
Obraz autorstwa pressfoto na Freepik
Nauczyciele: wprowadzenie nieobowiązkowych prac domowych nie rozwiązało problemu przeciążenia uczniów
Minął rok od wprowadzenia nieobowiązkowych prac domowych. Nauczyciele przyznają, że był to błąd, który nie rozwiązał problemu przeciążenia uczniów.
Na jednym z przedwyborczych wieców Platformy Obywatelskiej w 2023 roku, do Donalda Tuska zgłosił się uczeń narzekający na rzekome łamanie praw dzieci w szkole.
– I zadawanie tak dużo, żebyśmy nie mieli czasu na odpoczynek – skarżył się uczeń.
Donald Tusk podchwycił temat i ogłosił, że zakaz prac domowych będzie jednym ze stu konkretów na pierwsze sto dni jego rządu. To jedna z niewielu zrealizowanych obietnic szefa PO.
Zmiana weszła w życie w trakcie roku szkolnego bez wcześniejszych konsultacji – przypomniała Karolina Brauer z oświatowej „Solidarności”.
Bardzo prosto było to spełnić, po prostu zmienić rozporządzenie bezkosztowo. Ale koszty są – koszty ponieśli uczniowie w szkołach podstawowych – podkreśliła Karolina Brauer.
Z dnia na dzień straciliśmy narzędzie do motywowania uczniów do pracy i rozwoju – wskazała nauczycielka Lidia Dąbrowska. Zaczęły się pojawiać pytania.
– A czy to trzeba robić? Czy to jest na ocenę? A po co to mamy robić? – mówiła Lidia Dąbrowska.
Według minister Barbary Nowackiej nauczyciele nie zrozumieli jej decyzji.
– Na pewno musimy poprawić jako ministerstwo komunikację i wsparcie dla nauczycieli, żeby wiedzieli, że prace domowe nie są zabronione, tylko są nieobowiązkowe – tłumaczyła Barbara Nowacka.
Dopiero po roku obowiązywania kontrowersyjnego rozporządzenia resort ogłasza jego ewaluację, czyli ocenę. Uczniowie bardzo dużo stracili przez ten czas – zaznaczyła była kurator oświaty w Lublinie, Teresa Misiuk.
– Praca domowa spełnia bardzo istotną rolę. To – po pierwsze – jest czas na to, żeby dziecko w domu utrwaliło i wyćwiczyło wiedzę oraz umiejętności zdobywane w szkole – wyjaśniła Teresa Misiuk.
Nauczyciele przyznają, że w przeszłości zdarzało się im zadawać za dużo prac domowych, ale ich likwidacja nie była dobrym rozwiązaniem.
– Jednak poszliśmy ze skrajności w skrajność – podkreśliła Lidia Dąbrowska.
Wielu rodziców, którzy narzekali na nadmiar prac domowych, mają teraz inne problemy.
– Jak mówią rodzice, trudno swoje dzieci zmobilizować do pracy w domu, bo mówią, że nic nie jest zadane, że nie można zadawać prac domowych – wskazała Karolina Brauer.
Decyzja minister Nowackiej w sprawie prac domowych wpisuje się w szereg jej działań niszczących polską oświatę. To m.in. ograniczanie lekcji historii, próba wyrzucenia religii ze szkół i siłowe wprowadzenie permisywnej edukacji seksualnej – wbrew woli wielu rodziców.
TV Trwam News


