[NASZ FELIETON] Po co nam akolitki?
Już niedługo w niektórych diecezjach w naszym kraju zetkniemy się z sytuacją, kiedy to kobiety będą pełnić posługę akolity. Oznacza to, że obok różnych zadań przypisanym dotąd wyłącznie mężczyznom (choć niekoniecznie wyświęconym), takich jak m.in. przygotowanie ołtarza i naczyń liturgicznych wraz z ich puryfikacją, a także wystawienie i schowanie Najświętszego Sakramentu, kobiety-akolitki będą mogły rozdawać wiernym Komunię Świętą. Skąd zmiana pradawnej dyscypliny Kościoła w tej sprawie?
Udzielanie posługi akolity kobietom stało się możliwe za sprawą decyzji Ojca Świętego Franciszka. W styczniu ubiegłego roku zmienił on Kodeks Prawa Kanonicznego, zapisując w nim, że posługa akolity i lektora dostępna będzie wiernym świeckim spełniającym określone warunki bez względu na płeć. Uzasadniając tę zmianę, Papież powołał się na nauczanie Soboru Watykańskiego II. Co ciekawe, jednak w 1966 r. ks. kard. Lercaro, odnosząc się do soborowej konstytucji Lumen Gentium, stwierdził, że tekst tego dokumentu nie daje żadnych podstaw do dopuszczania kobiet do służby przy ołtarzu.
Sama praktyka udzielania posługi akolity świeckim mężczyznom to nowość wprowadzona zaledwie kilkadziesiąt lat temu przez papieża Pawła VI. Chociaż Ojciec Święty dokonał wtedy przełomowej reformy, to jednak nie poszedł tak daleko jak papież Franciszek i nie rozszerzył tych posług na kobiety, uzasadniając to „czcigodną tradycją Kościoła”. Nie da się jednak ukryć, że za sprawą udostępnienia m.in. posługi akolitatu świeckim mężczyznom rozbudził apetyty tych, którzy domagali się podobnych kroków ws. kobiet. Papież Paweł VI także wywiódł swoją zmianę z nauczania soborowego o powszechnym kapłaństwie wiernych, w którym uczestniczy każdy na mocy chrztu. A zatem skoro wszyscy ochrzczeni, to dlaczego wykluczać kobiety? Tego można się było spodziewać.
Sam Ojciec Święty Franciszek, otwierając posługę akolitatu dla płci żeńskiej, podkreślił, że nie oznacza to zmiany w podejściu do kwestii dopuszczalności kobiet do święceń kapłańskich. Także w ostatnim wywiadzie Papież powiedział, że nauczanie św. Jana Pawła II o niedopuszczalności udzielanie święceń kobietom zawarte w Liście Apostolskim „Ordinatio sacerdotalis” jest ostateczne i nie może zostać zmienione. Mimo to jednak Ojciec Święty, wprowadzając możliwość akolitatu dla osób płci żeńskiej, chcąc nie chcąc daje paliwo środowiskom domagającym się pójścia w tej sferze coraz dalej i dalej. Osobną, ale nie mniej istotną, kwestią jest fakt, że ta niebagatelna przecież zmiana wprowadzi dezorientację wśród wiernych. Na podstawie rozmów z innymi katolikami mogę stwierdzić, że już dziś jest choćby problem z rozróżnieniem między akolitą, nadzwyczajnym szafarzem Komunii Świętej i diakonem stałym. Dołączenie do tego grona kobiet – akolitek tylko pogłębi ten zamęt.
W moim przekonaniu nie bez podstaw są również obawy o to, że Kościół w Polsce za sprawą tej zmiany zbliży się mentalnie do Zachodu. Spełnianie przez kobiety wszystkich zadań zarezerwowanych akolitom to była rzeczywistość np. w Niemczech, Szwajcarii czy USA na długo przed formalną zmianą wprowadzoną przez papieża Franciszka. Pod przykrywką takich funkcji jak asystentka pastoralna kobiety udzielały Komunii Świętej czy głosiły homilie. Nie brakowało nawet sytuacji, w których pewna pani z okazji przejścia na emeryturę usiłowała koncelebrować Mszę świętą – to przypadek ze szwajcarskiej diecezji Chur.
Można zatem stwierdzić, że zmiana wprowadzona przez papieża Franciszka jest czymś w rodzaju zalegalizowania obecnej już rzeczywistości. Nieunikniona jest tu analogia do Komunii Świętej na rękę, która również najpierw się rozpowszechniła jako nielegalna praktyka i to w tych samych krajach co wspomniane asystentki pastoralne, a następnie została zalegalizowana przez Stolicę Apostolską.
Następny krok? Już widać, że będzie nim walka o udzielanie święceń diakonatu kobietom. Co z tego, że diakonisy sprzed wieków przywoływane na poparcie tego postulatu poza nazwą nie mają zbyt wiele wspólnego z diakonami, a kobiety nigdy nie przyjmowały takich święceń, ani nie spełniały czynności kultycznych w Kościele. Trzeba być przecież nowoczesnym!
Czy naprawdę dotychczasowe możliwości realizowania przez kobiety swojego powołania w ramach Kościoła są niewystarczające? Czy poza wąską grupą aktywistek podążających ślepo za błędnie rozumianym równouprawnieniem wśród samych katolickich kobiet jest istotne pragnienie, aby być akolitkami czy nawet diakonkami? A może po prostu chodzi o wykorzystanie idei emancypacji do uderzenia w sakrament kapłaństwa?
Wojciech Grzywacz/RIRM



