Od 1 lutego sklepy w galeriach handlowych ponownie otwarte. Przedsiębiorcy coraz bardziej zniecierpliwieni brakiem wystarczającej pomocy ze strony rządu
Od jutra otwarte będą sklepy w galeriach handlowych. Zamknięte pozostają z kolei hotele i lokale gastronomiczne. Przedsiębiorcy są coraz bardziej zniecierpliwieni. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców alarmuje, że rządowa pomoc nie trafia do 30 proc. firm, które jej potrzebują. Prezes PSL-u grozi pozwem przeciwko Skarbowi Państwa, a premier proponuje kolejne bezzwrotne dotacje.
Damian Klinicki od sześciu lat prowadzi w Białymstoku kawiarnię i palarnię kawy. Lockdown mocno uderzył w jego biznes. Pomoc państwa okazała się niewystarczająca.
– Robiliśmy na wynos, ale to było minimalne. Starczało na pensje dla tych osób, co pracowały. Ale rachunków, czynszów, na takie rzeczy nie starczyło – tłumaczy Damian Klinicki.
Przedsiębiorca liczył, że rząd zdecyduje o odejściu od ograniczeń po 1 lutego. Tak się nie stało. Gastronomia dalej może działać tylko na wynos. Dlatego właściciel w desperacji podjął decyzję, że na własną rękę otwiera biznes. Nie chce czekać kolejnych dwóch tygodni.
– Jeżeli się już trzeci czy czwarty raz przedłuża się im ten okres mówiąc: „może was otworzymy”, to oni nie wiedzą, co mają robić, być może zawiesiliby działalność, nie musieliby płacić składek na ZUS – mówi rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz.
Rząd robi krok w stronę otwarcia gospodarki, ale dotyczy on wyłącznie handlu.
Otwieramy sklepy w galeriach handlowych, ale oczywiście z zachowaniem reżimu sanitarnego – zaznacza minister zdrowia Adam Niedzielski.
Otwarcie sklepów w galeriach pomoże gospodarce – podkreśla prof. Zbigniew Krysiak z Instytutu Myśli Schumana.
– To będzie dawało też popyt na produkcję. I jest szansa, że po 14 lutego będą otwierane kolejne sektory gospodarki – uważa prof. Zbigniew Krysiak.
Na razie zostają one jednak zamknięte. Dotyczy to np. hoteli. Ta decyzja rządu spotyka się z niezrozumieniem w branży – mówi właściciel hotelu w Białymstoku, a jednocześnie prezes Podlaskiego Klubu Biznesu Wojciech Strzałkowski.
– Te warunki sanitarne są w dużo wyższym stopniu zabezpieczone tu, w hotelu, niż w placówkach handlowych – zwraca uwagę Wojciech Strzałkowski.
Przy drugiej fali pandemii rząd zmienił sposób pomagania przedsiębiorcom. Teraz jest to pomoc ukierunkowana na konkretne branże. Tarcza branżowa działa w oparciu o kody PKD. To, czy przedsiębiorca dostanie pomoc, zależy od tego, jaką działalność ma wpisaną jako główną – tłumaczy ekonomista dr Arkadiusz Babczuk.
Problem mamy przede wszystkim w sektorze usług, handlu, w turystyce, w gastronomii i to jest problem o tyle palący, że w bardzo wielu przypadkach to jest polski mały i średni biznes – zaznacza dr Arkadiusz Babczuk.
Premier Mateusz Morawiecki rozszerza pomoc dla przedsiębiorców o kolejny instrument. Dotyczy on właśnie mikro i małych firm.
– Również za styczeń i luty – nie tylko za grudzień – będzie obowiązywała możliwość otrzymania bezzwrotnej dotacji 5 tys. zł – podkreśla premier Mateusz Morawiecki.
Ten element pomocy ma kosztować kolejne od 2,5 do 3 mld zł. Wciąż jednak ta oferta, jaka została przygotowana przez rząd, nie dociera wszędzie tam, gdzie jest potrzebna. Problemem są właśnie kody PKD, która zawężają rządową pomoc.
W- tej chwili jest około 30 proc. firm, które są zamknięte, a są poza systemem pomocy i trzeba to szybko zmienić – wskazuje Adam Abramowicz.
Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców postuluje, aby pomocy nie opierać o kody PKD, ale o realne straty. Wsparcie państwa miałoby wtedy objąć wszystkie firmy, których obroty spadły o ponad 70 proc. Otwarcia gospodarki w reżimie sanitarnym chce z kolei prezes PSL-u Władysław Kosiniak-Kamysz.
– Jeżeli rząd tego nie zrobi, wystąpimy z pozwem zbiorowym przeciwko Skarbowi Państwa w imieniu pracodawców, w imieniu przedsiębiorców, w imieniu pracowników – zapowiada Władysław Kosiniak-Kamysz.
Ekonomista dr Marcin Kędzierski zwraca uwagę, że sytuacja polskich firm jest mocno zróżnicowana. Są firmy, które mają pochowane środki na lokatach i takie, które mają problem z płynnością. Wiele z nich może upaść. Dlatego przedsiębiorcy sięgają po każdą deskę ratunku.
– W ciągu ostatnich miesięcy bardzo mocno wzrosła wartość gotówki w obiegu. A to może świadczyć o tym, że w Polsce w czasie kryzysu powiększyła się szara strefa – wyjaśnia dr Marcin Kędzierski.
Na tle innych europejskich państw polska gospodarka wyróżnia się, jeśli chodzi o dane PKB. Dane GUS wskazują na recesję rzędu 2,8 proc.
TV Trwam News



