„Pamięć.pl” bez Kurtyki

W kwietniu ukazał się pierwszy numer nowego miesięcznika Instytutu Pamięci Narodowej „Pamięć.pl”. Nie ma w nim ani słowa odniesienia do Janusza Kurtyki, który zginął na Siewiernym.

Jak zapewnia wydawca, „Pamięć.pl” ma kontynuować misję swojego poprzednika, „Biuletynu IPN”. „Niewątpliwą zaletą nowego pisma będzie atrakcyjna szata graficzna – kolorowy, opatrzony dużą liczbą zdjęć periodyk skierowany jest do szerokiego kręgu czytelników, szczególnie do uczniów, studentów, nauczycieli i wszystkich miłośników historii” – zachęcają wydawcy. – To, że ten numer się ukazał, było dla mnie i moich koleżanek z oddziału sporym zaskoczeniem – mówi jeden z pracowników warszawskiego IPN, który wcześniej publikował swoje teksty w „Biuletynie”. Jak mówi, „zazwyczaj wiedział, co ma być tematem kolejnego numeru i jakie są kierunki prac redakcyjnych”. Tym razem pierwszy numer rodził się przez wiele tygodni, a o jego wydaniu niewiele było wiadomo. Największym zaskoczeniem jest jednak fakt, że pismo choć ukazało się w kwietniu, nie odnotowało w żadnym akapicie ani zdaniu faktu, że 10 kwietnia minęła druga rocznica śmierci prof. Janusza Kurtyki. – Rocznice mają to do siebie, że są co roku – miała paść odpowiedź na jednym z kolegiów redakcyjnych. – Już wcześniej docierały do nas informacje, że ludzie związani z Radą Instytutu niechętnie patrzą na wiązanie obecnego IPN z osobą byłego prezesa – podkreśla nasz rozmówca. Zmiany przyszły wraz z nową ustawą o IPN, która na nowo określiła działania instytucji, kompetencje jej organów. Chodzi o ograniczenie swobody działania prezesa i zwiększenie kompetencji nadzorującej jego prace rady. „Zmienia się także Instytut Pamięci Narodowej. Wypełniając od samego początku naszą fundamentalną misję, nieustannie poszukujemy nowych form działania. Dziś za największe wyzwanie uznajemy edukację. Pragniemy dotrzeć do pokolenia nie tylko wychowanego w wolnej Polsce, ale także żyjącego w zupełnie zmienionym świecie. Stawia to nowe zadania także przed naszym pismem” – zapowiadał w ostatnim numerze nieistniejącego już „Biuletynu IPN” prezes Łukasz Kamiński. Nie podał jednak istotnych powodów, dla których „Biuletyn” ma zniknąć. Dla wszystkich jest jednak jasne, że przez kilka ostatnich lat był to sztandarowy periodyk Instytutu, na który duży wpływ miał prof. Janusz Kurtyka.

Instytut gasi światło

Nowym dyrektorem Biura Edukacji Publicznej, które odpowiada za wydawanie pisma i zlikwidowanie „Biuletynu IPN”, jest dr Andrzej Zawistowski. Dotąd przede wszystkim zajmował się organizacją wystaw firmowanych przez BEP. Głównie zajmował się historią gospodarczą, napisał monografię o kombinacie w Zambrowie, ale chyba najistotniejszą informacją jest fakt, że kilka lat temu, wraz z ówczesnym dziennikarzem „Gazety Wyborczej” Mikołajem Lizutem, wydał VI tom serii „Dekady 1975-1984”, który firmowała Biblioteka „Gazety Wyborczej”. – To wiele tłumaczy. Tacy ludzie jak prof. Friszke nie byli zadowoleni z tego, jaki był poprzedni „Biuletyn”. Robili więc wszystko, by przestał się ukazywać. Taki był zamysł, by powiedzieć w końcu, że gasimy światło i otwieramy nowe pismo. Chodziło jednak nie tylko o zmianę konwencji, szaty graficznej czy tytułu, ale po prostu o zmianę ideową – relacjonuje inny z pracowników Instytutu, który również chce zachować anonimowość. Jak wskazują nasi rozmówcy, zadaniem Zawistowskiego okazało się przyjęcie na siebie roli likwidatora „Biuletynu” i stworzenie nowego pisma. – W czasie gdy likwidowano „Biuletyn”, mówiono wprost: ma on nie zawierać wzmianek o prezesie Kurtyce. To były wyraźne naciski – relacjonuje jeden z naszych rozmówców. Zmiana profilu ideowego choć dyskretna jest również widoczna. Jak się okazuje, redaktorem naczelnym nowego pisma jest Andrzej Brzozowski, współautor podręcznika do historii „Ku współczesności” krytykowanego w ostatnich dniach przez naukowców sprzeciwiających się ograniczeniu nauki historii w szkołach ponadgimnazjalnych. To w nim znajdują się propozycje ćwiczeń, w których uczniowie mają m.in. przedstawić rolę „Gazety Wyborczej” i jej znaczenie dla społeczeństwa polskiego w okresie poprzedzającym wybory kontraktowe do parlamentu w 1989 roku, czy scharakteryzować rolę „Gazety”, dokładnie cytując: „od dziennika solidarnościowej opozycji do najbardziej poczytnej, atrakcyjnej dla szerokiej publiczności polskiej gazety”. Jak napisał na portalu wPolityce.pl dr Sławomir Cenckiewicz: „Na czele pisma mającego być kontynuacją poczytnego, prezentującego solidną wiedzę historyczną „Biuletynu IPN” stanął człowiek, który w swoim podręczniku z pamięci historycznej uczynił karykaturę”. „W tym samym czasie, kiedy jedni pracownicy IPN-u głodują w Krakowie i protestują w obronie nauczania historii, inni – pełniący wysokie funkcje w IPN – wprowadzają w życie nową podstawę programową, dewastując polską pamięć historyczną. Autorką nowej podstawy jest niesławnej pamięci minister Katarzyna Hall” – zauważa Cenckiewicz, który kilka lat temu za dochodzenie do prawdy na temat związków Lecha Wałęsy z SB musiał zrezygnować z pracy w Instytucie. To wówczas partia rządząca podjęła decyzję o konieczności zmian ustawowych w IPN i odsunięciu od fotela prezesa Janusza Kurtyki. Ale jak widać, to nie wystarczyło. Nawet po śmierci on sam i jego dziedzictwo naukowe okazują się niewygodne i niebezpieczne.

Maciej Walaszczyk

drukuj