fot. pixabay.com

Nieprawidłowości w imporcie ukraińskiego zboża do Polski

Są pierwsze kontrole wykazujące nieprawidłowości w imporcie ukraińskiego zboża do naszej ojczyzny. To reakcja na głosy polskich rolników, którzy alarmowali o tym, że ukraińskie zboże pozostaje w Polsce.

Utworzony przez Unię Europejską korytarz solidarnościowy na ukraińską żywność powoduje problemy na polskim rynku zbóż. Często tzw. zboże techniczne z Ukrainy, nie wymagające szczegółowych kontroli na granicy, zostaje sprzedawane jako pasza dla zwierząt w Polsce.

– Grozi to bezpieczeństwu żywnościowemu Polski oraz jest zagrożeniem spadków dochodu u rolników – akcentował Gustaw Jędrejek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej.

Jedna z ostatnich kontroli Inspekcji Handlowej w Lublinie wykazała, że importer z Janowa Podlaskiego sprowadził 66 ton pszenicy z Ukrainy jako zboże techniczne i na terenie Polski sprzedał je jako zboże paszowe. Teraz sprawę bada prokuratura.

– Bardzo dobrze się stało, że władze wojewódzkie zareagowały i wprowadziły kontrole (…), a te wykazały, że są nieprawidłowości – powiedział Gustaw Jędrejek.

To rolnicy od dawna alarmowali, że ukraińskie zboże, które miało przez nasz kraj tylko przejechać, jest sprzedawane przez nieuczciwych handlarzy na terenie Polski. O problemie wielokrotnie rozmawiali z Ministerstwem Rolnictwa związkowcy z NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”. Domagali się zwiększenia kontroli na granicach. Przypadek z Janowa Podlaskiego to jeden z pierwszych potwierdzonych jako przestępstwo.

Związkowcy z „Solidarności” planowali protesty przeciw niekontrolowanemu importowi zboża z Ukrainy. Jednak na razie wstrzymują akcję.

– Mamy już podpisaną umowę, porozumienie z wicepremierem Henrykiem Kowalczykiem w sprawie zaistniałej sytuacji Jestem przekonany, że przy pomocy wszystkich związków zawodowych uda się załatwić tę kwestię – wskazał Janusz Gargała z dolnośląskiej „Solidarności” rolników.

Skutki nielegalnego obrotu ukraińskim zbożem widać już teraz. Polski rolnik za tonę pszenicy konsumpcyjnej dostanie o 200 zł mniej niż przed uruchomieniem korytarza zbożowego. Z kolei za tonę pszenicy paszowej może dostać nawet o 300 zł mniej.

Zdaniem rządzących problem ze zbytem i ceną zboża leży gdzie indziej. Światowe rynki zbóż pikują w dół, przez co polskie firmy przywożące ukraińskie zboże nie wywożą go dalej, bo im się to nie opłaca – przekonywał przewodniczący sejmowej komisji ds. rolnictwa, poseł PiS Robert Telus.

– Najlepiej by było, gdyby cena zboża na zachodzie Europy poszła w górę. Wtedy zboże by wypłynęło. Ono wypływa, ale nie w takich ilościach, w jakich byśmy chcieli – zaznaczył polityk.

Polskie Stronnictwo Ludowe przyznaje, że pomoc Ukrainie nie może odbywać się kosztem polskiego rolnika. „Proponujemy wprowadzenie kaucji transportowej, mającej zabezpieczyć przed pozostaniem ukraińskiego ziarna w Polsce” – wskazał poseł ludowców, Andrzej Grzyb.

– Na około 500 zł od każdej tony zboża, która by wchodziła na rynek. Kaucja byłaby w firmie zajmującej się eksportem ukraińskiego zboża (…), zwracana tej firmie w momencie, gdy zboże opuściłoby obszar celny Polski – tłumaczył rozmówca TV Trwam.

Jednak obszar celny i handlowy Polski jest zarazem obszarem całej Unii Europejskiej, dlatego mamy ograniczone możliwości zablokowania napływu zbóż z Ukrainy. „Tutaj potrzebna jest reakcja na szczeblu unijnym. Będziemy starać się przekonać państwa członkowskie do wspólnej interwencji na rynku zbóż” – zadeklarował wiceminister rolnictwa, Janusz Kowalski.

– Na radzie ministrów rolnictwa UE 30 stycznia premier Henryk Kowalczyk będzie walczył o to, aby przywrócić cła na ukraińskie zboża. To jest właśnie odpowiedź na oczekiwania polskich rolników – powiedział wiceminister rolnictwa.

Polska liczy na poparcie innych państw Europy Środkowo-Wschodniej, m.in. Węgier, Słowacji czy Bułgarii, u których również występuje ten problem.

TV Trwam News

drukuj