„Nasz Dziennik”: Drenaż umysłów
To program wypłukiwania z tożsamości narodowej. Tak w skrócie eksperci oceniają nową listę lektur szkolnych i rozporządzenia zmieniające podstawę programową kształcenia ogólnego dla osiemnastu przedmiotów w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych – czytamy w „Naszym Dzienniku”.
Od 1 września uczniów będzie obowiązywać zakres nauczania ograniczony o blisko 20 procent. Pozbyto się treści „trudnych”. Eksperci zwracają także uwagę na nową listę lektur.
„Niestety, zamiast przygotowania listy, która mogłaby odgrywać pierwszorzędną rolę w kształtowaniu życiowych wyborów młodych ludzi, która mogłaby inspirować do pewnych świadomych późniejszych decyzji społecznych, ona, a raczej jej braki, sprzyjają wykorzenieniu z dziedzictwa chrześcijańskiego i negowaniu otwartości na pozytywne, wartościowe postawy życiowe” – ocenia w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Hanna Dobrowolska, ekspert oświatowy, polonistka, autorka podręczników szkolnych i licznych pomocy metodycznych, współzałożycielka Ruchu Ochrony Szkoły.
Nasza rozmówczyni nie ma wątpliwości, że jednym z głównych zaniechań resortu edukacji jest brak wymagań obowiązkowej znajomości całej lektury „Pana Tadeusza”, jak i szerokiego wyboru fragmentów Biblii.
„Brak znajomości epopei narodowej sprawia, że łączność międzypokoleniowa staje się właściwie niemożliwa. Propozycji wybranych fragmentów nie można uznać za wystarczające. Nie dość, że zrezygnowano z całości tej lektury, to jeszcze okrojono wybrane fragmenty i nie oznaczono wybranych części, które do tej pory pojawiały się w niższych klasach. Podobnie Biblia, która została potraktowana wyjątkowo pobieżnie. Przecież te dwie pozycje powinny być dla Polaków lekturą obowiązkową” – stwierdza Hanna Dobrowolska.
I dodaje, że dotychczasowa gradacja odpowiednich fragmentów „Pana Tadeusza” pomagała dzieciom w starszych klasach zmierzyć się z całością lektury.
„Ta lektura niewątpliwie jest trudna. Dlatego brak wskazania poszczególnych konkretnych fragmentów w zaproponowanej liście spowoduje, że dzieci nie będą miały wspólnego kodu kulturowego, który wiąże naród” – przewiduje ekspert oświatowy.
Sienkiewicz wykreślony
Obniżanie wymogów jest całkowicie błędnym rozwiązaniem.
„Nie zawsze jest możliwe wyegzekwowanie znajomości całości tekstu, ale to nie oznacza, że należy zaniechać tych wymagań. Poziom wymagań powinien być zawsze odpowiednio wysoki, ażeby pewien wzorzec postępowania mógł służyć jako punkt odniesienia” – podnosi Hanna Dobrowolska.
Nasza rozmówczyni ubolewa także, że z listy lektur dla klas 4-6 usunięto „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza.
„Autor ten został obarczony całym odium jakiegoś postkolonializmu. Wszystkie sugestie związane z tym, iż jest to tekst dyskryminujący rasowo, są farsą i świadczą o zupełnej nieznajomości realiów kulturowych, literackich, historycznych i gospodarczych wieku XIX. To ośmiesza decydentów z Ministerstwa Edukacji Narodowej” – stwierdza dobitnie ekspert oświatowy.
Hanna Dobrowolska zwraca też uwagę na arcyniebezpieczne zabiegi.
„Nie dość, że fragmenty Biblii i tak zostały okrojone względem obecnie omawianych, to jeszcze w przypisach pojawiły się informacje, że owe fragmenty, ale też np. „Mazurek Dąbrowskiego”, mity greckie, wybrane wiersze, m.in. Mickiewicza i Słowackiego oraz pieśni patriotyczne, w tym „Rota” Marii Konopnickiej, nie będą obowiązywać na egzaminie ósmoklasisty. To spowoduje, że owe fragmenty i krótkie utwory w ogóle nie będą omawiane, ponieważ niestety dominuje tzw. mentalność pod egzamin ósmoklasisty, która rzutuje na wybory nauczycieli i na ich wymagania w stosunku do uczniów. W mojej ocenie jest to nic innego, jak drenaż świadomości nie tylko narodowej, ale i ogólnokulturowej” – wskazuje.
Katolicyzm na indeksie
Podobne działania dotyczą świadomości uczniów szkół ponadpodstawowych.
„Usunięto wszystkie teksty, które mogły jakkolwiek przypominać nam Jana Pawła II: zarówno „Tryptyk rzymski”, jak i rozmowy z Janem Pawłem II André Frossarda czy fragmenty książki „Pamięć i tożsamość” oraz encykliki „Fides et ratio” i fragmenty wywiadu „Przekroczyć próg nadziei”. Również „Zapiski więzienne” Prymasa Stefana Wyszyńskiego, a także raporty rtm. Witolda Pileckiego zostały usunięte, czyli te teksty, w których przewijały się wątki religii katolickiej” – wylicza polonistka.
Hanna Dobrowolska nie kryje także oburzenia z faktu usunięcia wzmianek o Jarosławie Marku Rymkiewiczu.
„Wszystko w ramach zemsty politycznej, mimo że poeta należy do najwybitniejszych poetów i historyków literatury współczesności. Nie będzie także utworów Jacka Dukaja, wybitnego prozaika, wielokrotnie nagradzanego również międzynarodowymi nagrodami” – przekazuje.
Suchej nitki na propozycji MEN nie pozostawia też Barbara Nowak, pedagog.
„Mamy tu rezygnację z bardzo ważnych lektur z punktu widzenia kształtowania polskiej tożsamości młodego człowieka. Zapowiedź odchodzenia od encyklopedyczności świadczy o kompletnym pomieszaniu pojęć i sprowadzaniu wszystkiego do fałszywych opinii. Wzniosłe hasła mają na celu odwrócenie uwagi od tego, że szkoła przestanie realizować nauczanie w sposób rzetelny, że nie będzie już świadomie kształtowała swojej historii i tradycji Polaka” – wskazuje w rozmowie z „Naszym Dziennikiem”.
Również dr Andrzej Mazan, pedagog, zwraca uwagę, że zamiast kształtowania tożsamości Polaka, nowa „uszczuplona” podstawa programowa ma służyć kształtowaniu „tożsamości Europejczyka”.
„Polskość i chrześcijaństwo – w ocenie lewicy – jest sprzeczne z koniecznością tolerancji dla tzw. różnorodności. Mamy więc wyraźny podtekst, że wartości, którym Polacy hołdują od wieków, czyli m.in. patriotyzm, wiara w Boga, to są wartości, od których nie tylko należy odchodzić, ale trzeba będzie je zwalczać. Na tym będzie teraz polegała polityka edukacyjna polskiej młodzieży” – przewiduje.
Jak zauważa, koncepcja lewicy jest tak przebiegła, że nie wymaga nawet dodawania na nową listę lektur niebezpiecznych ideologicznie pozycji.
„Wystarczy, że w sposób przemyślany usunie się poszczególne utwory. Wszystko to odbywa się pod hasłem działania „dla dobra dzieci”, odciążenia ich od nawału nauki, ale widzimy, że to tylko pozór. Brak wymagań czy ich drastyczne zmniejszenie wcale nie pomoże w prawidłowym rozwoju intelektualnym. W ten sposób rozwój zostanie zahamowany, ograniczony. W ten sposób ograniczamy możliwości rozwojowe naszego kraju. Jest to więc problem, który znacznie wykracza poza sferę edukacji” – podnosi dr Andrzej Mazan.
Urszula Wróblewska/„Nasz Dziennik”



