Unieważnianie pamięci
Szukanie odpowiedzi na pytanie o powód rezygnacji z formuły dawnego
"Biuletynu IPN" i przyjęcie nowej, dla miesięcznika "Pamięć.pl", pozwala lepiej
zrozumieć kierunek niedostrzeganych na co dzień zmian zachodzących w Instytucie
Pamięci Narodowej. Prezes Łukasz Kamiński uzasadnia je "nowymi wyzwaniami",
jakie stawia przed Instytutem konieczność dotarcia do "żyjącego w wolnej
Polsce", czyli w "zupełnie zmienionym świecie" pokolenia. Dodaje, że priorytetem
w pracy Instytutu jest edukacja. Porównajmy więc oba biuletyny, aby sprawdzić,
co edukacja i nowe pokolenie zyskały dzięki tej zmianie.
Dwa biuletyny
Ostatni numer dawnego biuletynu liczy 200 stron. Przypomina książkę, w której
teksty zdecydowanie przeważają nad ubogą, biało-czarną szatą graficzną, na którą
składają się prawie wyłącznie nieliczne zdjęcia. Nowy miesięcznik ma ledwie 72
strony, za to nieco większego formatu, na których kolorowe zdjęcia i inne
graficzne atrakcje zdają się dominować nad tekstami. Zupełnie jak w nowych
podręcznikach i nowych programach nauczania, przygotowujących młodzież do
zdawania testów.
Ostatni stary biuletyn poświęcono, zgodnie z przyjętą zasadą, przede
wszystkim jednemu, wybranemu problemowi. Ponieważ ukazał się jako numer
listopadowo-grudniowy, wiodącym tematem był 13 grudnia 1981 roku. Większość
artykułów dotyczyła wydarzeń, wspomnień, analiz i rozważań nad stanem wojennym i
jego konsekwencjami. Do numeru dołączono film DVD pt. "Video niekontrolowane".
Okładka tego skromnego kolorystycznie biuletynu jarzy się biało-czerwonymi
zniczami krzyża, symbolizującego w latach 80. ofiary stanu wojennego. Pierwszy
numer "Pamięci.pl" wyszedł w kwietniu i kwietniowe jest jego kalendarium, ale
zbrodnia katyńska nie jest najważniejszym tematem pisma. Ważniejszy wydaje się
Marzec ´68, któremu poświęcono zarówno okładkę, jak i bardzo subiektywną analizę
socjologiczno-historyczną autorstwa Marcina Kuli. Do czytania pierwszego numeru
"Pamięci.pl" zaprasza kolorowa okładka ze zdjęciem, zapewne z archiwum SB, na
którym widzimy plecy milicjantów z pałkami, którzy podbiegają do niewielkiego
ulicznego zgromadzenia na Krakowskim Przedmieściu (?). Zestaw tematów
przygotowano w taki sposób, by czytelnik nie miał powodów sądzić, że kwiecień i
Katyń są dla redaktora naczelnego ważne w historii Polski. W dawnym biuletynie
publikowano artykuły pracowników IPN, komentarze, wspomnienia, dokumenty,
recenzje i polemiki, a także zapisy ważnych dyskusji prezentujących odmienne
punkty widzenia wokół wiodącego tematu oraz doniesienia o nowych odkryciach
archiwalnych historyków, nie zawsze z tym tematem związane. Czytelnik starego
biuletynu miał szansę nie tylko poznawać fakty, lecz także ich interpretację i
próbować zrozumieć sens opisywanych wydarzeń i procesów. "Pamięć.pl" tylko
opowiada barwnie i kolorowo o tym, co "wydarzyło się w XX wieku". Jest
kalendarium historyczne, zabawny i wspomnieniowy dla mojego pokolenia felieton o
płk. Omelanie, wywiad, ale nie dyskusja, jest "stopklatka" (?) i inne (stałe?)
działy bardzo rozmaicie zatytułowane. Jest więc Prawda czasu, prawda ekranu,
Historia w kinie, Hej, kto Polak…, Z bronią w ręku, czy Prosto z najweselszego
baraku… (?). Jest też dowód bezpośredni, że miesięcznik wydawany jest przez
Instytut Pamięci Narodowej. To rubryka "Z archiwum IPN" oraz dział Edukacji
Historycznej. Są recenzje, a nawet "Orzeł biały", co prawda na francuskich
furażerkach, ale jednak jest! Kto zgadłby, że pod zawołaniem "Hej, kto Polak…"
znajdzie opowieść o Stefanie Pabisiu, jednym z żołnierzy wyklętych, a w dziale
"Z bronią w ręku" – opowieść o projektowaniu i produkcji polskiego pistoletu
Vis. Na "Pamięć.pl" składają się tak bardzo różnorodne i rozproszone tematycznie
teksty, że trudno oprzeć się wrażeniu, iż dobrano je wedle zasady: krótko,
zgrabnie i lekko opowiedzieć o czymkolwiek, co "wydarzyło się w XX wieku". Mam
wrażenie, że Jan Paweł II mówiąc w polskim Sejmie: "Ale nam się wydarzyło", nie
żartował dlatego, że uważał obecność polskiego Papieża w polskim Sejmie za rzecz
bagatelną. Użył tego sformułowania, by dowartościować to, co udało się Polakom
osiągnąć po 9 latach wytrwałej batalii o wolną, demokratyczną i niekomunistyczną
Polskę.
Subiektywne credo
Czytając "Pamięć.pl", mam wrażenie, że redakcja miesięcznika nie chciałaby u
czytelników wywołać wrażenia, że historia jest dla niej nie tylko ważną, ale i
poważną dziedziną nauki. W słowie wstępnym Andrzej Brzozowski, redaktor
naczelny, powołuje się na wywiad z prof. Andrzejem Paczkowskim, sugerując, że
"każdy ma prawo do własnej części pamięci narodowej", co, jak pisze, będzie
swoistym credo nowego pisma. Jak pogodzić to z wcześniejszą zapowiedzią, że "Pamięć.pl"
oddaje swoje łamy pracownikom Instytutu, którego podstawowym obowiązkiem jest
przechowywanie narodowej pamięci o dziejach najnowszych, pielęgnowanie jej i
upowszechnianie. A więc jednak "narodowa" pamięć istnieje, co więcej, to dla
niej, a nie dla pielęgnowania wielu rozproszonych pamięci cząstkowych i
subiektywnych powstał Instytut Pamięci Narodowej.
Mam nadzieję, że pismo będzie wierne idei stojącej u początku powstania
Instytutu. Przypominam, że w ustawowych obowiązkach Instytutu Pamięci Narodowej
mieści się też kilka innych zadań, jak dokumentowanie i badanie zasobów
archiwalnych Instytutu czy wykorzystywanie tych zasobów do prowadzenia procesów
lustracyjnych osób publicznych oraz postępowań śledczych przeciwko podejrzanym o
popełnienie zbrodni komunistycznych i nazistowskich. Być może deklaracja A.
Brzozowskiego oznacza, że miesięcznik zamierza przechowywać i pielęgnować
"własne cząstki pamięci narodowej" i szuka w wypowiedziach prof. Paczkowskiego
dla takiej działalności usprawiedliwienia. Jednak były przewodniczący i
Kolegium, i Rady IPN przypomina, że działalność edukacyjna IPN rozwinęła się i
zmieniła nie tylko z powodów "lustracyjnych", lecz także dla przywrócenia naszej
pamięci o ludziach i wydarzeniach przemilczanych lub całkowicie zakłamanych, jak
żołnierze wyklęci. Co więcej, prof. Paczkowski mówi o pamięci zbiorowej, którą
współtworzy nasza wiedza, a nie tylko suma indywidualnych pamięci. Zauważa spory
wokół wielu wydarzeń, ale dostrzega też znacznie ważniejszy problem –
zastępowania starej pamięci "nową". Mam wrażenie, że kiedy mówi o "wymazywaniu z
pamięci" osób i wydarzeń, nie zakłada, że i on, i redakcja także mogą mniej czy
bardziej świadomie stosować tę technikę. A jednak. Gdy prof. Paczkowski
zaprzecza podziałowi na "władzę i społeczeństwo", zdaje się zapominać, że ta
pierwsza jest nieporównanie bardziej odpowiedzialna za kształtowanie
rzeczywistości, bo jej możliwości działania są nieporównanie większe niż
"społeczeństwa". Przewaga elit władzy, elit ekonomicznych, opiniotwórczych i
symbolicznych nad odbiorcami ich decyzji jest kolosalna. To "władza" wymusza na
narodzie wiele rzeczy, nie tylko "zajęcie określonego stanowiska". A naród, w
systemie autorytarnym bardzo rzadko, a także w dobrze funkcjonującej demokracji
nie zawsze skutecznie upomina się o swoje prawa, w tym prawo do kontrolowania
rządzących. Nie wypada powtarzać banałów o "złej" władzy, za którą zawsze
odpowiada społeczeństwo, i tej "dobrej", która niejako "sama z siebie" przewodzi
"niedoskonałemu" społeczeństwu. Ten banał to przykład "wymazywania" z pamięci
prawdy o odpowiedzialności elit.
Nieobecni w pamięci
Czy w pierwszym numerze "Pamięci.pl" zdarza się wymazywanie z narodowej pamięci
wybranych zdarzeń i osób? Niestety tak. Cóż bowiem z tego, że czytamy uroczy
felieton o płk. Omelanie i o dzielnych polskich twórcach pistoletu Vis. Że
dowiadujemy się interesujących rzeczy o Antonim Słonimskim czy o złotym bloku
utworzonym przez Francję, Belgię, Holandię, Włochy i Polskę w 1933 roku
(dodajmy, że ówczesna strefa złota, podobnie jak dzisiejsza strefa euro, okazała
się fiaskiem). Cóż z tego, że Tomasz Łabuszewski opowiada nam niezwykłą historię
"Stefana", jednego z wyklętych, a Grzegorz Majchrzak wzbogaca naszą wiedzę o
Zbigniewie Herbercie, relacjonując w dziale "Z archiwum IPN" materiały z
podsłuchów i inwigilacji poety.
Wymazywanie pamięci o nielubianych osobach i wydarzeniach jest w "Pamięci.pl"
wyraźnie obecne. Jak inaczej wyjaśnić fakt, że w kwietniowym numerze zbrodnia
katyńska została odnotowana tylko w dwu miejscach (nie licząc zdjęcia "Gońca
Krakowskiego" z 15 kwietnia 1943 roku), tj. w Kalendarium Historycznym i w
artykule "Imiona zamiast liczb", poświęconym edukacji historycznej o Katyniu.
Wśród sześciu umieszczonych w Kalendarium wydarzeń są: objęcie przez Zdzisława
Najdera funkcji dyrektora RWE; podpisanie polsko-sowieckiej umowy o budowie
Pałacu Kultury i Nauki; nadanie przez podziemne radio "Solidarność" pierwszej
audycji; rozpoczęcie przez PPR w 1947 roku "bitwy o handel"; oraz, potraktowane
jako równorzędne, rozpoczęcie przymusowych przesiedleń ludności ukraińskiej i
pod datą 3 kwietnia informacja, że "z obozu w Kozielsku na egzekucję do Katynia
wyruszył pierwszy transport polskich jeńców", o których "dziś często mówi się,
że w Katyniu zginęła elita II Rzeczypospolitej". Nie ma informacji, że w 70.
rocznicę tej zbrodni, w drodze do Katynia tragicznie zginął 10 kwietnia 2010
roku prezes IPN prof. Janusz Kurtyka. W jedynym poświęconym zbrodni katyńskiej
artykule o edukacji historycznej wspomina się o konkursie "Sprzączki, guziki z
orzełkiem ze rdzy…", który – jak pisze Kamila Sachnowska – "cieszy się
zainteresowaniem uczniów i nauczycieli". Nie ma jednak w jej artykule ani słowa
o tym, że inicjatorami konkursu byli Stowarzyszenie Pokolenie z Przemysławem
Miśkiewiczem z Katowic oraz ówczesny prezes IPN Janusz Kurtyka. Autorka pisze
jedynie, że "konkurs (…) realizowany był przez BEP IPN od 2010 roku".
Wymazywanie pamięci o Januszu Kurtyce jest bardzo dokładne, ponieważ autorka
pisząc o udanych inicjatywach edukacyjnych, zapomniała (?) także o pewnej tece
edukacyjnej spełniającej jej postulaty. O tece pt. Zbrodnia Katyńska,
przygotowanej za prezesury Janusza Kurtyki w krakowskim oddziale IPN w marcu
2010 r., tuż przed pamiętnym 10 kwietnia. Nie wiem, czy prof. Paczkowski mówiąc
o tym, że "wszyscy" stosują technikę wymazywania z pamięci osób, które chce się
skutecznie unieważnić, myślał o nowym miesięczniku. Niezależnie od jego intencji
"Pamięć.pl" jest dobrym przykładem tego, o czym bez entuzjazmu mówił. Szkoda…
Dr Barbara Fedyszak-Radziejowska
socjolog, była przewodnicząca Kolegium IPN (2007-2011)
