[NASZ DZIENNIK] Zbrodnie bez kary
Wzrasta liczba warunkowo umarzanych przez sądy spraw, które dotyczą przestępstw wymierzonych w życie dzieci poczętych – informuje „Nasz Dziennik”.
Po kilka osób rocznie jest prawomocnie skazywanych w Polsce za przestępstwa przeciwko życiu osób najmłodszych. Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości, do których dotarł „Nasz Dziennik”, wynika, że od 2023 r. wybrane osoby, które dopuściły się przestępstwa z art. 152 § 2 kk, mogą liczyć na specjalne traktowanie przez sąd – w kilku przypadkach zdecydowano się na warunkowe umorzenie postępowania.
– W praktyce oznacza to, że sprawca nie zostaje formalnie skazany. Nie figuruje jako osoba karana. Jeśli jest pracownikiem instytucji publicznej, szpitala czy samorządu, nie traci stanowiska – precyzuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” mec. dr Michał Skwarzyński z Katedry Praw Człowieka i Prawa Humanitarnego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
Art. 152 § 2 kk wskazuje, że karze pozbawienia wolności do lat 3 podlega osoba, która „udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania”. W 2023 r. z tego tytułu skazano prawomocnie 10 osób, przy 1 warunkowym umorzeniu, w 2024 r. również skazano 10 osób, już przy 8 warunkowych umorzeniach, a w 2025 r. skazano 14 osób i aż 12 otrzymało warunkowe umorzenie. Przed 2023 r. nie odnotowano takiego faktu w statystykach.
– Wymiar sprawiedliwości świetnie dopasował się do nowych realiów politycznych. Sędziowie „wiedzą” już, jak orzekać, bo prawo się nie zmieniło – mówi „Naszemu Dziennikowi” Paweł Kubala, politolog.
W polskim Kodeksie karnym funkcjonuje kilka artykułów, które określają kary za dokonanie czynu wymierzonego w dziecko poczęte, jego matkę oraz niemowlę. Każdego roku sądy wydają prawomocne wyroki względem osób, które dopuściły się tego rodzaju przestępstw. Najwięcej osób skazywanych jest ze wspominanego już art. 152 § 2 kk. W latach 2021-2025 prawomocnie skazano 56 osób. We wskazanym okresie doszło także do skazania 2 osób z art. 152 § 1 kk, który mówi, że „kto za zgodą kobiety przerywa jej ciążę z naruszeniem przepisów ustawy, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. W 2025 r. sąd zdecydował się na zastosowanie warunkowego umorzenia postępowania w odniesieniu do 1 osoby.
Każdego roku dochodzi do skazywania osób z art. 153 § 1 kk, dotyczącego wymuszonej aborcji. Kodeks karny wskazuje, że „kto stosując przemoc wobec kobiety ciężarnej lub w inny sposób bez jej zgody przerywa ciążę albo przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza kobietę ciężarną do przerwania ciąży, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”. W latach 2021, 2022 i 2023 – skazano po 3 osoby rocznie z tego artykułu, a w latach 2024 i 2025 skazano po 1 osobie. Z art. 154 § 1 kk skazano 1 osobę, i to w 2021 roku. Przepis ten wskazuje, że „kto publicznie nawołuje do popełnienia przestępstwa lub je pochwala, podlega karze więzienia do lat 5 lub aresztu”.
Dane statystyczne dotyczące prawomocnych rozstrzygnięć w sprawach z art. 149-154 kk pokazują zjawisko, które od 2023 r. powinno uruchomić czerwony alert.
– Po pierwsze, pojawia się i szybko narasta praktyka tzw. warunkowych umorzeń postępowania w sprawach dotyczących czynów godzących w życie nienarodzone. W latach wcześniejszych mechanizm ten w tym segmencie przestępczości miał charakter marginalny albo w praktyce nie występował – akcentuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr Marcin Romanowski, poseł Prawa i Sprawiedliwości, były wiceminister sprawiedliwości.
Od 2023 r. – warunkowe umorzenie postępowania staje się natomiast widocznym elementem orzecznictwa, a w kolejnych latach jego udział rośnie.
Z formalnego punktu widzenia warunkowe umorzenie jest instytucją prawa karnego, która może mieć swoje uzasadnienie w sprawach o niskiej społecznej szkodliwości czynu, przy spełnieniu rygorystycznych przesłanek.
– Problem polega jednak na tym, że w sprawach dotyczących bezprawnego pozbawienia życia dziecka nienarodzonego mówienie o „znikomej” społecznej szkodliwości to przejaw barbarzyństwa – akcentuje dr Marcin Romanowski.
Nie jest to przecież sprawa błaha.
– Jeżeli państwo zaczyna traktować takie czyny w kategoriach spraw, które można „rozwiązać” bez realnej sankcji karnej, to w praktyce dokonuje cichej depenalizacji – bez zmiany ustawy, bez debaty parlamentarnej, ale poprzez skandaliczną, contra legem, praktykę organów ścigania i sądów – wyjaśnia rozmówca.
To ma swoje konsekwencje.
– Nie znamy szczegółów każdego umorzonego postępowania, bo to jest kwestia, której statystyki nie obejmą. Niemniej możemy zakładać, że wśród tych osób znajdują się też takie wywodzące się z sektora publicznego. I to jest dla dalszych rozważań kluczowe – wyjaśnia mec. dr Michał Skwarzyński.
Gdyby zapadł wyrok skazujący, nawet z karą w zawieszeniu, konsekwencje zawodowe wobec takiej osoby byłyby nieuniknione.
– To zasadnicza różnica. Mamy więc sytuację, w której sąd stwierdza winę, ale jednocześnie pozostawia sprawcy pełną możliwość dalszego funkcjonowania w tym samym systemie. Formalne potępienie bez realnej sankcji – podkreśla prawnik.
Może więc być tak, że nauczyciel, wykładowca, urzędnik, którzy dopuścili się przestępstwa przeciwko życiu, dalej mogą pracować w swoim zawodzie, pomimo że zaangażowani byli w zabicie człowieka nienarodzonego. Inną rzeczą jest również to, że za ten czyn nie spotkała ich należyta kara.
– I tu pojawia się pytanie o sens prawa karnego. Jego podstawową funkcją jest przecież prewencja zarówno indywidualna, jak i ogólna. Chodzi o to, by dany typ czynów nie był powtarzany – wyjaśnia Paweł Kubala.
Jeśli jednak reakcja państwa jest miękka do tego stopnia, że nie niesie realnych konsekwencji, trudno mówić o skutecznej zaporze przeciwko takim czynom, które mogłyby mieć miejsce w przyszłości.
– W przypadku osób działających w strukturach publicznych ryzyko powtórzenia czynu wcale nie znika. Ono zostaje – stwierdza mec. dr Michał Skwarzyński.
Podeptany obowiązek
Sprawa ma jednak wymiar głębszy niż czysto procesowy. Konstytucja RP, a także ustawa o Rzeczniku Praw Dziecka nakładają na państwo obowiązek ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci.
– To nie jest wyłącznie norma prawna. To fundament aksjologiczny naszej cywilizacji. Europa wyrosła na przekonaniu, że słabszy nie traci praw tylko dlatego, że jest słabszy. Właśnie odwrotnie, to on wymaga szczególnej ochrony – przypomina Paweł Kubala.
Jak wyjaśnia, „odrzucenie tej zasady jest nie żadnym postępem, ale cofnięciem się do logiki siły, do świata, w którym o tym, kto może żyć, decyduje przewaga nad innymi, a nie wrodzona godność”. Dlatego twierdzenie, że liberalizacja praktyki orzeczniczej w sprawach aborcyjnych to rozwój praw człowieka, jest błędem.
– Można postawić tezę przeciwną: jest to erozja fundamentów, na których zbudowano europejski porządek prawny – zaznacza mec. dr Michał Skwarzyński.
Cywilizacja nie rozwija się przez osłabianie ochrony najsłabszych. Ona wtedy traci kręgosłup.
– To prowadzi do oczywistego pytania o rzeczywistą niezależność prokuratury i sądów od bieżących oczekiwań politycznych. Obowiązkiem państwa – a w szczególności organów ścigania – jest egzekwowanie prawa w sposób równy i konsekwentny, niezależnie od tego, czy dana sprawa wpisuje się w aktualną linię ideologiczną koalicji rządzącej – podnosi dr Marcin Romanowski.
Tymczasem obserwowany po 2023 r. trend ignorowania wymogu prawnokarnej ochrony życia nienarodzonych pokazuje, że w praktyce doszło do zmiany „polityki ścigania”, choć formalnie przepisy Kodeksu karnego nie uległy żadnej zmianie.
– To kolejny przykład systemowego bezprawia: w rękach „koalicji 13 grudnia” prawo brzmi tak, jak oni je rozumieją, a nie jak postanowił suweren, czyli sami Polacy – wskazuje były wiceminister sprawiedliwości.
Praktyka pokazuje przykłady tego, że nad środowiskami aborcyjnymi w Polsce rozpostarty jest swoisty parasol ochronny, który gwarantuje nietykalność nawet w sprawach tak ważnych jak ochrona życia człowieka.
– Jeżeli określone środowiska mogą liczyć na łagodniejsze reakcje państwa, na warunkowe umorzenia w sprawach dotyczących ludzkiego życia zamiast realnych wyroków skazujących, to mamy do czynienia nie ze zwykłą asymetrią w stosowaniu prawa, tylko z nadużyciem uprawnień – nie ma wątpliwości dr Marcin Romanowski.
Jak dodaje, odpowiedzialni za to bezprawie powinni ponieść surowe konsekwencje. To wszystko oznacza, że równość wobec prawa przestaje funkcjonować w praktyce.
– W konsekwencji prawo karne przestaje pełnić funkcję ochronną nawet w tym – powiedzmy szczerze – minimalnym zakresie, jeśli chodzi o ochronę życia dzieci nienarodzonych, wobec najsłabszych, a zaczyna służyć regulowaniu napięć politycznych czy pozaprawnych ideologii o zbrodniczym charakterze – ocenia poseł PiS.
To nie jest stan, który obywatele powinni akceptować. Nawet jeżeli sądownictwo dopasowuje się do politycznej linii rządu, chociaż powinno zachować niezależność, to wciąż demokracja daje szereg narzędzi do decydowania o przyszłości.
– Wymiar sprawiedliwości ma stać na straży prawa, a nie oczekiwań aktualnej większości – wskazuje mec. dr Michał Skwarzyński.
Dlatego zachęca do podpisywania list poparcia konserwatywnych sędziów ubiegających się o nominację do Krajowej Rady Sądownictwa.
– Jeśli tego nie dopilnujemy, jeśli nie będziemy mieć w KRS uczciwych, konserwatywnych sędziów, to już po 12 maja – gdy zakończy się kadencja tej Rady – obudzimy się w systemie, w którym stosowanie zapisanego w kodeksie prawa będzie zależało od tego, kto akurat sprawuje władzę – ostrzega rozmówca.
Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik




