fot. PAP/EPA

[NASZ DZIENNIK] Plan na odsyłanie migrantów

Prowadzone są prace nad nową definicją tzw. bezpiecznego kraju trzeciego. Zmiany mają podnieść na wyższy poziom proces rozpatrywania wniosków azylowych w Unii Europejskiej – informuje red. Rafał Stefaniuk na łamach „Naszego Dziennika”.

Kraje Unii Europejskiej pracują nad nowymi regulacjami, które mają zrewidować pojęcie tzw. bezpiecznego państwa trzeciego. Stawką jest możliwość odsyłania migrantów poza Europę, bez dłuższego, jednostkowego rozpatrywania każdego wniosku o azyl. Takie mechanizmy próbowały już wprowadzać Wielka Brytania – umowa z Rwandą, lub Włochy – umowa z Albanią. Kraje te dawały sobie możliwość odsyłania osób, które chcą uzyskać u nich azyl, do innego kraju na czas całej procedury.

– Do tej pory zasada była jasna: jeśli ktoś miał zostać odesłany, musiał wykazać konkretne związki z danym krajem – rodzinne, kulturowe czy wynikające z pobytu. Teraz Bruksela chce dać znacznie szersze pole manewru – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Paweł Kubala, politolog.

Wystarczy, że dana osoba mogłaby znaleźć ochronę gdzie indziej, a jej wniosek w Unii zostanie uznany za niedopuszczalny.

– To krok w stronę modelu australijskiego, gdzie o azyl można się ubiegać, ale już poza granicami kraju docelowego. Dla Europy byłby to prawdziwy przełom – zwraca uwagę politolog.

Warto pamiętać, że Australia zbudowała cały system odstraszania nielegalnej migracji. Kto przypłynie bez ważnej wizy, trafia najpierw do ośrodków detencyjnych, takich jak ten na Wyspach Bożego Narodzenia, gdzie przechodzi drobiazgową weryfikację – proces, który może trwać tygodniami, a nawet miesiącami. Po 2012 r. wprowadzono twardą zasadę: każdy, kto dotrze drogą morską, zostaje przeniesiony do ośrodków w Nauru czy Papui-Nowej Gwinei. Tam procedurę prowadzą lokalne władze, nie Australia, zgodnie z zasadą „no advantage” – żadnych przywilejów za próbę obejścia prawa. Nawet jeśli ktoś otrzyma status uchodźcy, oznacza to nie prawo stałego pobytu w Australii, a jedynie tymczasowe wizy w kraju trzecim. Polityka skuteczna, choć brutalna, odstrasza potencjalnych migrantów i działa jak zimny prysznic, pokazując, że granica nie jest gumowa.

Dlaczego więc Europa, mając gotowy wzorzec, wciąż brnie w dyskusje?

– Przez lata wmawiano Europejczykom, że migranci to szansa, że trzeba ich witać z otwartymi ramionami – mówi Sebastian Łukaszewicz, poseł Prawa i Sprawiedliwości, członek sejmowej Komisji Obrony Narodowej.

Symbolem tej polityki stała się Angela Merkel, rozbudzając nadzieje milionów obcych nam kulturowo osób i zachęcając ich do podjęcia drogi do Europy.

 – Efekt znamy: masowe fale migrantów, obozy w Grecji i we Włoszech, dramatyczne obrazy z Lampedusy. Wtedy Europa rozbroiła się sama, a dziś próbuje sklejać politykę bezpieczeństwa. I dalej robi to nieudolnie – akcentuje parlamentarzysta.

Złagodzone wymogi

Bruksela już w maju zaproponowała złagodzenie wymogów odnoszących się do tzw. bezpiecznego państwa trzeciego. Gdyby zmiany przeszły całą ścieżkę legislacyjną, to powiązanie z takim państwem przestałoby być obowiązkowe, a migrant mógłby zostać odesłany nawet do kraju tranzytowego – wystarczyłaby odpowiednia umowa dwustronna. Natomiast definicja „więzi” została poszerzona tak szeroko, że mieści w sobie niemal wszystko: od rodziny przez język i kulturę po enigmatyczne „inne podobne związki”.

W nowych propozycjach doprecyzowano także pojęcie tranzytu. Migrant, który przeszedł przez strefę tranzytową, miał możliwość ubiegania się o azyl na granicy lub wjechał do UE bezpośrednio z państwa trzeciego, może zostać odesłany. Zmieniono również zasady dotyczące małoletnich bez opieki. Początkowo planowano całkowite wyłączenie ich z procedury transferu, lecz kompromis otworzył wąską furtkę: dzieci mogą zostać przeniesione, jeśli będzie to zgodne z prawem międzynarodowym i zasadami UE.

– Bruksela najwyraźniej nie chce wiązać sobie rąk nawet w kwestii najbardziej wrażliwej. Widać tu wyraźnie, że rzeczywistość wreszcie dogoniła unijnych decydentów. Przez lata karmiono opinię publiczną wizją korzyści płynących z masowej migracji, podczas gdy straty zaczęły przekraczać rachunek zysków – stwierdza Paweł Kubala.

Dziś Bruksela w jakimś stopniu zaczyna nieśmiało kopiować rozwiązania, które Australia stosuje od lat.

– Pytanie tylko, czy europejskie państwa będą równie konsekwentne – bo tu, gdzie polityczna poprawność wciąż kładzie się cieniem na decyzjach, każdy krok w stronę realnej ochrony granic okupiony jest miesiącami debat i lawirowania. A bardzo często później nic z tego nie ma – wskazuje politolog.

Europa ma dziś dwie drogi: albo będzie konsekwentnie uszczelniać swoje granice, albo pogrąży się w chaosie.

– Bo to nie tylko kwestia migrantów przybywających teraz – to także problem całych społeczności, które osiedliły się w Europie, ale zamiast się integrować, budują równoległe światy. Widzimy to wyraźnie w Wielkiej Brytanii, gdzie w niektórych dzielnicach władzę przejmują radykałowie, a decyzje polityczne zaczynają zapadać pod dyktando środowisk islamskich – zaznacza Sebastian Łukaszewicz.

Na końcu tej układanki pozostaje jeszcze kwestia deportacji tych, którzy już znaleźli się w Europie. To wyzwanie równie ważne jak sama ochrona granic. W skrajnych przypadkach prowadzi to do terroryzmu, przestępczości i destabilizacji.

– Europa musi więc walczyć na dwóch frontach jednocześnie: z jednej strony uszczelniać granice, z drugiej – skutecznie egzekwować prawo wobec tych, którzy już tu są – podsumowuje Paweł Kubala.

Rafał Stefaniuk/Nasz Dziennik

drukuj