Autorytaryzm rządów Tuska

Kiedy to się zaczęło? Szukam w pamięci tych zdarzeń, które zawróciły nas z
drogi do pełnej demokracji, a zapoczątkowały recydywę PRL. Czy była to kampania
reklamowa, jeszcze przed oficjalnymi wyborami parlamentarnymi w 2007 roku, kiedy
Platforma Obywatelska zarzuciła Polskę czarno-białymi plakatami z hasłami
"pogarda", "agresja", "rządzi PiS, a Polakom wstyd"? Czy tym punktem zwrotnym
stała się uchwała parlamentu o skróceniu kadencji, przyjęta oklaskami przez
wszystkie partie polityczne, w tym PiS, bezsilnie oddające władzę przed upływem
kadencji?

 A może pełna agresji kampania wyborcza PO wymierzona w PiS i składane
przez Donalda Tuska tysięczne obietnice "by żyło się lepiej" (dopiero później
dodano "wszystkim") wraz z zapewnieniami o miłości i zaufaniu? A może pełen
celebrytów skład komitetu poparcia PO z Władysławem Bartoszewskim, który pokazał
swoje zupełnie inne niż dotąd oblicze? Czy był to może polityczny zwrot posła
PiS Antoniego Mężydły, byłego współpracownika KOR i Lecha Kaczyńskiego na
Wybrzeżu, któremu zaoferowano pierwsze miejsce na toruńskiej liście PO? Potem
nic i nigdy nie wywołało u niego nawet najmniejszego sprzeciwu wobec nowej
partii. Punktem zwrotnym mógł się stać nowy polityczny krajobraz po wyborach
2007 roku: zdecydowana wygrana PO i pierwszy z PSL rząd, koniec LPR i Samoobrony
(części "moherowej koalicji"), kampania czyszczenia państwa z "sympatyków
PiS-owskich", oskarżanie tej partii i jej prezesa o łamanie demokracji i
zapowiedź sejmowa premiera: "Wyginiecie jak dinozaury".

Potem nagle przyspieszyło: tragiczny Smoleńsk 10 kwietnia 2010 roku,
przegrane przez Jarosława Kaczyńskiego wybory prezydenckie i zarządzone przez
nowego prezydenta Bronisława Komorowskiego wybory parlamentarne 2011 roku
zakończone ponownym zwycięstwem PO. Od tego momentu partia-rząd-prezydent
podniosła przyłbicę, zza której ujrzeliśmy to, co widzieliśmy u zarządców PRL,
pewność nieograniczonej władzy, bezczelne kłamstwa i żądanie posłuszeństwa.
Zbędne stały się coroczne rekolekcje wielkanocne dla posłów Platformy, tzw. dni
skupienia w Łagiewnikach, a premier postanowił nie klękać przed księdzem. Partia
stała się i liberalna, i lewicowa, i antykościelna, a nade wszystko obca Polsce,
jej obywatelom i ich problemom, i jakby sterowana z jakiegoś nowego centrum
decyzyjnego w Berlinie, w Brukseli, a może w Moskwie?

Pod rządami Donalda Tuska zakończenie śledztwa smoleńskiego nie jest i nie
będzie możliwe, gdyż po tym, co już wiemy, powinno się ono rozpocząć od nowa.
Podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat, wbrew woli całego społeczeństwa,
przypomina komunistyczne decyzje KC PZPR. Czasem jednak były one wycofywane w
obawie przed robotniczymi protestami. Takiej obawy nie ma dziś rząd Tuska,
dlatego forsuje antypolskie zmiany w szkolnictwie godzące w naszą narodową
tożsamość, przywraca komunistyczne kłamstwa, redukuje obecność Kościoła w życiu
publicznym, usuwa religię ze szkół, ogranicza wolność mediów, wprowadza cenzurę.
Brak koncesji dla Telewizji Trwam to dyskryminujące katolików wspólne działanie
większości parlamentu, rządu i prezydenta. Równocześnie władza likwiduje i
zadłuża polską gospodarkę w tempie nieznanym w polskiej historii. Dodajmy do
tego 15-procentowe bezrobocie. Wróciła propaganda sukcesu. Główne media, zarówno
prywatne, jak i publiczne, minimalizują skutki kompletnej kompromitacji rządu,
który przez 5 lat, mimo posiadania odpowiednich funduszy, nie potrafił
nadzorować przygotowania infrastruktury drogowej i kolejowej na Euro 2012.
Polska jest nieprzygotowana do tej międzynarodowej imprezy i co najgorsze, nie
wykorzystała szansy dokonania szybkiego skoku cywilizacyjnego. Mamy się jednak
cieszyć i tylko cieszyć, bo piłka jest okrągła, a bramki są dwie, na ponoć
gotowych stadionach.

Autorytaryzm rządów Tuska wywołuje społeczny niepokój. Jego przejawem są
niespotykane w minionym 20-leciu demonstracje i uliczne marsze. Ale rośnie
poczucie świadomości obywatelskiej, tej, którą PO ma tylko w nazwie.

drukuj