprawdzie pełne zielone światło dla produkowania hybryd, lecz jest to uznanie, że ta dziedzina eksperymentów zostaje przyjęta jako dopuszczalna”. Naukowcy oczywiście widzą w tym otwarciu drogi dla owych procederów „dobrą nowinę”. Jednak Anthony Ozimic, rzecznik Stowarzyszenia Obrony Nienarodzonych Dzieci, stwierdził, że jest wstrząśnięty tym faktem. Wskazał na poważne problemy moralne wynikające z tego rodzaju „pozwolenia”. De facto Wielka Brytania odcina się w tym zagadnieniu od stanowiska innych państw, takich jak USA, Kanada i Australia, gdzie klonowanie hybryd jest zakazane. Zgodnie ze stanowiskiem Kościoła katolickiego Steven Ertelt stwierdza, że takie embriony pozostają nadal w ścisłej więzi z rodzajem ludzkim i powinny być traktowane odpowiednio do tej relacji. Własny komentarz tej sprawie poświęciła także agencja „FoxNews” (5 września), ograniczając się głównie do uwag dotyczących aspektów naukowo-empirycznych. W komentarzu zacytowano jednak opinię dr. Dawida Kinga (Human Genetic Alert), który stwierdził, że „pozwolenie na tego rodzaju badania staje się pierwszym krokiem do produkowania genetycznie modyfikowanych dzieci”.


Potworne zło moralne


Do całej tej problematyki odniósł się oczywiście biskup Elio Sgreccia w wypowiedzi do Radia Watykańskiego (Zenit, 7 września). Przewodniczący Papieskiej Akademii Życia określił sytuację w sposób zdecydowany, powiedział, że ta decyzja władz brytyjskich jest „potwornym naruszeniem ludzkiej godności”. Biskup Sgreccia negatywnie ocenił fakt, że władze brytyjskie poddały się grupie naukowców całkowicie wbrew zasadom moralności. Naukowcy powinni się temu stanowczo przeciwstawić. Biskup stwierdził, że decyzja brytyjska stanowi znaczący przełom: przekroczono granice niepozwalające na krzyżowanie odmiennych gatunków. Takie krzyżówki były dotąd wykluczone z terenu biotechnologii, nie tylko z punktu widzenia przesłanek religijnych. Jest czymś potwornym tworzyć embriony, które z całą świadomością przeznacza się na zabicie po 14 dniach. Według biskupa, „tego rodzaju eksperymenty jako nieludzkie, jako niegodziwe i sprzeczne z rozumem nie powinny być dopuszczane nawet w nadziei uzyskania niezwykłych wyników”. Stwierdził także, że „dobro powinno być osiągane przez środki dobre etycznie, w przeciwnym razie do nauki i do badań eksperymentalnych wprowadzamy bezbożną postać machiawelizmu”. Także arcybiskup Peter Smith z Cardiff stwierdził, że dla człowieka, którego natura odróżnia się gatunkowo od wszystkich istot żyjących, „rodzi się istotne pytanie etyczne, czy jest rzeczą słuszną gwałcić granice międzygatunkowe i mieszać elementy ludzkie i zwierzęce?”. Arcybiskup słusznie przypomniał, że uzyskiwanie komórek macierzystych nie wymaga tak kontrowersyjnych metod, ponieważ można je pozyskiwać z pewnych części organizmu osób już żyjących.

W tę tematykę wpisuje się wypowiedź podsumowująca obrady w Rimini poświęcone problematyce utopii eugenicznej. Dosłownie hasło spotkania w Rimini brzmiało: „Zrodzić człowieka doskonałego?” (Zenit, 24 sierpnia). Okazało się, że dążenie do „zrodzenia człowieka doskonałego” wiąże się z konieczności z metodą selekcji oraz z pewnymi ideologiami degradującymi godność osoby ludzkiej. Uczeni biorący udział w spotkaniu (Roberto Colombo, Eugenia Roccella, Pierre Martens – wysokiej klasy specjaliści) orzekli, że „pod pretekstem uwalniania człowieka od cierpień praktykuje się zabijanie i selekcję jednostek ludzkich. To jest nie do przyjęcia!”. Martens podkreślił, że „niepełnosprawni mówią nam stale, iż jakość życia nie jest zdeterminowana przez ich niepełnosprawność, lecz przez to, że są zdolni kochać, czytać, pisać, chodzić do teatru”. Ten uczony stwierdził, że „sugerowanie aborcji dla dzieci z rozszczepem kręgosłupa lub wodogłowiem jest po prostu eutanazją prenatalną”. Oczywiście, „trzeba czynić wszystko, aby łagodzić cierpienia, lecz nie można oszukiwać ludzi, obiecując życie bez cierpienia, ponieważ cierpienie stanowi nieodłączną część życia” – powiedział Martens. Eugenia Roccella podkreśliła, że jednostronne nastawienie na walkę z cierpieniem niszczy sieć ludzkich relacji, istotny element solidarności, istotną tkankę więzi społecznej. Pani Roccella wspomniała, że pod koniec XX wieku uważano, iż „skończyły się ideologie (pozwalające niszczyć człowieka), lecz w istocie utopia ta przeniosła się z terenu społecznego na genetyczny”. Powiedziała też, że „eugenizm nigdy nie umarł, lecz jesteśmy świadkami przejścia od eugenizmu „państwowego” do eugenizmu wolnego wyboru jednostki”. Doktor Colombo zwięźle ocenił problem, mówiąc: „jaki sens ma leczenie defektów genetycznych, jeśli dzieje się to przez likwidowanie samego pacjenta?”. Zwrócił uwagę na konieczność integralnie ludzkiego rozumienia pojęcia „doskonałości”: centrum człowieczeństwa ma charakter duchowy.


Nauka nie-ludzka


Dotknęliśmy dwóch zjawisk bardzo pokrewnych: poszukiwania nadzwyczajnego leku przez tworzenie hybrydowych embrionów, i funkcjonującej nadal w naszej kulturze ideologii eugenistycznej dopuszczającej zabijanie (selekcję) jako metodę walki z cierpieniem. Oba zjawiska, obie metody myślenia, sterujące medycyną w jej warstwie pragmatycznej, mają wspólny korzeń: pojmowanie losu człowieka jedynie w parametrach materialnych, przy równoczesnym ambitnym założeniu, że sam człowiek musi znaleźć sposób na ocalenie siebie, zarówno gdy ten los ludzki pojmuje się jednostkowo, jak i społecznie. Jest to właśnie metoda myślenia rozmijająca się z prawdziwym rozumieniem istoty człowieka i jego niepowtarzalnego przeznaczenia. W obu sytuacjach człowiek rozmija się z własnym człowieczeństwem i uprawia kult mitu, w ramach którego funkcjonuje założenie, że człowiek (w duchu starożytnego prometeizmu) może i powinien przyswoić sobie – względnie przywłaszczyć sobie – pełną władzę nad życiem. Wiele elementów filozoficznych okresu oświeceniowego i postoświeceniowego złożyło się na tę mitologię, której wiele odmian obserwowaliśmy w wieku XX, kiedy próbowano te mity wprowadzić w stan realizacji. Najbardziej widoczne były te próby, które miały charakter mesjanizmu doczesnego, politycznego i państwowego, o charakterze totalitarnym. Po widocznym bankructwie tych mesjanizmów stała się bardzo popularna ideologia wmawiająca indywidualnemu człowiekowi, że jest absolutnym panem swej wolności i w realizacji własnych celów nie musi się krępować żadnymi normami moralnymi, ponieważ coś takiego jak prawda w ogóle nie istnieje. Jest to bardzo „obiecujące” kłamstwo, które prowadzi człowieka – oślepionego mitologią – do tragicznej pułapki. Człowiek, sądząc, że stanie się równy Bogu, przekona się, iż dorównał jedynie zwierzętom.


Sztuczny świat i sztuczny człowiek


W sposób bardzo interesujący dotknął tego tematu John Whitehead w artykule pt. „Co to znaczy być człowiekiem w sztucznym świecie?” (Blade Runner: What Does it Mean to Be Human In a Artificial World? – LifeNews, 5 września 2007 r.). Autor pisze, że w tym naszym dziwnym i niebezpiecznym świecie zderzają się często science fiction oraz Karol Darwin; i oto „znaleźli się uczeni, którzy rywalizują z sobą w tym, kto pierwszy stworzy życie”. Podobno osiągnięcie tego celu jest kwestią tylko paru miesięcy. Jeden z tych uczonych, Pat Mooney, stwierdza, że „po raz pierwszy Pan Bóg ma konkurencję”. W rzeczywistości ci uczeni sięgają dalej niż dotąd: nie zadowalają ich praktyki „powielania życia”. Oni chcą stworzyć życie w laboratorium. Będzie to w dalszym ciągu „sztuczne życie”, „syntetyczne życie” oznaczające budowanie żywego organizmu na bazie samego wyłącznie materiału genetycznego. Takie „naukowe” podejście ma mieć prawdziwie rewolucyjne implikacje, zwłaszcza dla samego człowieka. Profesor Arthur L. Caplan twierdzi, że „jeżeli potrafimy dokonać syntezy życia, wtedy samo pojęcie „żywej istoty” przestanie oznaczać coś specyficznego”.

Aby naświetlić problem, autor (John Whitehead) komentuje ciekawy film, jaki wszedł na ekrany przed 25 laty, pod tytułem „Blade Runner” („Ostry biegacz”). Od początku film był pojmowany jako ostrzeżenie przeciw zbyt daleko idącym planom naukowego sterowania życiem. Akcja filmu toczy się w Los Angeles i jest przeniesiona w przyszłość, rok 2019. Film ukazuje świat, w którym mieszkańcy ziemi nie widzą słońca, gdyż niebo jest spowite chmurami, z których nieustannie pada drobny deszcz. Życie pozbawione ożywczej energii nie może się rozwijać prawidłowo. Ziemia traci swoją żywotność biologiczną, wobec czego ludzie zmuszeni są kolonizować inne planety. Ci, którzy pozostają, zamieszkują wielkie miasta złożone z ogromnych wieżowców o 400 piętrach lub w rozpadających się zabudowaniach z poprzedniej epoki. Zgrzyt i potężny hałas zdaje się być wszechobecny i działa dehumanizująco.

W takim to świecie inżynieria genetyczna stała się jednym z największych przemysłów, w którym ludzie przypisują sobie rolę „stwórców”. Ponieważ większość zwierząt wyginęła, genetyczna inżynieria produkuje obecnie sztuczne zwierzęta. Co więcej, również produkuje się ludzi, nazywając ich „kopiami” (replicants). Te ludzkie „repliki” wytwarzane są w potężnym zakładzie produkcyjnym pod nazwą „Tyrell Corporation”. Ci „replikanci” mają jednak do dyspozycji tylko cztery lata życia i są produkowani specjalnie do trudnych i niewygodnych prac związanych z opanowaniem innych planet. Kiedy ci „replikanci” w jakiś sposób zdołają powrócić na ziemię, są systematycznie likwidowani przez specjalnych detektywów albo „Blade Runners”.

Akcja filmu uzyskuje pewien dramatyzm z chwilą, kiedy grupa „replikantów” postanawia zapewnić sobie dłuższe życie niż owe „przydzielone” im cztery lata. Z grupy czterech „replikantów” trzech ginie od wybuchu bomby, czwartemu udaje się dostać do samego Tyrella, który go zaplanował i tym samym był jego „autorem”. Ów śmiałek, który wdarł się do siedziby „geniusza genetycznego”, nosi imię Roy Batty. Batty chce zmienić swój kod genetyczny, co pozwoliłoby mu osiągnąć kontynuację życia. On chce po prostu żyć. Lecz kiedy przekonuje się, że ta zmiana jest niemożliwa, w porywie rozpaczliwego gniewu zabija Tyrella, mówiąc do niego równocześnie: „ojcze” (podobnie jak w mitologii greckiej Zeus zwraca się do Kronosa). Stwierdza przy tym: „trudną rzeczą jest spotkać tego, który cię uczynił”.


Istota problemu


Whitehead twierdzi, że wartość tego filmu polega na tym, że zmusza do postawienia pytania o istotę człowieka i przyczynę jego istnienia. Film każe także postawić pytanie, czy życie ludzkie może być przedmiotem jakichś procesów przemysłowych i czy wolno zabijać „kopie” ludzkie tylko dlatego, że chcą żyć? Szczególną gęstość hermeneutyczną posiada ten szczytowy moment dramatu, kiedy w samym akcie zamachu na Tyrella pada niespodziewanie słowo „ojciec”. Jest to moment, w którym zderzają się dwie absolutnie przeciwne wizje życia i świata, i kiedy los człowieka znajduje się dokładnie pomiędzy dwoma zespołami przyczyn decydujących o racji i kierunku istnienia człowieka, jeden z nich wyłania się z wnętrza świata materialnego, w którym każdy proces jest zdeterminowany siłą. Drugi pochodzi po prostu z „Innego Świata” i ukazuje życie ludzkie jako otoczone absolutnie bezinteresowną miłością, wykluczającą poddanie losu ludzkiego jakiejkolwiek interpretacji przedmiotowej i utylitarystycznej. Życie ludzkie może być pojęte jako ludzkie tylko dlatego, że jest zrodzone, czyli pojawia się jako dar nieskończonej miłości, w której rodzice ziemscy uczestniczą jedynie przez sakrament, przez zjednoczenie z tą Miłością, której źródło bije w głębi Tajemnicy Paschalnej. Dopóki ludzie będą przychodzić na świat z woli tej Miłości, świat będzie nadal światem ludzkim. Kiedy jednak ideologia „naukowa” będzie usiłowała zastąpić Boga Stwórcę i poddać tajemnicę płodności kryteriom produkcji i eugenicznej selekcji i obiecywać mężczyznom i kobietom absolutną władzę nad życiem, życie ludzkie stanie się tylko przedmiotem, produktem, surowcem biologicznym, czyli przestanie być ludzkie w najgłębszym znaczeniu antropologicznym. Człowiek bowiem tylko wtedy ma szansę przeżyć swoje człowieczeństwo zgodnie z jego prawdą, kiedy przyjmuje swoje istnienie jako podarowane z Nieskończonej Miłości Ojca. W przeciwnym razie science fiction filmu „Ostry biegacz” stanie się rzeczywistością, co będzie oznaczało koniec ludzkiego świata. A wiele wskazuje na to, że do tego końca nie jest tak daleko.


ks. prof. Jerzy Bajda
drukuj