Zatrzymane urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości kozłami ofiarnymi w politycznej zemście Adama Bodnara
Sytuacja urzędniczek zatrzymanych w sprawie Funduszu Sprawiedliwości jest dramatyczna. Według relacji mediów i rodziny są one skandaliczne traktowane.
Dwie urzędniczki aresztowane ws. Funduszu Sprawiedliwości są traktowane jak najgroźniejsi przestępcy. Są pod specjalną ochroną, izolowane, notorycznie przesłuchiwane. Ich cele są pod stałym monitoringiem, a w nocy co godzinę zapalane jest światło.
Ojciec jednej z zatrzymanych urzędniczek – pani Urszuli – powiedział wprost o więźniach politycznych.
– Jest dziwna sytuacja, kiedy oprawcy znęcają się. Nie chcę używać jakichś wielkich słów, ale to zaszokowało nas – mówił Andrzej Skrzetuski.
Szokuje też to, co działo się po samym zatrzymaniu. Pani Urszula musiała się rozbierać w obecności mężczyzn funkcjonariuszy. Przez kilka tygodni nie miała dostępu do czystych ubrań i bielizny. Rodzina ma z nią bardzo mocno utrudniony kontakt. Listy docierają z opóźnieniem od czterech do sześciu tygodni. Pan Andrzej wysłał sześć listów, ale dotarł tylko jeden z nich.
– Wszystko to, co się dzieje, jest nielegalne i niezgodne z prawem. W naszym kraju Konstytucja nie obowiązuje, ustawy nie obowiązują, wyroki trybunałów, sądów. Decyduje dzika chęć zemsty – wskazał Andrzej Skrzetuski.
Do sprawy odniósł się w mediach społecznościowych Michał Woś, poseł Suwerennej Polski.
„Urzędniczkę Ministerstwa Sprawiedliwości wożą na przesłuchania w kajdanach zespolonych – zakutych na nogi i ręce. Kobieta, matka małego dziecka, z zarzutami (dętymi) za formalności w dokumentach. Nic nie ukradła, nie zdefraudowała. Czy bodnarowcy są normalni?” – napisał poseł Michał Woś na platformie X.
Urzędniczkę ministerstwa sprawiedliwości wożą na przesłuchania w kajdanach zespolonych – zakutych na nogi i ręce. Kobieta, matka małego dziecka, z zarzutami (dętymi) za formalności w dokumentach. Nic nie ukradła, nie zdefraudowała.
Czy bodnarowcy są normalni?
— Michał Woś (@MWosPL) July 25, 2024
Ta sprawa – jak podkreśla wiele osób – to polityczna zemsta. To, co dzieje się zatrzymanymi urzędniczkami, nie jest normalną praktyką, bowiem podobnie jak przypadku księdza Michała Olszewskiego mamy do czynienia z aresztem wydobywczym i łamaniem praw człowieka.
– Chciałem zapytać, gdzie są organizacje prokobiece? Gdzie są organizacje lewicowe, które na takie znęcanie się, aż trudno je wymieniać, pozwalają? One milczą, im to pasuje, że jacyś barbarzyńcy, bo ja sobie nie wyobrażam, żeby w Polsce, która doświadczyła tak strasznych rzeczy, można było tak się nad drugim człowiekiem znęcać. Gdzie są organizacje międzynarodowe, które powinny w tej sprawie protestować? – pytał Jarosław Sachajko, poseł Kukiz’15.
O skandaliczne traktowanie aresztowanych kobiet zapytani zostali też posłowie koalicji rządzącej.
– Szczerze mówiąc, ja w te informacje nie wierzę – oznajmiła Katarzyna Piekarska, poseł KO.
– Jeżeli to by były rzeczy prawdziwe, to nie powinny mieć miejsca, ale wiem, że jest dużo informacji nieprawdziwych i trzeba to zweryfikować – wskazał Tomasz Trela, wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego Lewicy.
– My nie wiemy czy jest co godzinę zapalane światło. Taka cela musi być weryfikowana ze względu na bezpieczeństwo osoby, tylko i wyłącznie z tego powodu – mówił Paweł Śliz, poseł Polski 2050.
Poseł Marcin Warchoł z Suwerennej Polski powiedział wprost o drastycznym naruszeniu Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i podstawowych wolności. Dokument jasno stanowi, że nikt nie musi być poddany poniżającemu traktowaniu.
– To traktowanie jest poniżające, jest to udręczenie. Są to tortury i w orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka od dawna stwierdza się w sposób jednoznaczny, że budzenie w nocy, palenie światła czy nadmierne stosowanie środków przymusu bezpośredniego jest torturą. Mamy tu do czynienia z kajdankami zespolonymi na rękach i nogach. Biedna kobieta, matka dziecka jest doprowadzana jak pospolity, niebezpieczny bandyta na przesłuchanie. To jest niegodziwe i haniebne – akcentował Marcin Warchoł, poseł Suwerennej Polski.
Działania są niewspółmierne do stawianych zarzutów.
– Każdy z nas może być uznany za sprawcę jakiegoś przestępstwa dopiero na podstawie prawomocnego wyroku skazującego, natomiast kiedy to przestępstwo nie zostało osądzone i sąd nie wydał wyroku, każdy z nas jest niewinny. Wydaje mi się, że takie mocne traktowanie nie ma tutaj zasadności – ocenił dr Roman Marzec, ekspert ds. bezpieczeństwa.
Wszystko to odbywa się pod płaszczem przywracania praworządności.
– Być może ci, którzy zlecili taki nadzór, naczytali się ludzi, którzy przeszli przez sowiecki, a konkretnie stalinowski obóz czy śledztwa, bo to rzeczywiście było na porządku dziennym w sowieckiej Rosji – stwierdził Jacek Figurski, adwokat.
Tymczasem z zespołu prokuratorskiego, który bada rzekome nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości, odchodzi Marzena Kowalska. Śledcza przechodzi w stan spoczynku, czyli na prokuratorską emeryturę. Decyzja zapadła tuż po kompromitacji prokuratury ws. bezprawnego zatrzymania posła Marcina Romanowskiego. Prokurator Marzena Kowalska jako szefowa zespołu śledczego podpisała się pod zarzutami oraz nakazem zatrzymania byłego wiceministra sprawiedliwości.
TV Trwam News



