Wiara, za którą warto oddać życie. Red. G. Górny: Ludzie mogli znieść wiele, ale nie tego, że odmawia im się chrztu dzieci, że nie można przystępować do komunii, że umierający nie mogą wyspowiadać się przed śmiercią
Historia XX wieku zna wiele rewolucji i powstań, ale tylko jedno, w którym ludzie chwycili za broń nie dla władzy czy pieniędzy, lecz w obronie swojej wiary. W setną rocznicę wybuchu Cristiady red. Grzegorz Górny w swoim najnowszym felietonie z cyklu „Spróbuj pomyśleć” na antenie Radia Maryja przypomina dramatyczne wydarzenia z Meksyku, które pokazują, że wolność religijna nigdy nie była dana raz na zawsze.
W 1926 roku antykatolicki rząd Meksyku, działający pod wpływem lóż masońskich, rozpoczął systematyczne uderzenie w Kościół. Zamykano szkoły katolickie, deportowano duchownych, zakazywano noszenia sutanny, a krytyka władzy groziła więzieniem.
Gdy pokojowe protesty wiernych nie przyniosły żadnego skutku, Episkopat Meksyku zdecydował się na krok bezprecedensowy – zawieszenie kultu publicznego. Kościoły opustoszały, a wierni zostali pozbawieni sakramentów.
Dla wiernych była to granica nie do zaakceptowania. Jak podkreśla red. Grzegorz Górny, można odebrać wiele, ale nie to, co dotyczy zbawienia.
– Ludzie mogli znieść wiele, ale nie tego, że odmawia im się chrztu dzieci, że nie można przystępować do komunii, że umierający nie mogą wyspowiadać się przed śmiercią. W różnych miejscach kraju Meksykanie spontanicznie chwycili więc za broń. (…) Do świątyń przyjeżdżało wojsko, żeby je zamknąć. Wtedy wierni zamykali się w środku i modlili się, żeby nie dopuścić do przejęcia kościołów. (…) Na przemoc odpowiadali przemocą. W wielu miejscach spontanicznie wybuchły więc potyczki pomiędzy wojskami federalnymi a zdesperowanymi katolikami. Ognisk zapalnych było tak dużo, że z czasem przekształciły się one w powstanie – przypomina felietonista Radia Maryja.
Ten bunt nie był ruchem politycznym, ale ruchem w obronie wiary. Zawierzali się opiece Matce Bożej z Guadalupe. Ginęli z okrzykiem: „Viva Cristo Rey!” (tłum.: „Niech żyje Chrystus Król!”).
Cristiada trwała 3 lata. W szczytowym momencie walczyło w niej około 50 tys. mężczyzn. Mimo przewagi armii rządowej, powstańców nie udało się pokonać militarnie. Ostatecznie doszło do porozumienia, jednak obiecana amnestia okazała się fikcją. Wierni, którzy walczyli byli masowo mordowani już po złożeniu broni.
– Oblicza się, że czystki po powstaniu pochłonęły więcej ofiar niż sama Cristiada. Rząd nadal kontynuował swoją antykatolicką politykę, dlatego w 1932 roku wybuchła druga Cristiada, która była bardziej bezwzględna i krwawa niż pierwsza. I znów wojskom federalnym nie udało się pokonać powstańców – zauważa red. Grzegorz Górny.
Jak dodaje publicysta, była to historia wyjątkowa.
– W XX wieku było to wydarzenie wyjątkowe w skali światowej, ponieważ powstańcy chwycili za broń nie z powodów gospodarczych czy politycznych, lecz w obronie swojej wiary katolickiej. Jeżeli dziś w Meksyku panuje wolność religijna, to musimy pamiętać, że została ona wywalczona drogą zbrojną przez ludzi, którzy ginęli z okrzykiem „Viva Cristo Rei!” – podkreśla felietonista.
Cały felieton red. Grzegorza Górnego z cyklu „Spróbuj pomyśleć” dostępny jest [tutaj].
radiomaryja.pl



