Red. S. Karczewski: Paradoksem obecnej nagonki na Kościół jest to, że dziennikarze wymyślają fakty. Odbiorcom podaje się kłamliwą informację, że dane rzeczy znajdują się w danych dokumentach
Paradoksem obecnej nagonki na Kościół jest to, że dziennikarze wymyślają fakty, a jeśli nawet te fakty nie znajdują potwierdzenia w dokumentach, to odbiorcom podaje się taką kłamliwą informację, że dane rzeczy znajdują się w danych dokumentach. Często słyszę takie zdanie: „Przecież wszystkie media o tym mówią”. Zawsze pytam: „I co z tego? Co z tego, że wszystkie media o tym mówią? Jeżeli wszyscy dziennikarze zaczną twierdzić, że Księżyc nie istnieje, to on przestanie istnieć?” – zwracał uwagę red. Sebastian Karczewski, dziennikarz i publicysta „Naszego Dziennika”, odnosząc się do trwającej [medialnej nagonki na ks. kard. Stanisława Dziwisza].
Emerytowany metropolita krakowski, ks. kard. Stanisław Dziwisz, stawił się w sądzie okręgowym w Krakowie w charakterze świadka w procesie wytoczonym archidiecezji krakowskiej przez byłego ministranta, który domaga się 20 mln złotych zadośćuczynienia w związku z molestowaniem, jakiego – jak twierdzi – miał dopuścić się wobec niego jeden z księży. Media głównego nurtu donoszą, że ks. kard. Stanisław Dziwisz był wzywany na rozprawę już wcześniej, ale się na niej nie stawił i prosił, aby więcej go nie wzywać. Red. Stanisław Karczewski na łamach „Naszego Dziennika” tłumaczył, że sytuacja wygląda inaczej, niż jest opisywana.
– Nie jest prawdą to, co napisał Onet, że kardynał nie stawił się na przesłuchanie i poprosił o to, by go więcej nie wzywano, bo ksiądz kardynał wysłał do sądu pismo, w którym poprosił jedynie o to – zgodnie z opinią lekarską, która jest również w aktach sądowych – by przesłuchanie odbyło się w miejscu jego zamieszkania ze względu na stan zdrowia. Mało tego, pomimo, że ta opinia opiewała na to, by przesłuchanie odbyło się w miejscu zamieszkania dwa miesiące po wydaniu opinii, sam ksiądz kardynał zainicjował to, żeby to uczynić wcześniej, nie czekać tych dwóch miesięcy (…). Więc informacja, że jakoby unikał czy prosił o to, by go więcej nie wzywano, jest informacją nieprawdziwą, bo przeczą temu wspomniane dokumenty – zaznaczył dziennikarz.
Rodzą się również pytania o zasadność wzywania jako świadka duchownego, który w czasie, gdy miało dość do wspomnianego wcześniej molestowania, przebywał poza archidiecezją krakowską, ponieważ był już wtedy sekretarzem św. Jana Pawła II.
– W „Naszym Dzienniku” zwróciłem uwagę, że tą sprawą zajmowała się dwukrotnie prokuratura w Krakowie i w Żywcu. W obu przypadkach prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie z powodu braku dowodów. Mało tego, sąd apelacyjny w Żywcu potwierdził te decyzje prokuratury. Inaczej mówiąc, z tą sprawą ks. kard. Dziwisz nie ma nic wspólnego, po prostu ta sprawa jego w ogóle nie dotyczy. Nie chodzi o to, czy to był ksiądz z jego diecezji, czy nie z jego diecezji (bo nie był), ale w ogóle ta sprawa nie dotyczy księdza kardynała, nie jest w żaden sposób z nim związana. Więc tu chodzi jedynie o nadanie rozgłosu medialnego, że niby ksiądz kardynał jest w tę sprawę w jakiś sposób zamieszany. I moim zdaniem tylko o to chodzi. Natomiast zdumiony jestem tym, że sąd wydaje takie postanowienie o przesłuchaniu po tych dwóch sprawach, które toczyły się w prokuraturze i po orzeczeniu sądu apelacyjnego w Żywcu. To jest zdumiewające, ale widać, że ktoś tutaj ma jakieś układy lub działa tu coś w formie korupcji, by tę sprawę ciągnąć – zwrócił uwagę red. Sebastian Karczewski.
Na stronie internetowej krakowskiego wydania „Gazety Wyborczej” w niedzielę pojawił się artykuł, w którego nagłówku możemy przeczytać, że Kościół twierdzi, iż to państwo jest winne krzywdzeniu dzieci przez księdza-pedofila, ponieważ chroniła go SB.
– Ciężko mi cokolwiek oceniać, nie znając dokumentów. (…) Paradoksem obecnej (…) nagonki na Kościół jest to, że dziennikarze wymyślają fakty, a jeśli nawet te fakty nie znajdują potwierdzenia w dokumentach, to odbiorcom podaje się taką kłamliwą informację, że dane rzeczy znajdują się w danych dokumentach. Przykład? (…) Twierdzenie Onetu, że kardynał poprosił rzekomo w piśmie o to, by go nie przesłuchiwać. Czegoś takiego nie ma i po prostu bardzo łatwo jest dzisiaj stworzyć pełną fikcję, bo ci, którzy ją tworzą, wiedzą – i są na to dowody, że ci, którzy odbierają te informacje, uwierzą w te informacje. Często (…) kiedy dyskutuję na te tematy, którymi się zajmuję, słyszę takie zdanie: „Ale słuchaj, przecież wszystkie media o tym mówią”. Zawsze pytam: „I co z tego? Co z tego, że wszystkie media o tym mówią? Jeżeli wszyscy dziennikarze zaczną twierdzić, że Księżyc nie istnieje, to on przestanie istnieć?”. Te oskarżenia działają na takiej samej zasadzie. Niestety, ta kampania medialna wygląda tak, jak wygląda, ponieważ (…) duży wpływ na to ma nieuczciwość dziennikarska – mówił gość „Aktualności dnia”.
Publicysta wskazał, że nikt nie zrekompensuje ks. kard. Stanisławowi Dziwiszowi oraz Kościołowi szkód wizerunkowych, jakie do tej pory spowodowało śledztwo, mające – jak wiele wskazuje – wyłącznie medialny charakter. Zdaniem rozmówcy Radia Maryja, przyczyni się ono przede wszystkim do kolejnych medialnych ataków wymierzonych w św. Jana Pawła II.
Całość rozmowy z red. Sebastianem Karczewskim jest dostępna [tutaj].
radiomaryja.pl




