Polskie drony podrywają się do lotu
Bezzałogowe samoloty już monitorują lasy, osuwiska, ale mają znacznie
większe możliwości.
Mogą tanio i szybko zapewnić obserwację lasu, w którym wybuchł pożar, zalanych w
wyniku powodzi terenów, a nawet zagrożonego zawaleniem budynku. Są w stanie
wyręczać nas wszędzie tam, gdzie sami nie możemy dotrzeć, lub tam, gdzie nasze
życie jest zagrożone. Największe samoloty bezzałogowe, czyli drony, mają
wielkość średnich samolotów załogowych. Najmniejsze do złudzenia przypominają
dziecięce zabawki (choć nie zawsze mają sympatyczny wygląd). Bezzałogowe
samoloty w Polsce znane są głównie z medialnych relacji z miejsc walk
amerykańskiej armii, która wykorzystuje różne ich rodzaje na co dzień.
Ruchome cele i szpiedzy
Wojskowi najszybciej zainteresowali się możliwościami takich statków
powietrznych właśnie ze względu na ich ogromne możliwości, ale też nietypowe
potrzeby armii. Jak przyznaje mgr inż. Dominik Kleszczyński, konstruktor z
mieleckiej firmy Eurotech, polskie Siły Powietrzne już od ubiegłego roku
wykorzystują bezzałogowe samoloty także rodzimej firmy w celach szkoleniowych
oraz do ćwiczeń. – Dostarczamy polskiej armii usługę zabezpieczenia celów, tzn.
klient zamawia "latające cele" zgodnie ze scenariuszem szkolenia, a za wykonanie
lotu i dostarczenie sprzętu odpowiada Eurotech – tłumaczy. Konstruktor nie chce
ujawnić dokładnych kosztów systemu, zapewnia jednak, że wykorzystanie sprzętu
zapewnia znaczne oszczędności dla wojska. – Daje szerokie możliwości szkolenia,
zupełnie nowe dla naszych klientów, oraz ogranicza ich koszty osobowe i
magazynowe – dodaje.
Mowa o Wielosamolotowym Systemie Vermin. W jego ramach można wykonywać i
kontrolować loty sześciu bezzałogowych, niewielkich samolotów, które mogą służyć
jako cele ćwiczebne np. dla rakiet lub obrony przeciwlotniczej. – Samoloty nie
zawsze są zestrzeliwane. Realizujemy zarówno loty szkolne, bez niszczenia
imitatorów, oraz bojowe, które kończą się zniszczeniem imitatora – zaznacza
konstruktor.
Przyznaje, że zainteresowanie tym systemem jest tak duże, że firma nie nadąża
z prowadzeniem równoległych prac nad rozwojem swojego nowego, zaawansowanego
projektu – platformy bezzałogowej E310 przeznaczonej do zadań rozpoznania. –
System rozpoznania wyposażony w tego typu samoloty bezzałogowe może być użyty np.
do wykrywania i lokalizowania radarów, nadajników naziemnych, jak i do
zakłócania środków rozpoznania i łączności przeciwnika – wyjaśnia inż.
Kleszczyński.
Tańsze oko dla służb
Sami konstruktorzy bezzałogowców podkreślają jednak, że mogą one być przydatne
także w działalności innych służb, również ratowniczych. – To jest samolot
bezpilotowy NEO. Ma wymienny zasobnik, który może zawierać bądź głowicę
obserwacyjną, bądź aparat fotograficzny do zadań fotometrycznych, ale może też
przenosić inne, mniejsze bezpilotowce. Wówczas wynosi je nad badany rejon,
wypuszcza w celu wykonania misji, a sam przekazuje na ziemię zbierane przezeń
dane – tłumaczy dr inż. Marcin Szender, dyrektor firmy MSP z Drogomyśla k.
Cieszyna, wskazując na płatowiec z długimi skrzydłami.
Do czego może się przydać? Szender jednym tchem wymienia zastosowania
bezzałogowca – wykorzystanie przez straż pożarną lub inne służby ratunkowe np.
do obserwacji terenów objętych pożarami, w tym leśnych, czy zalanych w wyniku
powodzi. Podkreśla, że takie samoloty, wyposażone w kamery termowizyjne, o wiele
szybciej i skuteczniej niż nawet najlepsi ratownicy mogłyby poszukiwać nocą
zaginionych ludzi. Z kolei wyposażone w odpowiednie kamery i aparaty
fotograficzne mogłyby posłużyć do monitorowania przez firmy energetyczne stanu
rurociągów lub napowietrznych linii energetycznych, zwłaszcza w okresach
zimowych opadów śniegu, pod ciężarem którego często łamią się gałęzie drzew i
uszkadzają przewody elektryczne. – Myślę, że takie bezzałogowce byłyby przydatne
także w pracy Straży Granicznej czy straży pożarnej, ale też policji – zaznacza.
Opisując wykorzystanie takich statków dla tej służby, Szender wskazuje na inny
model zaprezentowany przez jego firmę – pomniejszoną wersję załogowego samolotu
patrolowego Osa, konstruowanego właśnie dla policji. Przygotowuje go konsorcjum
z udziałem Wojskowej Akademii Technicznej, Wojskowych Zakładów Technicznych nr 2
w Bydgoszczy i firmy AMT. MSP jest jednym z konsorcjantów. – Odpowiadamy za
część płatowca i próby aerodynamiczne. Na takim pomniejszonym modelu badamy jego
charakterystyki lotne, tzn. zanim powstanie prototyp załogowy, na takim modelu
sprawdzamy, jak wersja załogowa będzie latać. Dzięki temu jesteśmy w stanie
wcześniej i taniej wskazać ewentualne usterki konstrukcyjne – wyjaśnia.
Mapowanie z góry
Bezzałogowcami zainteresowane są również inne polskie służby, m.in. Lasy
Państwowe. Wieńczysław Plutecki, dyrektor Wydziału Systemów Informacji
Przestrzennej w firmie Taxus SI, przyznaje, że firma wykonywała już na obszarach
leśnych zdjęcia i ortofotomapy różnych powierzchni – pohuraganowych i po tzw.
okiści, czyli na terenach, na których powstały szkody z powodu nagłych i
obfitych opadów śniegu, łamiącego gałęzie i korony drzew. Taxus na wystawie
prezentował bezzałogowy system fotogrametryczny do robienia ortofotomap. Choć
firma sama nie wykonuje bezzałogowców, to jednak korzysta z usług producentów
takich statków, w tym wypadku MSP.
– Zainteresowanie naszymi usługami jest duże. Możemy zapewnić obserwacje
małych obszarów stosunkowo szybko i w sposób powtarzalny, co pozwala na okresowy
monitoring pewnych terenów. Dla takich powierzchni jesteśmy alternatywą dla
systemów opartych o samoloty załogowe, które z racji wysokich kosztów nie
znajdowały w tych przypadkach zastosowania. Wykonaliśmy dotąd kilka zleceń dla
uczelni, instytucji leśnych, Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych – informuje
Wieńczysław Plutecki. Taki system może być wykorzystany również do obserwacji
osuwisk, tym bardziej że zdjęcia umożliwiają wykonywanie map trójwymiarowych. –
Z pomocą naszego systemu wykonaliśmy w roku 2011 opracowanie dla osuwiska Kłodne
niedaleko Nowego Sącza. Doszło tam do osunięcia zbocza. Zniszczonych zostało
kilka domów. Państwowy Instytut Geologiczny kartuje (opracowuje mapy) takie
osuwiska i monitoruje, czy są nadal czynne (czy nadal ziemia się nie osuwa) –
wyjaśnia.
W taki sposób mogą być również monitorowane duże inwestycje, jak np. budowa
dróg. Firma nie chce ujawniać dokładnych kosztów takich usług. Zastrzega, że
zależą one od zamówienia, ale szacunkowo wahają się – dla powierzchni około 10
km kw. – od kilku tysięcy do 10 tys. złotych.
Zabawki dla dorosłych
Niektóre modele dronów można wziąć wręcz za… zabawki dla dzieci. Niewielkie
rozmiary ma np. Pszczoła – model stylizowany na myśliwca wielozadaniowego –
autorstwa prof. Cezarego Galińskiego z Wydziału Mechanicznego Energetyki i
Lotnictwa. – Jest to prototyp. Ma zastosowanie do celów wojskowych lub przez
inne służby. Będzie mógł wykonywać zdjęcia i pobierać próbki z rejonów katastrof
ekologicznych – prezentuje model Andrzej Berezowski, kierownik Działu Ochrony
Zabytków Techniki w Muzeum Techniki.
Z zabawką, zwłaszcza dla chłopców, można pomylić także wielowirnikową
Platformę Latającą Hornet-X4M-PRO firmy RC Concept. Ale to również model mający
bardzo poważne zastosowania. Policja mogłaby wykorzystywać takie samoloty do
obserwacji np. kibiców wracających z meczów… – On może przez 15 minut zawisnąć
w powietrzu nad określonym miejscem i filmować je – opisuje możliwości dronu
Michał Jurkiewicz, zajmujący się integracją platform wielowirnikowych w RC
Concept.
Przedstawiciel firmy dodaje, że jej modele już obecnie są wykorzystywane
także przez wytwórnie filmowe i firmy reklamowe do wykonywania ujęć z lotu
ptaka. – Nasze platformy są wykorzystywane w przemyśle filmowym i reklamowym. Na
potrzeby studentów ze szkoły filmowej w Łodzi była wykorzystana platforma S6L –
dodaje. Takie wielowirnikowce mogą latać również w budynkach, np. grożących
zawaleniem czy też podczas katastrof budowlanych. Przede wszystkim do takich
właśnie funkcji swoją platformę wielowirnikową opracowuje Stanisław Gardecki z
Instytutu Automatyki i Inżynierii Informatycznej Politechniki Poznańskiej. – To
jest model wykorzystywany głównie do badań poruszania się i sterowania takimi
pojazdami wewnątrz pomieszczeń, ale także na zewnątrz. Pozwala on także na
opracowanie awioniki do wielowirnikowych robotów latających. Mogą być
wykorzystywane np. do obserwacji sytuacji w budynkach grożących zawaleniem, w
przypadku katastrof budowlanych, poszukiwania ludzi i tworzenia map tych
budynków – wyjaśnia, pokazując model, nad którym prowadzone są jeszcze prace.
Nowe prawo przeciw nadużyciom
Sami konstruktorzy dronów przyznają jednak, że niewłaściwie wykorzystane mogą
posłużyć do celów niezgodnych z prawem, a zwłaszcza z poszanowaniem wolności
obywatelskich i praw własności. – Rzeczywiście mogą one być również źle
wykorzystywane. Ale to człowiek nimi steruje – zastrzega Andrzej Berezowski.
Dlatego też potrzebne są nowe przepisy chroniące prawa i wolności
obywatelskie, ale też regulujące zasady wykorzystania takich statków w
przestrzeni powietrznej, tak by uniknąć groźby np. zderzenia ich z samolotami
załogowymi. – W Polsce nie ma jeszcze prawodawstwa dotyczącego eksploatacji
samolotów bezzałogowych w przestrzeni powietrznej, ale one już powstają. Gdy
takie przepisy zostaną wprowadzone, otworzą się zupełnie nowe możliwości –
podkreśla dr inż. Marcin Szender.
Przepisy muszą być jednak tak skonstruowane, aby zapobiegać nadużyciom, a
jednocześnie nie blokować rozwoju nowej branży w Polsce, umożliwiającej także
przyspieszenie rozwoju nowoczesnych technologii w naszym kraju. Bowiem na
uziemieniu poprzez przepisy polskich producentów mogłaby skorzystać jedynie ich
zagraniczna konkurencja. Wyścig o rynek cywilnego zastosowania bezzałogowców na
świecie już dawno się zaczął. – Złe ustawy położą ten rynek, jeśli wprowadzą np.
wymagania, które będą mogli spełnić tylko zachodni producenci. Wiadomo, że ta
dziedzina będzie się rozwijać. Pytanie tylko, czy będziemy to robić w Polsce,
czy inni będą na tym zarabiać, i z jakich produktów i usług będziemy korzystali
także w naszym kraju. To jest wyścig. Wygrają najlepsi – podkreśla Andrzej
Berezowski.
Mariusz Bober
