A proces Brauna wciąż tajny
Sędzia Sądu Rejonowego Wrocław Śródmieście Barbara Kaszyca
konsekwentnie odmawia zgody na upublicznienie procesu, jaki znanemu reżyserowi,
dokumentaliście Grzegorzowi Braunowi wytoczył funkcjonariusz Komisariatu Policji
Wrocław Ołbin. Policjant oskarżył go o pobicie i namawianie do „zaniechania
czynności służbowych”.
Rozprawa od samego początku toczy się za zamkniętymi drzwiami. Tak było też
późnym popołudniem we wtorek. Przed sądem zgromadziło się kilkanaście osób,
które chciały wejść do środka. Zatrzymał je stojący przed drzwiami sali sądowej
policjant. O wyjaśnienie postępowania sądu „Nasz Dziennik” próbował zapytać
prezesa Sądu Rejonowego Wrocław Śródmieście Roberta Kuczyńskiego. Odesłano nas
do rzecznika prasowego sądu okręgowego Marka Poteralskiego. Na pytanie, dlaczego
policja zablokowała dostęp do sali sądowej, odpowiedział, że było to zgodne z
Kodeksem Postępowania Cywilnego. Poteralski dodał, że nie zna tej sprawy, ale
podjęto taką decyzję zapewne „w obawie przed zakłócaniem przez publiczność
przebiegu rozprawy”. Pytany, dlaczego sąd notorycznie odmawia przyjęcia wniosków
dowodowych zgłaszanych przez Grzegorza Brauna i jego obrońcę, też zasłonił się
KPC.
Po kilkunastu minutach Grzegorz Braun wyszedł z sali sądowej. Tym razem
nie stawił się wezwany na rozprawę świadek oskarżenia, który rzekomo dwa lata
temu miał widzieć całe zdarzenie. Nie przyszedł również policjant, który
oskarżył reżysera. Na pierwszej rozprawie sąd uwzględnił jego wniosek o to, by
ze względu na „interes jego służby” usunąć publiczność z sali. Funkcjonariusz
nigdy więcej na procesie się nie pojawił.
Kiedy w lutym sąd wyznaczył na
marzec aż trzy terminy rozpraw, Grzegorz Braun miał nadzieję, że postępowanie
uda się szybko zakończyć. Tak się jednak nie stało. Kilkanaście dotychczasowych
rozpraw nie posunęło kontrowersyjnej sprawy do przodu. Wręcz przeciwnie.
– My
wierzymy panu na słowo – mówili ludzie zebrani przed salą sądową. – To
absolutnie nie chodzi o to, abyście musieli wierzyć w moje słowa. Proszę tylko
zainteresować się tym, jakie fakty są odnotowane w protokołach. Mi naprawdę
zależy na tym, aby ta sprawa została jak najszybciej zakończona – odpowiadał
Braun.
Reżyser wnioskował, by sąd rozpatrzył m.in., czy możliwe jest, by (jak
pisze w pozwie policjant) obdukcja lekarska w szpitalu odbywała się o tej samej
porze, o której ten sam człowiek badał Brauna alkomatem na komisariacie. –
Chciałbym, aby sąd wyjaśnił, czy ten policjant posiada jakiś dar bilokacji.
Chyba że dysponował on jakimiś nadzwyczajnymi środkami komunikacji, które
pozwoliły mu przemieścić się w tak błyskawicznym tempie – mówi reżyser. –
Postulowałem także, aby przeprowadzono eksperyment śledczy, który wyjaśniłby,
czy będąc zakuty w kajdanki, mogłem pobić tego policjanta. Chciałem też, by
oskarżający mnie funkcjonariusz powiedział sądowi, jak wyglądał lekarz, który go
wtedy badał – dodaje.
Sąd konsekwentnie oddala wnioski reżysera
Sprawa Grzegorza Brauna ma związek z wydarzeniami z kwietnia 2008 roku na
wrocławskim Ostrowie Tumskim. Reżyser był wtedy świadkiem pacyfikowania
demonstracji NOP i ONR w rocznicę mordu katyńskiego. Został zatrzymany przez
funkcjonariuszy policji, powalony na ziemię i skuty kajdankami, gdy chciał, aby
wylegitymowali się policjanci ubrani po cywilnemu, którzy domagali się od niego
opuszczenia miejsca zgromadzenia. Sąd odrzucił skargę Brauna na zachowanie i
postępowanie policjantów, a wkrótce jeden z tych funkcjonariuszy wytoczył mu
proces.
Marek Zygmunt, Wrocław
