Jedenaście kobiet, jedna decyzja. Kim były Męczennice z Nowogródka?

4 września Kościół w Polsce wspomina jedenaście błogosławionych nazaretanek zamordowanych przez Niemców pod Nowogródkiem. Latem 1943 roku siostry ofiarowały swoje życie za około 120 aresztowanych mieszkańców miasta. Kilkanaście dni później same zostały rozstrzelane. Ich męczeństwo jest dobrze znane. Znacznie mniej wiadomo o nich samych.

W zbiorowej pamięci funkcjonują jako Męczennice z Nowogródka. Jedenaście kobiet w habitach, jedna wspólnota, jedna mogiła i jedna data śmierci. Tymczasem zanim połączył je las pod Batorówką, każda z nich miała osobną historię. Jedna miała wyjść za mąż, inna pracowała w fabryce. Kolejna kilka lat spędziła w Stanach Zjednoczonych. Była wśród nich nauczycielka prowadząca tajne lekcje, kobieta cierpiąca na ciężki artretyzm i 26-latka, która jeszcze niedługo przed śmiercią przeżywała kryzys powołania, ale w chwili próby nie zawahała się. To właśnie te różnice najlepiej pokazują, jak niezwykła była decyzja, którą podjęły wspólnie.

Gdy aresztowano 120 mieszkańców

W lipcu 1943 roku Niemcy aresztowali w Nowogródku około 120 osób. Wśród zatrzymanych byli ojcowie rodzin, mężowie i synowie. W mieście spodziewano się zbiorowej egzekucji. Nazaretanki znały tych ludzi i ich rodziny. Od lat pracowały w Nowogródku, uczyły dzieci, pomagały potrzebującym, opiekowały się kościołem i dzieliły codzienność z mieszkańcami.

Wtedy przełożona wspólnoty, s. Maria Stella Mardosewicz, wypowiedziała słowa: „Mój Boże, jeśli potrzebna jest ofiara z życia, niech raczej nas rozstrzelają, aniżeli tych, którzy mają rodziny”.

Pozostałe siostry podzielały tę gotowość. Aresztowanych ostatecznie nie rozstrzelano. Część zwolniono, pozostałych skierowano na roboty przymusowe. Kilka dni później przyszło wezwanie skierowane już do sióstr. 31 lipca jedenaście nazaretanek stawiło się na niemieckim komisariacie. Noc spędziły w piwnicy. O świcie 1 sierpnia wywieziono je do lasu pod Batorówką i rozstrzelano. Miały od 26 do 54 lat.

Jedenaście różnych historii

Najstarsza, s. Maria Stella Mardosewicz, miała 54 lata.  Była przełożoną wspólnoty i to ona wypowiedziała słowa o gotowości oddania życia za aresztowanych. Miała wykształcenie nauczycielskie, wcześniej pracowała jako wychowawczyni, ekonomka i zakrystianka. W Nowogródku młodzież nazywała ją „mamą”. Gdy w 1939 roku do miasta zbliżali się Sowieci i w domu pojawił się strach, odpowiedziała krótko: „Gdzie pójdziemy? Do Jezusa”. Cztery lata później jako przełożona stanęła przed znacznie trudniejszą próbą. Odpowiadała już nie tylko za siebie, ale za całą wspólnotę.

S. Maria Kanuta Chrobot pochodziła z Raczyna na ziemi wieluńskiej. Rodzina przygotowywała ją do małżeństwa ze Stanisławem. Zachowała się opowieść o śnie, w którym usłyszała, że jej prawdziwy Oblubieniec czeka na nią w Grodnie i podaruje jej „czerwoną sukienkę”. Wybrała życie zakonne. W Nowogródku pracowała przede wszystkim w kuchni i prowadziła intensywne życie modlitewne. Po ekshumacji jej habit był mocno przesiąknięty krwią. W pamięci sióstr obraz ten połączono później z „czerwoną sukienką” ze snu.

Wróciła z Ameryki

S. Maria Sergia Rapiej pochodziła z rodziny rolniczej i nie otrzymała regularnego wykształcenia. Jej droga do Nowogródka prowadziła jednak przez Stany Zjednoczone. Formację zakonną kontynuowała w Des Plaines, później pracowała w Filadelfii.

Po ślubach wieczystych postanowiła wrócić do Polski. Gdy ostrzegano ją przed narastającym w Europie zagrożeniem wojną, miała odpowiadać, że nie boi się męczeństwa, bo nie ma nic większego, co mogłaby ofiarować Jezusowi za Jego miłość.

W Nowogródku zajmowała się kuchnią i gospodarstwem. Współsiostry zapamiętały przede wszystkim jej pokorę, pogodę ducha i głęboką modlitwę. Zginęła siedemnaście dni przed 43. urodzinami.

Nauczycielka, która nie przestała uczyć

S. Maria Kanizja Mackiewicz pochodziła z Suwałk. Była córką oficera armii rosyjskiej, ukończyła seminarium nauczycielskie i jeszcze przed wstąpieniem do zgromadzenia pracowała w szkole. Jej brat Leopold został księdzem i kapelanem wojskowym.Pod okupacją sowiecką Kanizja nadal uczyła, tyle że w świeckim ubraniu. Kiedy odkryto, że jest zakonnicą, musiała opuścić Nowogródek i ukrywać się w Grodnie pod innym nazwiskiem. Po wejściu Niemców wróciła. Przygotowywała dzieci do Pierwszej Komunii, a w ramach tajnego nauczania uczyła języka polskiego, historii i matematyki. Miała 39 lat.

Robotnica z Grudziądza

S. Maria Heliodora Matuszewska pochodziła z Pomorza. Ukończyła zaledwie cztery klasy szkoły, prowadzonej w języku niemieckim. Później wyjechała do Grudziądza, gdzie pracowała w fabryce wyrobów gumowych i angażowała się w życie parafii. W Nowogródku pracowała przy furcie szkolnej i wykonywała codzienne obowiązki domu. Jej znakiem rozpoznawczym była pogoda ducha. Współsiostry wspominały, że „gdzie się pojawiła, wschodziło jakby słońce”. Podczas okupacji sowieckiej pracowała również jako pomoc domowa, później zajmowała się tkactwem i szyciem. Zginęła w wieku 37 lat.

Najmłodsza

S. Maria Boromea Narmontowicz miała zaledwie 26 lat. Pochodziła z Wiercieliszek koło Grodna. Pierwsze śluby złożyła w sierpniu 1939 roku, kilka tygodni przed wybuchem wojny. Była wrażliwa, źle znosiła krytykę i przeżywała trudności związane z powołaniem. W czasie okupacji wyjechała na pewien czas do rodziców, ale szybko wróciła, pisząc, że „coś ją nagliło, żeby wrócić do sióstr”. Latem 1943 roku ponownie przebywała poza Nowogródkiem. Sama prosiła, żeby pozwolono jej wrócić do wspólnoty choć na kilka dni. Przyjechała krótko przed aresztowaniem sióstr. Gdyby została poza miastem nieco dłużej, prawdopodobnie przeżyłaby.

Od Wileńszczyzny po Oświęcim

S.Maria Rajmunda Kukołowicz pochodziła z Barwaniszek na Wileńszczyźnie. Do szkoły chodziła tylko przez kilka miesięcy. Cierpiała na silny reumatyzm, mimo to pracowała w kuchni, ogrodzie i gospodarstwie. Współsiostry mówiły, że była pracowita „jak mrówka”. Miała gwałtowny temperament, ale potrafiła równie szybko przeprosić.

S.Maria Daniela Jóźwik pochodziła z Poizdowa na Podlasiu i miała bardzo skromne wykształcenie. Przez lata wykonywała zwyczajne prace potrzebne do funkcjonowania wspólnoty: w pralni, kuchni i refektarzu. W Nowogródku szczególną troską otaczała ubogie dzieci. Zapamiętano ją jako osobę pracującą cicho, bez rozgłosu i bez oczekiwania uznania.

S. Maria Felicyta Borowik straciła matkę dziewięć dni po urodzeniu. Nie chodziła do szkoły, pracowała w gospodarstwie, a przed wstąpieniem do zgromadzenia należała do III Zakonu św. Franciszka. W Nowogródku sprzątała internat i dom sióstr, pomagając zawsze tam, gdzie było najwięcej pracy. Była cicha, drobna i nieśmiała.

S. Maria Gwidona Cierpka pochodziła z Wielkopolski. Pracowała w gospodarstwie, na polu i w ogrodzie, najpierw w Ostrzeszowie, później w Nowogródku. Była energiczna, wymagająca i przyzwyczajona do ciężkiej pracy. Wspominano ją zarazem jako osobę pogodną i głęboko rozmodloną.

S. Maria Imelda Żak pochodziła z Oświęcimia. Zdobyła kwalifikacje nauczycielskie, przez lata uczyła i pracowała jako wychowawczyni. W Nowogródku do wojny pracowała w szkole, później została zakrystianką w kościele Przemienienia Pańskiego i opiekowała się ministrantami. Wspominano ją jako kobietę inteligentną, gorliwą i bardzo oddaną swojej pracy.

Jedenaście temperamentów. Jedenaście dróg. Jedna wspólna decyzja

5 marca 2000 roku Jan Paweł II ogłosił nazaretanki z Nowogródka błogosławionymi. W homilii przypomniał słowa Chrystusa: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. 4 września Kościół wspomina ich męczeństwo, ale pamięć o nich nie powinna zatrzymywać się tylko na ostatnich godzinach życia. Ich decyzję podjęły konkretne kobiety. Każda miała inną historię, charakter, słabości i doświadczenia. Nie były pozbawione lęku, wątpliwości czy trudności. W chwili próby wszystkie doszły jednak do tego samego miejsca: były gotowe uznać, że życie drugiego człowieka jest warte ceny własnego.

Z miłości do bliźniego i z ufności do Boga.

s. Karolina Łuczak/Zgromadzenie Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu

drukuj