UE zmaga się z kolejnym kryzysem migracyjnym
Jedna z europejskich komisarzy twierdzi, że Europa potrzebuje rąk do pracy, bo inaczej umrzemy z głodu. W tym samym czasie zachód Europy nie radzi sobie z napływem nielegalnych migrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu.
Unia Europejska zmaga się z kolejnym kryzysem migracyjnym. Na zachodzie, północy i południu kontynentu ośrodki dla cudzoziemców pękają w szwach. Tymczasem Europejska Komisarz do Spraw Wewnętrznych, Yiva Johannson, przekonuje, że Europa musi ściągać jeszcze więcej migrantów.
– Bez imigracji Europejczycy umrą z głodu. Co roku potrzebujemy w Europie 3,5 mln legalnych imigrantów – stwierdziła komisarz.
Rzeczywiście demografia państw Wspólnoty zatrważa. Według danych Eurostatu co roku ma ubywać ok. miliona Europejczyków. Antidotum na to miała być polityka otwartych drzwi zapoczątkowana w 2015 roku. Jednak do Europy nie przybywają fachowcy z Afryki i Bliskiego Wschodu, a ludzie, którzy nie chcą pracować – zwrócił uwagę politolog, prof. Tomasz Grosse.
– Po pierwsze, oni nie są zainteresowani europejską pracą, tylko europejskim socjalem. Po drugie, masowa imigracja, zwłaszcza w tak niestabilnych uwarunkowaniach geopolitycznych, grozi powrotem terroryzmu do Europy – mówił ekspert.
Imigranci w miastach Europy Zachodniej żyją w gettach, oddzielnych dystryktach, gdzie rządzą m.in. mafie narkotykowe. Kilka państw Wspólnoty przyznaje wprost, że nie radzi sobie z imigrantami. Dlatego na ostatniej prostej jest przygotowywanie paktu azylowo-migracyjnego. W ramach przymusowej relokacji kraj, który nie będzie chciał przyjąć imigrantów z innego państwa, będzie zmuszony do płacenia wysokich kar. W tym momencie to 20 tys. euro za każdą nieprzyjętą osobę.
– Polska jest w innej sytuacji. Polska jest pod presją migracyjną ze Wschodu, z Ukrainy i prawdopodobnie w przyszłości z Białorusi, i będzie zwolniona z tych wszystkich relokacyjnych inicjatyw – przekonywał europoseł Lewicy, Łukasz Kohut.
Nie ma jednak realnej gwarancji, że będzie właśnie tak, jak uważa eurodeputowany.
Tymczasem pakt migracyjny pozbawi państwa członkowskie kompetencji do suwerennego decydowania w tej dziedzinie. Ta kompetencja trafi w ręce władz Unii Europejskiej, które mogą interpretować wszystko na swój sposób – zaznaczył poseł Prawa i Sprawiedliwości do Parlamentu Europejskiego, Jacek Saryusz-Wolski.
– Zamazuje kompletnie różnicę między uchodźcami, których status w prawie międzynarodowym reguluje Konwencja Genewska, a tymi, którzy poszukują zasiłków, pracy etc. i jakby zrównuje jednych z drugimi – podkreślił polityk.
W zapisach paktu możemy również przeczytać, że jeśli Komisja Europejska uzna, iż mechanizm przymusowej relokacji nie sprawdza się, to wtedy Komisja jednostronnie i arbitralnie może narzucić większe kary za nieprzyjętego migranta, bez pytania danego kraju członkowskiego o zgodę. Zapisy są na rękę takim państwom, jak Francja, Niemcy czy Belgia – wskazał prof. Tomasz Grosse.
– One już wiedzą, że łatwiej jest odesłać imigrantów np. do Polski rządzonej przez Donalda Tuska niż np. do krajów afrykańskich. To jest na pewno łatwiejsze, ale czy to ma jakikolwiek związek z bezpieczeństwem Niemiec, Polski i całej Unii Europejskiej? – zwrócił uwagę politolog.
Pakt azylowo-migracyjny został już uzgodniony między państwami członkowskimi, Europarlamentem i Komisją Europejską. Pomimo tego premier Donald Tusk deklaruje, że nie zgadza się na relokację.
– Nie będzie naszej zgody i akceptacji dla żadnego przymusowego mechanizmu i chcę Państwa zapewnić, że Polska nie przyjmie żadnych nielegalnych imigrantów – mówił szef rządu.
Parlament Europejski zagłosuje nad całością paktu w marcu. Później zostanie już tylko głosowanie na poziomie Rady Europejskiej, gdzie polskie veto może nie mieć znaczenia. Do tej pory brukselscy biurokraci forsowali pakt azylowo-migracyjny metodą głosowania większościowego, a nie jednomyślnego.
TV Trwam News



