Nieczysta gra służb
Podczas gdy polskie media trywializują konflikt na Bliskim Wschodzie, „The Wall Street Journal” przedstawia swoją wersję wydarzeń, dlaczego USA nie ulegają namowom Turcji, aby bardziej zaangażować się w obalenie Asada. Argumenty przytoczone w powyższym artykule, nieomówione nawet w polskich mediach, mogą być pomocne dla osób, które chcą zrozumieć procesy zachodzące na świecie. Dotyczy to także imposybilizmu gospodarczego Polski. Otóż ten dziennik finansistów w artykule Adama Entousa i Joego Parkinsona „Turkey’s Spymaster Plots Own Course on Syria” ukazuje „arabską wiosnę, a przynajmniej jej obecną fazę, nie jako proces, który kształtują dążący do zmian świadomi obywatele, lecz jako walkę wywiadów, w której służby tureckie okazały się niekontrolowalne przez amerykańskie, co spowodowało, że nastąpił pat syryjski.
Niezależność Turcji
Już samo zaprezentowane oficjalne zdjęcie roboczego lunchu prezydenta Obamy i Johna Kerry’ego z premierem Erdoganem w Gabinecie Owalnym ukazuje z jednej strony respekt, jakim cieszy się Turcja w Waszyngtonie, a z drugiej strony niespotykane napięcie na twarzach amerykańskich rozmówców. Dopiero obecnie omówione spotkanie, które odbyło się w maju, nie było kurtuazyjną „herbatką”, lecz według „The Wall Street Journal” dla dwóch (!) stron poważnymi rozmowami. Ich wynik może wyjaśnić późniejsze wydarzenia na Bliskim Wschodzie, w tym w Turcji. W spotkaniu obok premiera Erdogana uczestniczył Hakan Fidan, szef służb tureckich, którego autorzy obarczają odpowiedzialnością za niezależną politykę Turcji podczas wydarzeń na Bliskim Wschodzie i brak właściwego koordynowania jej z działaniami amerykańskimi.
Wyjaśniają czytelnikowi, jak doszło do tego, że powyższe służby stały się niezależne, oraz dlaczego Amerykanie z dystansem podchodzą do tureckiej presji wspierania opozycji w Syrii. Jak wyjaśnia w tekście sam ambasador amerykański w Turcji James Jeffrey, pozycja Turcji okazała się nie do zastąpienia na Bliskim Wschodzie, choć jednocześnie przyznaje on wprost, że turecki sojusznik przyjacielem nie jest.
O ile autorzy artykułu obarczają służby irańskie (MOIS) odpowiedzialnością za doprowadzenie do utrzymywania się Asada przy władzy, o tyle rozpisują się o uniezależnieniu tureckich służb jako o przyczynie erozji oddziaływania USA na ten kraj. Wiążą to z nominacją Hakana Fidana w 2010r., który pozostał na stanowisku mimo oskarżenia go już na początku służby o przekazanie do Teheranu tajnych informacji dostarczonych przez Amerykanów. David Ignatius, powołujący się na informacje „The Wall Street Journal” w artykule „The Washington Post” o tureckiej siatce szpiegowskiej w Izraelu, wprost cytuje izraelski donos na niego do CIA.
Fidan a Iran
Według „The Wall Street Journal”, dla Izraela i USA główną winą była niechęć Fidana do antagonizowania się z Iranem. Jak stwierdził cytowany izraelski wysoki urzędnik, faktem jest, że nie był on wrogiem Iranu. Amerykański urzędnik wprost przyznaje, że w efekcie tej nominacji wystąpiła walka między CIA i kontrwywiadem tureckim. Był to równoczesny odwrót od strategicznego partnerstwa z Izraelem, jaki według „The Washington Post” został zawarty między tymi krajami na tajnym spotkaniu w sierpniu 1958 roku w Ankarze.
Po tym, jak służby Fidana (MIT) przejęły kontrolę nad wywiadem wojskowym w 2012 r., wielu generałów tureckich, którzy – jak twierdzi „The Wall Street Journal” – mieli ścisłe relacje ze Stanami Zjednoczonymi, zostało uwięzionych i w połowie bieżącego roku skazanych na długoletnie więzienie. Według Pentagonu, oznaczało to coup de grâce dla dotychczasowego statusu sił zbrojnych Turcji jako arbitra w tym kraju i wpływów amerykańskich w Turcji. W związku z tym, że powyższe rozmowy odbywały się przed wydarzeniami w Stambule oraz równoległym ogłoszeniem wyroku na generałach tureckich, możliwe, że rozmowa prezydenta Obamy z premierem Erdoganem nie dotyczyła faktu, że Turcy przekazują broń „swojej” opozycji w Syrii, lecz „oszczędzają” swoich ludzi w Turcji. Natomiast obecność Fidana nie była związana z faktem, że Amerykanie uważają go za osobę nr 2 w tym kraju. Powód miał być bardziej prozaiczny. Fidan miał wspierać premiera w przekonaniu prezydenta USA, że Turcja nie może inaczej postąpić z wojskowymi sprzyjającymi Amerykanom, gdyż generałowie spiskowali, chcąc obalić jego rząd, i on na takie zagrożenie swojego życia nie może się zgodzić.
Późniejsze rozmowy w Niem- czech z kanclerz Merkel również mogły być znacznie poważniejsze, niż wszystkim się wydawało. Niewykluczone, że dotyczyły wsparcia Niemiec dla Turcji, a przynajmniej ich zneutralizowania, w obawie przed przewrotem – który ogłoszono by jako kolejny etap bliskowschodniej wiosny. Istniała bowiem obawa, że może on być wsparty przez niezadowoloną z rozwoju sytuacji Amerykę i Izrael.
Różne okulary
Zauważmy, że dopiero po tych spotkaniach nastąpiły zarówno wybuchy niezadowolenia społecznego w Turcji, ogłoszenie wyroków na generałach, jak i plan bezpośrednich działań militarnych w Syrii. W świetle rewelacji „The Wall Street Journal” powyższą politykę można również zinterpretować jako dążenie do zmiękczenia reżimu Asada w taki sposób, aby po przefarbowaniu i wkomponowaniu innych decydentów stało się zbędne korzystanie z pomocy bojowników wspieranych przez Turcję.
W pewnym sensie „The Wall Street Journal” wprost takie nastawienie opisuje, cytując stwierdzenia o tym, że Turcy przepuszczali broń i ludzi, ale do kontrolowanych przez siebie oddziałów. Tymczasem podczas dyskusji cały czas pojawiał się kluczowy postulat amerykański, że broń musi być dostarczana, ale do „właściwych” ludzi… Artykuł kończy się podsumowaniem, że różnych polityków można uważać za właściwych i na procesy można patrzeć przez różne okulary.
Całość tekstu w „The Wall Street Journal” brzmi jak odcinek z wyśmiewanej „spiskowej teorii dziejów”, podczas gdy jest to tekst najbardziej prestiżowego dziennika dla finansistów, na który powołuje się inny dziennik, w którym pisuje małżonka szefa polskiej dyplomacji. Chociaż konkluzja dotyczy Turcji, to aż strach pomyśleć, którzy politycy w Polsce są właściwymi dla kogo i przez jakie soczewki patrzą, podejmując kluczowe decyzje. Nauka z tej lektury powinna być taka, że w naszej pracy na rzecz Ojczyzny w obecnej trudnej sytuacji powinniśmy skoncentrować się na obronie Kościoła i uważać na różnej maści rewolucjonistów, ponieważ mogą być „niewłaściwymi ludźmi”.
Dr Cezary Mech
Autor jest absolwentem IESE, byłym zastępcą szefa Kancelarii Sejmu RP, prezesem UNFE i podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów, autorem programu gospodarczego PiS z 2005 roku.
