Rząd Donalda Tuska znowu zwija polską armię? W tle praca w Wojskowych Zakładach Elektronicznych dla byłego majora Służby Bezpieczeństwa i powołanie radnej z KO zajmującej się miejską zielenią na stanowisko prezesa zarządu MESKO
Umowy na dostawy sprzętu z Korei Południowej do Polski stoją pod znakiem zapytania. Według mediów Ministerstwo Finansów nie akceptuje oferty kredytowej Seulu. To jednak nie wszystko, co w ostatnich dniach dzieje się wokół wojska. Wiceminister obrony podważa zakup amerykańskich wyrzutni HIMARS, a pracę w spółce należącej do Polskiej Grupy Zbrojeniowej znalazł były major Służby Bezpieczeństwa, który w Moskwie skończył kurs KGB.
Polska kupuje w Korei Południowej samoloty, czołgi czy armatohaubice. Część umów jest realizowana, a część czeka jeszcze na ostatnie decyzje w sprawie finansowania. Rząd Zjednoczonej Prawicy uzgodnił z Seulem, że Polska dostanie sprzęt, na który weźmie kredyt w Korei. Tymczasem media informują, że Ministerstwo Finansów nie akceptuje zasad pożyczki i dwie umowy na zakup armatohaubic oraz wyrzutni rakiet stoją pod znakiem zapytania.
Należało się tego spodziewać – wskazał były minister obrony narodowej, Mariusz Błaszczak.
– Tak jak za pierwszego Tuska, tak i za drugiego Tuska usłyszymy, że pieniędzy nie ma i nie będzie. To bardzo źle, dlatego iż te umowy są już podpisane. Wojsko potrzebuje tego sprzętu – mówił Mariusz Błaszczak.
Koszt obu umów przekracza 20 mld złotych. Korea zmieniła nawet prawo, aby umożliwić Polsce pożyczkę. Mimo to rząd nie podejmuje kluczowej decyzji.
– Jeżeli nie wiemy, o co chodzi, to w tle zawsze pojawiają się pieniądze i może to jest celowe działanie rządu. Może tutaj – mówiąc kolokwialnie – Koreańczyków trzeba zmobilizować, żeby jeszcze bardzie spojrzeli na tę umowę pod względem Polski, żeby była ona dla nas bardziej atrakcyjna – uspokajał Adam Krampichowski, ekspert ds. bezpieczeństwa.
W podobnym tonie wypowiedział się poseł Piotr Stach z Polski 2050, wiceszef sejmowej Komisji Obrony Narodowej.
– Jestem pewien, że kontrakty, które zostały uznane za kluczowe, zostaną dowiezione, ale jeśli chodzi o szczegóły, to czekajmy. Na pewno wszystko dobrze się skończy – oznajmił Piotr Stach.
Pod znakiem zapytania mogą stanąć także te umowy, które rząd Zjednoczonej Prawicy zawarł w Stanach Zjednoczonych. Wiceminister obrony z Polski 2050, Paweł Zalewski, podczas wtorkowej komisji podważał zasadność części zakupów.
– Z trudem uzyskuje odpowiedź na pytanie czy Polska potrzebuje 500 HIMARSÓW? – pytał wiceminister Paweł Zalewski.
Dostawy amerykańskich wyrzutni mogą rozpocząć się już pod koniec przyszłego roku. Na umowie skorzysta też polski przemysł, bo wyrzutnie mają być umieszczone na ciężarówkach Jelcz.
– Minister Zalewski podważa zasadność całego programu wzmacniania polskiego wojska, modernizacji polskiego wojska. 500 wyrzutni HIMARS jest niezbędne do tego, żeby realnie odstraszyć rosyjskiego agresora – powiedział Mariusz Błaszczak.
Rządzący jednocześnie podejmują kontrowersyjne decyzje personalne. Henryk Grobelny, negatywnie zweryfikowany major Służby Bezpieczeństwa, który rozpracowywał Kościół i księży, a ponadto skończył kurs KGB w Moskwie, wszedł do Rady Nadzorczej Wojskowych Zakładów Elektronicznych należących do Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
Według eksperta ds. bezpieczeństwa, Sebastiana Trojaka, taka nominacja może być poważnym zagrożeniem.
– Dlaczego polskie służby specjalne nie reagują w sposób zdecydowany na tego typu propozycje kandydatów do rad nadzorczych? – pytał Sebastian Trojak.
Wojskowe Zakłady Elektroniczne zajmują się m.in. serwisem i produkcją sprzętu radiolokacyjnego czy obrony przeciwlotniczej. Od niemal 10 lat blisko współpracują z zagranicznymi koncernami zbrojeniowymi.
To nie koniec dziwnych decyzji personalnych w ostatnich miesiącach. 10 lipca prezesem zarządu MESKO – przedsiębiorstwa produkującego między innymi polskie Pioruny – została Renata Gruszczyńska, radna Koalicji Obywatelskiej z województwa świętokrzyskiego. Co ciekawe, Renata Gruszczyńska pracowała do tej pory w Inspekcji Transportu Drogowego, była komendantką Straży Miejskiej oraz dyrektorką Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji w Kielcach. Ostatnio zaś kierowała spółką Rejonowe Przedsiębiorstwo Zieleni i Usług Komunalnych.
Do tej nominacji odniósł się były wicepremier, Jacek Sasin.
„Oto kobieta pracująca! Żadnej pracy się nie boi. Radna sejmiku świętokrzyskiego z PO Renata Gruszczyńska służyła już na różnych frontach. Zarządzanie miejską zielenią? Jak najbardziej. Kierowanie kielecką komunikacją publiczną? Oczywiście. Czas na nowe wyzwania za, bagatela, 70 tysięcy złotych miesięcznie. Zbrojeniówka również potrzebuje kompetencji i zaangażowania Renaty Gruszczyńskiej. W profesjonalnych i transparentnych konkursach wyłaniani będą apolityczni fachowcy – pamięta ktoś jeszcze 68 konkret przedwyborczy Koalicji Obywatelskiej?” – podsumował Jacek Sasin.
Oto kobieta pracująca! Żadnej pracy się nie boi. Radna sejmiku świętokrzyskiego z PO Renata Gruszczyńska służyła już na różnych frontach. Zarządzanie miejską zielenią? Jak najbardziej. Kierowanie kielecką komunikacją publiczną? Oczywiście. Czas na nowe wyzwania za, bagatela, 70… pic.twitter.com/pVkUtb1scY
— Jacek Sasin (@SasinJacek) July 23, 2024
TV Trwam News/radiomaryja.pl



