Specsłużby patrzą i nie widzą

Z Mariuszem Kamińskim, byłym szefem Centralnego Biura
Antykorupcyjnego, wiceprezesem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz
Kamieniecki
.

Liczył Pan na przeprosiny od Platformy Obywatelskiej po wyroku w sprawie
Beaty Sawickiej?

– Początkowo liczyłem na przeprosiny, nawet nie w kontekście własnej osoby, ale
przede wszystkim w stosunku do funkcjonariuszy CBA, którzy brali udział w tych
działaniach i wykonali świetną robotę, a którzy przez lata byli opluwani,
znieważani i zniesławiani przez polityków partii rządzącej. Takie słowo nie
padło, mało tego – nadal kontynuowana jest kampania kłamstw i pomówień.
Platforma Obywatelska nie jest w stanie uznać prawdy. Ci ludzie są zakładnikami
własnych kłamstw, które przez lata wtłaczali w głowy opinii publicznej na temat
tej sprawy, która rzekomo miała być dowodem zwalczania opozycji przez Prawo i
Sprawiedliwość przy pomocy służb specjalnych. Tymczasem to wszystko okazało się
nieprawdą. Niezawisły sąd zbadał to bardzo dokładnie, a w uzasadnieniu wyroku
powiedział wyraźnie, że w działaniach CBA nie było żadnego podtekstu
politycznego, nie było też mowy o jakimkolwiek uwiedzeniu pani Sawickiej przez
funkcjonariusza wykonującego czynności operacyjne w tej sprawie. Wobec tych
oczywistych faktów nie tylko nie padło słowo "przepraszam" pod adresem
funkcjonariuszy, co uważam za rzecz konieczną i oczywistą, wynikającą z
elementarnej ludzkiej przyzwoitości, ale kontynuowana jest oszczercza kampania
Platformy Obywatelskiej.

Co, Pana zdaniem, jest powodem tej zaciekłości w trwaniu na swoich
pozycjach?

– Z jednej strony, przy okazji sprawy Beaty Sawickiej Platforma Obywatelska w
2007 r. kreowała i wykorzystywała politycznie ten wątek na użytek kampanii
wyborczej. Chodziło o kreowanie wizerunku państwa policyjnego, które rzekomo
miało tworzyć Prawo i Sprawiedliwość. Teraz wychodzi na jaw, że wszystkie te
pomówienia były wyssane z palca. Z drugiej strony była to fałszywa solidarność
wobec pani Sawickiej, która bądź co bądź była osobą bardzo wpływową, ważną
posłanką drugiego szeregu zaprzyjaźnioną z liderami Platformy Obywatelskiej.
Ugrupowanie Donalda Tuska nie jest w stanie mentalnie pogodzić się z tym, że
opinia publiczna zna prawdę na temat ludzi Platformy, takich jak chociażby Beata
Sawicka. A prawda jest banalna: po prostu są to ludzie chciwi, żądni nie tylko
władzy, ale również pieniędzy. Wszystko to niestety odbywa się kosztem
obywateli, kosztem wyborców.

Donald Tusk powiedział, że "celem CBA nie jest prowokowanie, tylko
ściganie przestępstw", sugerując, że Biuro sprowokowało Sawicką do przestępstwa.

– Prowokowanie przestępstw byłoby sprzeczne z prawem. To, że my wykorzystaliśmy,
zresztą zgodnie z prawem, opisaną w ustawach instytucję kontrolowanego wręczenia
korzyści majątkowej, wcale nie oznacza, że dana osoba była prowokowana. Po
prostu działaliśmy zgodnie z przepisami, zgodnie z tym, na co prawo zezwala.
Takie podejście premiera Tuska jest dla mnie dowodem podążania za kłamstwem.
Mimo wyroku sądu, mimo że nasze działania zostały ocenione jako zgodne z prawem,
w dalszym ciągu premier rządu publicznie mówi nieprawdę w tych sprawach. To
żenujące. Moim zdaniem, nie chodzi tu wcale o bagatelizowanie tego wyroku.
Oczywiście, Platformie jest bardzo niezręcznie potwierdzać, że wszystkie
działania CBA były legalne, że mieliśmy do czynienia z drastycznym przypadkiem
korupcji w ich własnym obozie. Natomiast jeżeli już zajmą stanowisko, to znowu
kłamią wbrew wyrokowi sądu, wbrew faktom, świadomie manipulują opinią publiczną,
twierdząc, że owszem, może i Sawicka jest winna, ale PiS dopuszczało się
manipulacji, co jest także nieprawdą.

Jak to jest z tym wizerunkiem państwa policyjnego pod rządami PiS?
Porównywano Pana do Berii, a CBA do Stasi?

– To są działania, nad którymi należy nie tylko ubolewać, ale tak naprawdę są to
działania niezwykle niebezpieczne z punktu widzenia funkcjonowania państwa.
Jeżeli takie rzeczy mówią ówcześni parlamentarzyści opozycji, a obecnie ludzie
rządzący naszym krajem, to oznacza, że nie szanują tego państwa ani jego
obywateli, a to jest niedopuszczalne. Przeciwko tego typu działaniom należy
ostro i stanowczo protestować. Cała wizja państwa policyjnego wykreowana przez
Platformę Obywatelską na użytek czarnej propagandy, nakierowana przeciwko Prawu
i Sprawiedliwości, legła w gruzach. Weźmy chociażby tzw. komisję naciskową,
która przez kilka lat miała wszystko to wyjaśnić – nawiasem mówiąc, miała też
wyjaśnić sprawę Beaty Sawickiej, ale sami posłowie Platformy przegłosowali, żeby
się tym nie zajmować, bo doskonale wiedzieli, że nie było tam chociażby
najmniejszych uchybień, a mimo to wciąż świadomie kolportują kłamstwa na ten
temat. Zresztą komisja naciskowa niczego nie ustaliła, bo nie było się do czego
przyczepić: nie było żadnego państwa policyjnego, nie było żadnego łamania
prawa, a mówienie, że PiS wykorzystywało służby do zwalczania opozycji
politycznej, było po prostu kolejnym bezczelnym kłamstwem.

Czy CBA jest dzisiaj bardziej skuteczne, o czym przekonuje premier?
– Absolutnie tak nie jest. Niestety, CBA przestało się zajmować korupcją w
wielkiej polityce. Jest cały szereg sygnałów świadczących o tym, że obecne
kierownictwo Biura jest upolitycznione i nawet bardzo dobrzy funkcjonariusze,
którzy tam jeszcze pozostali, nie mogą działać poza wiedzą swoich przełożonych i
poza tym, na co im pozwalają. Zatem mimo determinacji funkcjonariuszy na pewnym
poziomie odpowiedzialności politycznej ich działania się kończą. Nowe
kierownictwo CBA niestety nie walczy z korupcją na szczytach władzy, a można
powiedzieć, że roztacza parasol ochronny nad ludźmi obecnego obozu rządzącego.

Dlaczego, Pana zdaniem, Paweł Wojtunik nie zareagował na dekonspirację
Tomasza Kaczmarka?

– To rzecz absolutnie skandaliczna i niedopuszczalna, zwłaszcza w kontekście
tego, że Tomasz Kaczmarek był wcześniej funkcjonariuszem Centralnego Biura
Śledczego Komendy Głównej Policji, wielokrotnie nagradzanym za służbę, który
jako funkcjonariusz pod przykryciem brał udział w wielu niebezpiecznych
operacjach związanych z rozpracowywaniem gangów trudniących się handlem ludźmi
czy handlem narkotykami. W tej sytuacji jest to rzecz niebywała, aby
kierownictwo CBA – instytucji, która jest odpowiedzialna za ochronę tożsamości
funkcjonariuszy, zupełnie nie zareagowało na to, że osoby rozpracowywane przez
pana Kaczmarka i dziennikarze opublikowali jego wizerunek.

Wróćmy jeszcze do Sawickiej, większość materiału dowodowego w tej
sprawie pozostaje utajniona, dlaczego?

– W mojej ocenie, ujawnienie tych materiałów miałoby walor edukacyjny dla
obywateli, dla wyborców. Społeczeństwo mogłoby w sposób namacalny zobaczyć
cynizm i stopień, do jakiego są w stanie posunąć się politycy, chcąc wykorzystać
powierzone im funkcje publiczne do nielegalnego wzbogacenia. Byłoby bardzo
wskazane, żeby wszystkie nagrania w tej sprawie zostały upublicznione.

Komu ujawnienie tych materiałów mogłoby zaszkodzić, pomijając Beatę
Sawicką?

– Nie oszukujmy się, pani Sawicka nie działała w próżni, ale w pewnym kontekście
politycznym i środowiskowym. Ujawnienie dziś tajnych materiałów pokazałoby, na
jakich zasadach funkcjonuje to środowisko i jakimi wartościami się kieruje. Z
pewnością byłaby to bardzo cenna wiedza także dla wyborców Platformy
Obywatelskiej.

Zastanawiał się Pan kiedyś, dlaczego Beata Sawicka, która tak naprawdę
ze służbą zdrowia nie miała wiele wspólnego, interesowała się tymi sprawami?

– Odpowiedź jest prosta: Beata Sawicka doskonale zdawała sobie sprawę, że na
służbie zdrowia będzie można "kręcić lody", jak to obrazowo przedstawiała
funkcjonariuszowi CBA. Pamiętajmy też, że działała w środowisku posłów Platformy
Obywatelskiej, którzy na co dzień zajmowali się służbą zdrowia. Była z nimi
zaprzyjaźniona i na bieżąco uczestniczyła – jak sama zresztą przyznała – w
dyskusjach dotyczących przyszłości służby zdrowia. Dla niej była to możliwość
zarobienia na prywatyzacji służby zdrowia wielkich pieniędzy. Jej pomysły nie
wzięły się znikąd. Myślę, że na pewno są świadectwem dyskusji, jaka toczyła się
w tym środowisku, środowisku Platformy Obywatelskiej, mianowicie, jak można
wykorzystać prywatyzację służby zdrowia do ewentualnego wzbogacenia się.

Ujawnienie materiału dowodowego w tej sprawie pomogłoby wyjaśnić ten
wątek?

– Niewykluczone, że tak. Pamiętajmy, że był to 2007 r. i była to jeszcze faza
przygotowywania, a nie realizacji pewnych pomysłów. Natomiast dzisiaj widzimy,
że te pomysły są realizowane przez Platformę Obywatelską. Skoro tak to wygląda w
praktyce, to niezależne i dobrze funkcjonujące służby powinny tego typu
działania monitorować – chociażby w służbie zdrowia – i wkraczać tam, gdzie
dochodzi do sytuacji przestępczych. Niestety, tak się nie dzieje.

Sugeruje Pan, że wciąż mamy do czynienia z "kręceniem lodów", a CBA się
temu przygląda?

– Uważam, że za rządów Platformy Obywatelskiej, po rozbiciu CBA, którym
kierowałem, skala korupcji w naszym kraju ogromnie się zwiększyła, i to już
widać również poza granicami Polski. Ostatnie sondaże transparentności
poszczególnych krajów, sondaże przeprowadzane przez instytucje międzynarodowe
pokazują, że skala korupcji w Polsce pod rządami Donalda Tuska i Platformy
Obywatelskiej rozszerza się, a łapówkarze w dużej mierze czują się bezkarni.

Czego obawiał się Tusk, podejmując decyzję o usunięciu Pana z CBA?
– Niewątpliwie miało to związek z aferą hazardową, która dotyczyła najbliższego
otoczenia premiera Tuska. Wystarczy tylko wspomnieć Mirosława Drzewieckiego,
który był osobą najwyższego zaufania, skarbnikiem, założycielem Platformy
Obywatelskiej, z kolei Zbigniew Chlebowski był szefem klubu parlamentarnego
partii rządzącej. Tak więc afera dotykała ludzi z samego serca Platformy i moim
zdaniem Donald Tusk poprzez moją dymisję chciał uniemożliwić dalsze działania
CBA w wyjaśnianiu tej sprawy.
Jest cały szereg spraw rozpoczętych przez CBA pod moim kierownictwem, które nie
znalazły finału. O niektórych pisałem do prokuratora generalnego Andrzeja
Seremeta, informując, że są one bardzo niewygodne dla obecnie rządzących, ale
efekt tych moich działań był niestety mizerny. Niektóre z tych spraw zostały
umorzone z niezrozumiałych dla mnie powodów, a niektóre mimo upływu lat ciągle
jeszcze nie są realizowane. Takich spraw niewygodnych dla obecnie rządzących w
Polsce jest jeszcze bardzo wiele.

Ma Pan coś konkretnego na myśli?
– Powiem może tylko o jednej sprawie, niestety umorzonej, gdzie materiał zebrany
przez CBA wskazywał, że można postawić zarzuty wiceministrowi finansów
Andrzejowi Parafianowiczowi. Po moim piśmie do prokuratora generalnego
prokurator prowadzący sformułował zarzut przekroczenia uprawnień przez
wiceministra finansów, ale zarzut ten został natychmiast przez jego przełożonych
uchylony, a śledztwo w rezultacie umorzone. Tymczasem chodziło o ogromne
pieniądze związane z kontrolą finansów w Rafinerii Trzebinia. Są to rzeczy
niebagatelne, gdzie Skarb Państwa mógł ponieść straty rzędu setek milionów
złotych. Niestety, zamieciono je pod dywan. To tylko jeden z przykładów
zagadnień niewygodnych dla obecnie rządzących, gdzie materiał wskazywał, że
doszło do popełnienia przestępstwa, a sprawa została umorzona.

Jak ocenia Pan stan służb specjalnych, zwłaszcza w kontekście euro?
– Moim zdaniem, specsłużby są bardzo słabo zarządzane. Niewątpliwie jedną z
bardziej kontrowersyjnych postaci kierujących służbami specjalnymi jest szef ABW
Krzysztof Bondaryk. W mojej ocenie, najbardziej niebezpieczne jest to, że na
niezwykle ważne stanowisko przyszedł on wprost z dużego biznesu. Jest też
kwestia nadzoru nad specsłużbami, a minister spraw wewnętrznych Jacek Cichocki w
moim przekonaniu jest osobą kompletnie pozbawioną charyzmy i pomysłów. W tej
chwili Donald Tusk – zresztą sprzecznie z prawem – podporządkował służby
specjalne ministrowi spraw wewnętrznych, chociaż wszystkie ustawy mówią, że to
premier bezpośrednio je nadzoruje, ewentualnie może wyznaczyć do tego zadania –
w swoim zastępstwie – ministra koordynatora. Tego niestety Donald Tusk nie
zrobił. Podporządkował służby szefowi MSW, podczas gdy kierownictwo tego resortu
jest bardzo słabe, a ludzie, którzy piastują tam wysokie urzędy, nie mieli
wcześniej nic wspólnego z zarządzaniem służbami mundurowymi. W związku z tym
obawiam się kolejnych efektów działań skrajnie nieudolnej ekipy Donalda Tuska
również w tym zakresie, w zakresie związanym z bezpieczeństwem państwa. Przed
nami mistrzostwa, tymczasem ostatnio mieliśmy do czynienia z bardzo daleko
idącymi zmianami personalnymi w policji, w tym ze zmianami funkcjonariuszy,
którzy od kilku lat zajmowali się przygotowaniem w zakresie bezpieczeństwa Euro
2012, a dziś są już poza policją. W tej sytuacji trudno zachować spokój. Miejmy
nadzieję, że nic tragicznego się nie wydarzy, ale to nie powinna być kwestia
nadziei, tylko odpowiedniego przygotowania. Tymczasem ta ekipa nie jest
kompletnie przygotowana do zapewnienia w pełnym zakresie bezpieczeństwa tak
ważnej imprezy.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj