Syria: Asad potwierdza swoje nieustępliwe stanowisko

Kryzys w Syrii można przezwyciężyć jedynie poprzez „zgniecenie terroryzmu” – oświadczył w niedzielę wieczorem w przemówieniu transmitowanym przez telewizję prezydent Syrii Baszar el-Asad.

„Z terroryzmem nie można walczyć metodami politycznymi, powinien być zgnieciony żelazną pięścią” – powiedział Asad, określając – jak podkreślają media – w ten sposób rebeliantów walczących z jego reżimem. Asad wypowiadał się podczas tradycyjnego posiłku iftar przerywającego obowiązujący podczas ramadanu post.

Syryjski prezydent utrzymywał, że koalicja organizacji opozycyjnych w Syrii poniosła fiasko oraz, że nie może odegrać żadnej roli w rozwiązaniu kryzysu. „Ta opozycja nie jest wiarygodna, poniosła porażkę w oczach ludności i moralną” – powiedział.

Zapowiadając dalszą bezwzględną walkę z rebelią, Asad powiedział, że Syria stoi przed wyborem: „albo będzie państwem prawa, albo państwem rządzonym przez złodziei i bandytów”.

Asad podkreślił, że jego armia, która została stworzona do prowadzenia konwencjonalnej wojny z głównym wrogiem – Izraelem, zdołała przystosować się do prowadzenia walki z partyzantami.

Syryjski prezydent skrytykował też państwa rejonu Zatoki Perskiej za domaganie się demokracji w Syrii podczas gdy w „ich systemach politycznych nie ma ani parlamentów, ani wyborów”. Associated Press przypomina, że spośród tych państw Arabia Saudyjska i Katar należą do najważniejszych sojuszników syryjskiej opozycji.

Associated Press zauważa, że Asad wypowiadał się w okresie, w którym jego armia prowadzi zakrojoną na szeroką skalę operację przeciwko partyzantom w górzystym rejonie prowincji Latakia. Dochodzi tam do zaciekłych starć. Obserwatorzy odnotowują, że wojskom rządowym udało się w ciągu ub. 2 miesięcy odnieść znaczące sukcesy w rejonie stołecznego Damaszku i w strategicznej prowincji Homs.

W trwającym od marca 2011 r. powstaniu przeciwko rządom Asada, które przerodziło się w wojnę domową, zginęło już – jak ocenia ONZ – ponad 100 tys. ludzi a miliony osób musiało opuścić swoje domy.

PAP


drukuj